O.N.A. to jeden z tych polskich zespołów, dla których chciałabym się urodzić piętnaście lat wcześniej. Wspominałam wielokrotnie, że jest wiele polskich zespołów, zagranicznych zresztą też, które zakończyły swoją działalność zanim zdążyłam je poznać. Gdy we wrześniu 2016 roku Agnieszka Chylińska niespodziewanie wróciła z nowym studyjnym albumem byłam pozytywnie zaskoczona – brzmieniem i samym faktem wydania płyty bez miesięcy pseudo promocji. Chciałam wybrać się na koncert już dwukrotnie, ale za każdym razem, gdy Chylińska grała w Poznaniu, mnie nie było w kraju. Udało się wczoraj, 14 kwietnia.

Koncert odbył się w klubie B17, który do tej pory miał dla mnie jeden plus – mieści się na terenie Stadionu Lecha Poznań. Jest to ta część Poznania, w której bywam ostatnimi czasy raz na pół roku, gdy muszę odnowić kartę ubezpieczenia, więc wizytę w tych okolicach traktuję, jako pewnego rodzaju wycieczkę poznanioznawczą. O mankamentach tego klubu pisałam wspominając koncert Patrycji Markowskiej. Od tamtej pory nic się nie zmieniło i z wiadomych powodów, architektonicznych, zmianie nie ulegnie.

Filar dzielący scenę na pół i ustawienie sceny w taki sposób, że publiczność stoi w łuku to element charakterystyczny tego miejsca. Zwróciła na to uwagę także Agnieszka Chylińska w typowy dla siebie sposób żartując, że przyszło jej grać na scenie podobnej do tej, jaką ma Metallica. Oczywiście z tą różnicą, że na koncertach Metalliki fani stoją dookoła, a członkowie zespołu mają możliwość, żeby w zależności od piosenki stawać w innym miejscu i pokazywać się tym, którzy niedawno oglądali ich plecy. Na szczęście nam udało się stanąć w takim miejscu, że żaden filer nam nie przeszkadzał, więc kończę już temat narzekania i przechodzę do tego najważniejszego. Napisania, że koncert był naprawdę dobry. 

W sumie dokładnie taki, jakiego się spodziewałam. Energiczny, naładowany zarówno nowymi, jak i tymi naprawdę starymi piosenkami Chylińskiej. Mający momenty śmieszne, bardzo śmieszne, chwile refleksyjne, ale najwięcej momentów, w których można było poskakać, pośpiewać i wczuć się w muzykę. A ta jest rewelacyjna, chociaż wiem, że fani Agnieszki Chylińskiej z O.N.A., i płyty nagranej zaraz po zakończeniu współpracy z O.N.A., podchodzą do Forever Child z dystansem.

Zupełnie niepotrzebnie. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że muzycznie Chylińska z Forever Child gra cięższą muzę niż Chylińska z płyty Winna. Produkcyjnie te albumy bardzo się od siebie różnią, ale trzeba pamiętać, że dzieli je dwanaście lat. Wczorajszy koncert utwierdził mnie w przekonaniu, że da się połączyć w jednej setliście piosenki z Forever Child, z albumu Winna i te, z których Polska poznała Chylińską w O.N.A.

Od nowego, do starego

Koncert rozpoczął się od klimatycznego intro, po którym zaprezentowano trzy piosenki z ostatniej płyty. Pojawiła się ewidentnie przez publiczność wyczekiwana Królowa Łez, przy której zaczęło się pierwsze wspólne śpiewanie, skakanie i nastąpiła ogólna fala euforii. Po przywitaniu, niewinnych żarcikach dotyczących porażki Lecha Poznań w ostatnim meczu i podzieleniu się radością z faktu kolejnej wizyty w Poznaniu, przyszedł czas na dwie kolejne piosenki z Forever ChildFajerwerk i Rozpal. Ten drugi utwór na płycie brzmi bardzo dyskotekowo, ale w wersji koncertowej instrumenty wychodzą na pierwszy plan i charakterystyczny dla tej piosenki beat schodzi na drugi plan.

W dalszej części koncertu zrobiło się refleksyjnie, ponieważ rozbrzmiało kilka utworów z płyt O.N.A. i wspomnianej już płyty Winna. Publiczność zareagowała na nie o wiele lepiej niż na nie-singlowe utwory z Forever Child, ale nie powiedziałabym, że jest to kwestia nielubienia tych piosenek. Ot po prostu, utwory mające ponad dwadzieścia lat przywołują wspomnienia, a pośród publiczności przeważali jednak ludzie, którzy ewidentnie pamiętali czasy O.N.A. i dorastali wspólnie z piosenkarką. Chylińska dała im szansę na odśpiewanie kultowych refrenów z Winnej, Kiedy Powiem Sobie Dość czy Niekochana, a sama komentowała pewną banalność tekstów i swoje nastoletnie wyobrażenie o kłopotach.

Urzekały mnie wszystkie jej monologi i dialogi z publicznością, przekomarzanie się z członkami zespołu i gry z publicznością. Ucieszyło to, że połączenie piosenek z tak różnych okresów kariery jest nie tylko możliwe, ale przede wszystkim dzieje się bez trudu, nie jest wymuszone i drastycznie nie zmienia brzmienia utworów. Wokalnie Chylińska jest ciągle w formie, brzmi fenomenalnie, a jej fantastyczna i niepowtarzalna barwa głosu brzmi na żywo tak samo, jak na płycie. A może nawet lepiej, bo przecież nic tak nie poprawia ogólnego wrażenia, jak emocje przeżywane tu i teraz.

Po premierze Forever Child recenzje były różne. Jedni rozpływali się nad odwagą Agnieszki, nad muzyką i połączeniem gitarowego grania z elektroniką. Inni, uparcie trzymali się zdania, że w 2006 roku Chylińska zaczęła grać pop i nie zamierza z tej drogi zejść. Mam nadzieję, że wszyscy jej miłośnicy, którzy przeczytali tego typu recenzje jednak dotarli na koncert i przekonali się, że to g**no prawda.

Koncert trwał półtorej godziny. W podstawowej części koncertu zagrano szesnaście utworów, w tym wspomniane już intro. Na bis zaprezentowano po raz drugi utwór Królowa Łez, który ponownie wywołał gromkie owacje i radość zebranych. Chociaż część z nich, słysząc pierwsze dźwięki piosenki zaczęła już opuszczać klub. Być może obawiali się, że gdy licznie zebrany tłum ruszy do wyjścia, godzinę spędzą stojąc w korku na parkingu. Ja postanowiłam zostać nie tylko do końca, ale też jeszcze chwilę po koncercie, aby zdobyć setlistę.

Początkowo myślałam, że będzie to duże wyzwanie, bo z mojego doświadczenia wynika, że aby zdobyć setlistę trzeba mieć szczęście i spryt. Poczekałam aż tłum się rozejdzie. Została garstka osób, które kurczowo trzymały się barierek. Byłam przekonana, że stanęli tam właśnie po to, żeby pozbierać fanty. Tymczasem okazało się, że wszyscy zgromadzeni mają ochotę… na wspólne zdjęcie z Agnieszką. Oznaczało to, że nikt nie chce setlist, które leżą smutne na scenie. Wyczekałam na odpowiedni moment, żeby poprosić kogoś, kto przechadzał się po scenie o kartkę i po chwili była już moja. Czy Chylińska wyszła do fanów na pokoncertowe selfie i uściski? Nie mam pojęcia.

W trakcie koncertu Agnieszka wspomniała, że pracuje nad nową płytą. Nie powiedziała, kiedy album się ukaże i jak zaawansowane są prace – powiedziała jedynie, że pomysł jest, tematy są, więc przypuszczam, że jest to wstępna faza tworzenia. Poczekam więc na premierę i wybiorę się na kolejny koncert.