Medleyland.pl

Amonit. Kate Winslet i Saoirse Ronan wśród wzburzonych fal

Gdy kilka miesięcy temu obejrzałam zwiastun filmu Amonit wiedziałam, że to jedna z tych produkcji, które najchętniej obejrzałabym w kinie. Wraz z upływającymi miesiącami byłam gotowa porzucić to pragnienie i prędzej spodziewałam się, że Amonit trafi do oferty jednego z serwisów VOD niż że uda mi się go obejrzeć w kinie. Tym oto sposobem, korzystając z chwilowo czynnych kin i coraz lepszego repertuaru, po raz pierwszy od września usiadłam w kinowej sali. Amonit okazał się filmem ładnym, z Kate Winslet i Saoirse Ronan wśród wzburzonych fal.

Za reżyserię i scenariusz odpowiada Francis Lee. Bezsprzecznie udało mu się przenieść widza do Anglii roku 1840, pokazać ciężką pracę i chwile uniesienia, ale nie udało się uniknąć kilku błędów, które sprawiły, że Amonit nie jest doskonały. Trzeba jednak przyznać, że zarówno Kate Winslet jak i Saoirse Ronan to aktorki dające gwarancje, że film będzie dobry, a jeśli scenariusz na to pozwala, również ładny. Amonit może się pochwalić pięknymi kadrami, przywiązaniem do szczegółu i cudownymi kreacjami. Nie ma jednak doskonałego scenariusza, a końcówka wydaje się przegadana.

„Amonit” przeniesie nas do Anglii, do roku 1840. Mary Anning (Kate Winslet) jest paleontologiem i kolekcjonuje skamieliny. Aby utrzymać siebie i chorą matkę sprzedaje je turystom. Pewnego dnia jeden z turystów, Roderick Murchison (James McArdle) wraz z żoną Charlotte (Saoirse Ronan) przychodzą do pracowni Mary. Roderick prosi Mary, aby zaopiekowała się Charlotte, u której zdiagnozowano melancholię. To dwie kobiety z zupełnie innych światów. Jednak pomimo innych osobowości Mary i Charlotte odkrywają, że każda z nich może zaoferować to, czego szuka druga.

Opis dystrybutora

Film trwa dwie godziny. Ostatnie 20, może nawet 30 minut zamiast zamykać opowieść lub pozostawiać widza w niepewności, zawieszeniu, z otwartymi pytaniami, z którymi wyjdzie z kina spycha opowieść na inne tory. Dodaje filmowi niepotrzebnej słodyczy, takiego marzycielskiego charakteru i pokazuje przy tym, jak bardzo dziecinna była Charlotte. Scenariusz Amonit oparto na przypuszczeniach, co do życia uczuciowego Mary Anning, paleontolożki, której znaleziska można oglądać w największych muzeach. Tak naprawdę to jest największą siłą tej produkcji – ciekawe pokazanie pracy paleontologa, czego nie widujemy w wielu filmach fabularnych.

Sama Mary Anning cały czas jest zimna, wycofana, skupiona na pracy i nauczona życia w samotności, opiekując się matką. Życie nauczyło ją, czym jest ciężka praca, wymagało samodzielności i zaradności, a na przestrzeni lat Mary przestała potrzebować drugiego człowieka, była nawet niemiła dla potencjalnych klientów. Charlotte, dużo od niej młodsza, piękna i ewidentnie nigdy niepracująca fizycznie to przeciwieństwo Mary. Jest dziecinna, przyzwyczajona do luksusowego życia i mimo że dość szybko uczy się, jak wygląda codzienność w domu pań Anning, gdy wraca do Londynu okazuje się, że zupełnie się nie zmieniła. Pragnie dzielić z Mary dostatek, kolorowe suknie i wystawne życie, nie zauważając, co jest jest ważne dla jej przyjaciółki – praca, spacery wzdłuż plaży, obramienie znalezisk.

W opisie dystrybutora można przeczytać, że Mary i Charlotte wiele dzieli, ale poznając się odkrywają, że każda z nich może zaoferować to, czego szuka druga. To prawda – każda z nich potrzebowała bliskości, czułości, zrozumienia i wyrwania się z codzienności. Każda chciała o czymś zapomnieć i odnaleźć szczęście. Niestety, jak to często w romantycznych opowieściach bywa, nie oznaczało to, że dwa odmienne światy da się połączyć w jeden. I zupełnie nie dlatego, że intymna relacja wzbudzała powszechne oburzenie. Tego wątku w Amonit nie ma. Co więcej, w tym filmie praktycznie nie ma mężczyzn. Pojawiają się na drugim planie, a jeśli wychodzą na pierwszy to zaledwie na chwilę.

Amonit nie jest najlepszym filmem z 2020 roku, ale bez wątpienia jest jednym z najładniejszych. Brakuje mu mocy i jest zbyt długi, ale sceny romantycznych uniesień zagrane przez Winslet i Ronan pewnie na długo zapiszą się w historii kina. Zwłaszcza, gdy słyszy się, że właśnie to doceniają widzowie wychodzący z seansu.