Czy należę do grona wybrednych graczy? Takich, którzy kręcą nosem z byle powodu, są wiecznie niezadowoleni i zawsze znajdą powód, żeby powiedzieć, że jakaś gra nie jest idealna? Wydaje mi się, że jestem raczej graczem nieodkrytym, nieokreślonym i zagadkowym. Czasami można mnie zauroczyć prostym schematem odbijania piłeczki, a czasami oddaje się bez reszty skomplikowanej walce dobra ze złem. Rzadko czekam na jakąś grę, ale nowe przygody Lary, ukryte pod nazwą Rise of the Tomb Raider były na mojej liście gier obowiązkowych. Korzystając z przerwy świątecznej poświęciłam się jej bez reszty.

Postać Lary Croft jest znana nie tylko graczom, ale także miłośnikom kina i fanom aktorskiego talentu Angeliny Jolie. Powiedziałabym nawet, że większość z nas utożsamia Larę z postacią filmową i zupełnie nie kojarzy jej z grą. Czas przestać żyć w błędzie – najpierw była gra, a potem był film. Rise of the Tomb Raider jest kontynuacją gry Tomb Raider, która ukazała się w 2013 roku.

Obieżyświat 

Główną bohaterką jest dziewczyna, waleczna, zahartowana, odważna i łaknąca przygód. Stajemy na pograniczu świata realnego ze światem fikcyjnym. Najpierw poznajemy Larę w domowych pieleszach, a później podróżujemy razem z nią po krainie, w której obok zwykłych ludzi żyją żołnierze i to tacy naprawdę wiekowi. Po drodze zahaczamy też o Syrię i Syberię, zwiedzamy radzieckie obozy i czujemy się trochę, jakbyśmy faktycznie odkrywali karty historii.

Nie mamy jednak wrażenia, że coś w tej grze nie trzyma się, przysłowiowej, kupy. Nie jest tak, że nagle wybiega na nas stugłowy potwór, który mógłby ubiegać się o tytuł najbrzydszej kreatury świata. Postaci są bardzo wyważone, świat w gruncie rzeczy naprawdę rzeczywisty, a Lara wygląda, jak nasza dobra znajoma. Tylko stęka trochę na wyrost, ale niestękająca raczej nie spodobałaby się wiernym fanom jej przygód.

Archeolożka

Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z Larą, jeszcze na pececie. Już wtedy spodobał mi się wykreowany świat i główny sens tej gry. Chodzi bowiem nie tylko o to, żeby pokonać wroga, – jakąś złą postać – ale też o obmyślenie strategii, taktyki i odnajdywanie pochowanych w różnych lokacjach przedmiotów. W końcu Lara specjalizuje się nie tylko w bijatykach, ale także szukaniu archetypów i penetrowaniu grobowców.

Każdy, kto chociaż przez jeden dzień marzył, żeby zostać archeologiem, wreszcie ma szansę się przekonać, jak potencjalnie mogłoby wyglądać jego życie. Z tą maleńką, ale istotną różnicą, że Lara nie spotyka na swojej drodze pająków. Jestem za to ogromnie wdzięczna, i śle podziękowania do twórców, bo walki z pająkami wolałabym nie przechodzić, ale nie wierzę, żeby w normalnych realiach udało jej się żadnego nie spotkać.

Dasz sobie radę

Inną kwestią, którą trzeba docenić jest sposób wykonania tej gry. Piękne krainy, piękna grafika, ale co najważniejsze, wszystko działa płynnie, szybko się ładuje i nie tracimy kilku minut w oczekiwaniu na przeniesienie się z jednego obozu do drugiego. A to ważne, bo zbyt wolno ładująca się gra odbiera przyjemność z grania, nawet jeśli grafika i pomysł są rewelacyjne. Na koniec zostawiłam sobie chyba najważniejszy plus tej gry – ona wcale nie jest trudna.

Nie chodzi o to, że gry są banalne, dla głupków, ludzi pozbawionych życia towarzyskiego i nerdów, choć na szczęście ten komiczny stereotyp powoli upada. Chodzi o to, że nie ma tutaj zagwozdek wyśrubowanych do granic możliwości, które sprawiają, że godzinami trzeba, np. pokonywać jednego wroga. Bardzo nie lubię tego w grach, bo uważam, że gry są po to, żeby czerpać radość z grania, a nie irytować się, że nie można przejść dalej. Albo irytować się, że co 10 minut wyskakuje nam olbrzymi stworek, z którym znów będziemy się zmagać godzinę. Jasne, że można ustawić sobie najłatwiejszy poziom trudności, ale co to za frajda grać w grę, która przechodzi się niemalże sama?

Dałam sobie radę sama. Bez pomocy wytwornego gracza i bez kilkudniowych przerw. Bywały momenty, w których włosy stawały mi na głowie, a pad odmawiał współpracy. Nie wszystkie zagadki można rozwiązać w kilka sekund i nie każdą misję przejść z jednym życiem. Lara ma ich nieskończenie wiele, więc mogłyśmy próbować aż do skutku. Skutek był taki, że w Sylwestra pokonałam bosa, dobrnęłam do końca i łza zakręciła mi się w oku na myśl, że na nową część będzie trzeba trochę poczekać. A czekać warto. Naprawdę.