Kolejna część przygód Chyłki obejrzana i aż chciałam napisać, że tradycyjnie jesień spędzona przed telewizorem na oglądaniu zadziornej prawniczki, ale postanowiłam to sprawdzić i okazuje się, że pierwszy sezon wyemitowano zimą. W recenzji Chyłka: Zaginięcie wyraziłam kilka opinii, które do teraz, mimo emisji trzeciego sezonu, są adekwatne, a podejście producentów do serialu nie uległo zmianie. Mimo że zachowanie Chyłki w Rewizji dalekie jest od tego, z którego zasłynęła w Zaginięciu i Kasacji. Chyłka: Rewizja to strumienie alkoholu, mecenas dosięgająca dna i kilka zdarzeń, które trudno traktować poważnie. Chyłka to wciąż serial dla widzów, którzy lubią żyć w przekonaniu, że oglądają odważne i skomplikowane produkcje, podczas gdy w rzeczywistości widzą tylko kilka mocniejszych scen. I w przypadku Rewizji mniej katalogowych wnętrz niż przywykli.

Rozpisując plan trzeciego sezonu historii, która nie ma się jeszcze skończyć zazwyczaj twórcy zaczynają czuć, że trudno im będzie zaskoczyć widza. Bohaterowie są już dość dobrze znani, część wrogów zneutralizowana a część mocno odkryła karty. Zainteresowanie może zatem podsycać główny wątek, w przypadku Chyłki nowa sprawa kryminalna oraz dość znacząca zmiana stylu życia. Ten ostatni to coś, co zwraca największą uwagę. Z eleganckiej, lubiącej pieniądze i wynikające z nich luksusy mecenas mieszkającej w wieżowcu niemalże na przeciwko Pałacu Kultury Chyłka zmienia się w wyniszczoną przez alkohol, zaniedbaną i wiecznie pijaną kobietę, która pożegnała luksusowy apartament i brata się z osiedlowymi pijaczkami. Czytelnikom powieści Remigiusza Mroza – przypominam, że Chyłka to bohaterka jego licznych książek – czy widzom serialu alkoholowe skłonności Chyłki nie są obecne, jednak nigdy wcześniej nie była ona tak blisko stoczenia się na dno. Nie trzeźwieje już w zasadzie wcale, wynajduje nawet najbardziej błahe powody, żeby urządzić całonocną libację i nawet do pracy nie chodzi bez wsparcia w postaci kilku promili.

Po raz kolejny życie Joanny Chyłki poważnie się skomplikuje. Po zwolnieniu z kancelarii Żelazny & McVay, bezkompromisowa prawniczka będzie musiała zmierzyć się z nową rzeczywistością. To niełatwe zadanie dodatkowo utrudni fakt, że zostanie wciągnięta w sprawę okrutnego morderstwa… Prawniczka będzie musiała stawić czoło nowym problemom, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Zrządzenie losu sprawi, że Chyłka przez przypadek zostanie zaangażowana w sprawę podwójnego morderstwa. Jej klient – Rom Bukano – po stracie żony i córki ma otrzymać pokaźną sumę od towarzystwa ubezpieczeniowego. W międzyczasie stanie się jednak głównym podejrzanym w sprawie. W efekcie Chyłka i „Zordon” znowu spotkają się na sali sądowej, ale tym razem staną po przeciwnych stronach barykady. Czy wynik tego starcia będzie z góry przesądzony? – opis TVN Series

Oglądanie staczającej się Chyłki nie należy do przyjemnych, ale zupełnie nie dlatego, że takie obrazy nie wzbudzają pozytywnych emocji. W wielu momentach trudno jest uwierzyć, że ta stanowcza, zadziorna, odważna, bezkompromisowa, niepokorna, ale też profesjonalna i dobra w swoim fachu kobieta mogła upaść aż tak nisko. Jednocześnie zupełnie nie przeszkadza jej to w wykonywaniu czynności zawodowym, a pracujący z nią na sali sądowej ludzie czują współczucie, ale nikt nie wyciąga w stosunku do niej żadnych konsekwencji. To jedne z tych scen, w których wiarygodność trudno uwierzyć, bo jak to możliwe, że pijany mecenas na sali sądowej przesłuchuje świadka, odpowiada na pytania sędziego i mimo jasnych oznak upojenia alkoholowego nie jest przywoływany do porządku? W tym wszystkim Chyłka, w przejawach tego wspomnianego już przeze mnie profesjonalizmu, zadaje trafne pytania, wyciąga odpowiednie wnioski i zawodowo pnie się, zamiast spadać. Oczywiście widać w tym celowy zabieg, pokazanie że jest niezniszczalna i wóda nie odbiera jej zawodowej smykałki, ale ogląda się ją bardziej z politowaniem niż współczuciem. Zwłaszcza, gdy wjeżdża ostatni, 7 odcinek i okazuje się, że pieniądze załatwiają wszystko, a z bycia w ciągu alkoholowym można wyjść dzięki 300 tysiącom na koncie i jednej wizycie w szpitalu oraz z dużym kontraktem w kieszeni.

Magdalenie Cieleckiej, odtwórczyni głównej roli, muszę oddać jedno – w Rewizji pokazała naprawdę dobry warsztat. I, co nadal dla wielu aktorek jest problematyczne, pozwoliła się oszpecić. Joanna Chyłka to postać, która Cieleckiej ewidentnie leży. Być może właśnie dlatego, że nie jest to postać jednowymiarowa, to kobieta zmienna, charakterna, potrafiąca równie ładnie uwodzić co obrzucać błotem. Niepokorna, ale przy tym wszystkim tajemnicza. Te tajemnice, to niedopuszczanie do siebie nikogo, traktowanie relacji z ludźmi jako elementu koniecznego do przetrwania, ale nie niezbędnego do przeżywania życia w pełni sprawia, że zachowania Chyłki trudne są do przewidzenia.

Wymieniając pozytywy muszę wspomnieć o głównej sprawie kryminalnej jaką prowadzi. To sprawa Roma oskarżonego o brutalne zamordowanie żony i córki. Obawiałam się tego wątku, bo w roli oskarżonego obsadzono Wojciecha Zielińskiego, aktora specjalnie do tej roli ucharakteryzowanego na Roma. Ten zabieg średnio się udał, uwydatnił jedynie te cechy, które stereotypowo kojarzą się z Cyganami, ale w kilku odcinkach z ust bohaterów – w tym Chyłki – padło kilka zdań, które wiele stereotypów próbowały obalić. Wątek napisano w ten sposób, żeby z jednej strony przybliżyć romską kulturę i tradycję, a z drugiej pokazać, jak ocenianie po pozorach krzywdzi. Nie sądziłam, że Chyłka: Rewizja, momentami, stanie się serialem z morałem! A tak jest i to zasługuje na wypunktowanie i uznanie.

W jakimś sensie na liście pozytywów może znaleźć się też fakt, że ci, którzy chcieli, żeby w kolejnym sezonie było więcej scen z Jakubem Gierszałem z pewnością będą zadowoleni, choć grana przez niego postać do dających się lubić nie należy.  W Rewizji Gierszał gra drugie skrzypce, miesza, kręci i urzeka, spaja ze sobą nie tylko drugi sezon, ale także czwarty, czyli Chyłka: Inwigilacja, który jest już zapowiedziany. Muszę też wspomnieć o tym, co bawiło mnie niebywale przy oglądaniu pierwszych dwóch sezonów, a w trzecim tego nie ma – product placement. Dla twórców i stacji TVN to raczej nie jest powód do radości, ale jako widzka cieszyłam się, że czekoladowe batoniki nie wyskakują z wszystkich biurowych kadrów, a nad miastem nie unosi się zebra. Kto oglądał Zaginięcie i Kasację ten doskonale wie, co mam na myśli.

Po zapoznaniu się z trzema sezonami przygód Joanny Chyłki stwierdzam, że Rewizja to najsłabszy z nich. Żaden z wątków nie wciąga tak, jak wciągały te w Zaginięciu i Kasacji. Pojawiają się natomiast odpowiedzi na kilka pytań o przeszłość Chyłki, ale nie są one zaskoczeniem, raczej potwierdzeniem wcześniej wyciągniętych wniosków. Nie czytałam książek, więc nie wiem, jak te wątki rozpisał w oryginale Remigiusz Mróz, ale w moich oczach Rewizja to przedłużenie Kasacji będące zarazem wstępem do Inwigilacji. Taki sezon na przeczekanie, który trwa siedem odcinków tylko dlatego, żeby rozwiązać wątek kryminalny, wygrać sprawę i zamknąć kolejny zawodowy rozdział w życiu bohaterki. Nie zaskoczył mnie, ale też nie rozczarował.

Chyłka to wciąż dobry serial z kategorii tych niezbyt wymagających, które spokojnie można obejrzeć w jeden dzień lub powoli dawkować go sobie siedem tygodni popijając herbatkę i odpoczywając po ciężkim dniu. Fani kryminałów TVNowskich nie będą rozczarowani.