Kurt Cobain nigdy nie był mi bardzo bliski. Faza bezgranicznego uwielbienia do Nirvany, która ogarniała moje koleżanki w końcowych klasach podstawówki mnie nie dotknęła. To jednak nie znaczy, że ominęła mnie historia Kurta, jego zespołu, jego życia i jego problemów. Zawsze był wielką zagadką, muzykiem uwielbianym przez miliony – dla jednych artystą idealnym, dla innych smutnym człowiekiem. Podobnych historii w artystycznym świecie są na pęczki. Dlaczego właśnie ta miałaby być wyjątkowa? Na jakie pytania odpowiada Montage of Heck?

Z rąk anioła

Dwadzieścia lat trzeba było czekać na w pełni autoryzowany dokument o Kurcie. Dopiero teraz jego córka zdecydowała się upublicznić wizerunek ojca, pokazać niepublikowane wcześniej filmy i udzielić wywiadu. Reżyser Montage of Heck, Brett Morgan przyznał, że podobny dokument można było opublikować lata temu, ale dopiero, gdy Frances Bean opatrzyła go swoim nazwiskiem bliscy Kurta poczuli się bezpiecznie. Morgan uważa, że czuwająca nad procesem powstawania dokumentu Frances była nie tylko gwarancją powodzenia, ale głównie zapewnieniem, że każde wypowiedziane słowo zostanie osadzone w odpowiednim kontekście.

Pracę włożoną w połączenie archiwalnych materiałów widać od pierwszych minut dokumentu. Nie chodzi tylko o animacje powstałe na bazie obrazów i rysunków Kurta, ale też jego osobę stworzoną w formie komiksu oraz te już wspomniane idealnie zgranie wypowiedzi rodziców, przyjaciół i Courtney Love z przedstawianymi wspomnieniami. Jedynym słabym punktem tego dokumentu jest wszechogarniający smutek.

Nie czyń drugiemu…

Śmierć jest smutna. Utrata kogoś bliskiego boli, ale Montage of Heck nie skupia się na śmierci. Ona owszem jest motywem przewodnim całości, bo przecież poznając historię życia Kurta próbujemy zrozumieć, dlaczego popełnił samobójstwo, ale większą uwagę zwraca się na zachowania ludzi – fanów i dziennikarzy.

Przesadny fanatyzm, nad interpretowanie zdarzeń i gloryfikowanie ulubionych artystów to problem, z którym borykał się nie tylko Cobain. W rozmowie z magazynem Rolling Stone jego córka podkreśla, że pragnął on, aby Nirvana osiągnęła sukces – takie stanowisko pada z ust samego Kurta w kilku fragmentach tego dokumentu, kiedy prezentowane są wywiady z Nirvaną – ale nie chciał stać się głosem pokolenia. A takim głosem niezaprzeczalnie się stał. Zadaniem Montage of Heck jest wyprostowanie obrazu Kurta, który na przestrzeni tych dwudziestu lat od momentu jego śmierci został mocno skrzywiony i zamazany.

… co Tobie niemiłe

Kurt nienawidził poniżania i krytyki. Chciał być kochany – jak każdy z nas. Potrzebował akceptacji i miłości ze strony otoczenia, bo nie zaznał jej w rodzinnym domu. Gdy wreszcie u boku Courtney odnalazł to, czego szukał, dziennikarze zgotowali mu piekło. Komentowali każdy jego krok. Wytykali każdy błąd i wątpili w jego zdolności rodzicielskie. Łatwo byłoby teraz powiedzieć, że miał słabą psychikę, więc ucieczki szukał w narkotykach, aż w końcu postanowił się zabić. Tylko niestety każdy kij ma dwa końce. Montage of Heck, w zasadzie przez cały czas, podkreśla, jak zachowania innych ludzi nas krzywdzą. Pokazuje to na przykładzie Kurta, który nie radził sobie z presją otoczenia, z chamstwem dziennikarzy. Jest to tym bardziej smutne, że w dzisiejszym świecie chamstwem odnosi się sukces, a wypisywanie bzdur to standardowa technika pozyskiwania czytelników. Jak radzą sobie z tym współcześni artyści? Podobnie, jak Kurt tylko teraz troszeczkę trudniej jest nam ich gloryfikować.

Na Waszą prośbę

Montage of Heck jest jak dziennik. Wykopany z zakurzonej piwnicy, oprawiony w nieco nowsze ramki. Dziennik osoby, która próbuje wytłumaczyć światu, dlaczego zdecydowała się zakończyć własne życie. Zostawić malutkie dziecko i spełnione marzenia.

Zaczynamy od narodzin, przechodzimy do okresu dojrzewania, pierwszych fascynacji muzyką, pierwszy koncertów Nirvany. Dochodzimy do gigantycznego sukcesu i nagle wracamy do lęków z przeszłości. Odrzucenia, wykluczenia, krytyki i przekonania, że nie można spełnić oczekiwań świata. Bo przecież Kurt Cobain nie był idealny. On to wiedział, a świat z jednej strony nosił go na rękach, z drugiej rzucał kłody pod nogi i powtarzał: jesteś beznadziejnym ojcem.

Poddał się. Zostawił żonę i córkę. Rodzinę, którą kochał. A świat? Już nie nazywał go złym ojcem. W rozmowie z Rolling Stone Frances zwróciła uwagę, że wraz ze śmiercią jej ojciec stał się „świętym Kurtem,” o wiele bardziej popularnym niż za życia. To prawda. Jego śmierć sprawiła, że Nirvana stała się jeszcze potężniejszą marką. Każdy napisany przez Kurta tekst doczekał się setek analiz. Jego biografię przerabiano setki razy. Ale czy taki miał być cel jego kapitulacji?

Montage of Heck spełnia wizję Frances Bean. To nie jest dokument stawiający Kurta w blasku. To opowieść skłaniająca do refleksji. Próbująca pokazać, jak Kurta postrzegał świat, jak Kurta postrzegali jego bliscy, jak on postrzegał świat i jak ważna jest niekończąca się miłość bliskich. To też dobry wstęp do rozpoczęcia produkcji dokumentów o znanych i lubianych, które nie będą pokazywać ich jako super bohaterów. To po prostu… ludzie.