Zastanawiałam się, czy w ogóle zaczynać temat MTV Video Music Awards. Teoretycznie temat dobry, jak każdy inny, praktycznie MTV VMAs to takie trochę popkulturowe pośmiewisko i zawsze dobra okazja, żeby przypomnieć prezesom stacji, na czym wiele lat temu polegał fenomen tego kanału. Później doszłam do wniosku, że w tym roku jest więcej powodów niż było choćby w roku ubiegłym, żeby zaciągnąć mnie przed telewizor. Dlaczego obejrzałabym MTV Video Music Awards 2017?

Głównym powodem jest Katy Perry. Ma tyle samo zwolenników, co przeciwników, ale ja ją uwielbiam. Uwielbiam jej poczucie humoru, dystans do siebie, sceniczny luz. Jeśli nie wymyślono dziwnego scenariusza, jeśli Katy się nie zestresuje i nie napiszą jej dziwnych, nienaturalnych i na siłę śmiesznych kwestii, powinna być odpowiednią osobą do poprowadzenia tej imprezy.

Dziwnym echem odbiła się informacja o tym, że tegoroczną laureatką MTV Video Vanguard Award będzie P!nk. Zupełnie nie wiem, na jakiej podstawie fani Christiny Aguilery sądzili, że to właśnie ich idolka ją otrzyma. Rozumiem, że mogłaby ją dostać, że też ma swój wkład w kształt MTV (uwaga: MTV sprzed lat, nie tego współczesnego) i liczne statuetki na koncie, ale logicznym jest, że nagrodę otrzymuje ktoś, kto może ją odebrać i podpromować swoją nową muzykę. Lub ktoś, kto właśnie zmarł i nie zdążył tej nagrody otrzymać. W przypadku P!nk jest to bardzo dobry moment. Podglądając jej występy z ostatnich lat, tras koncertowych jestem bardzo ciekawa, co przygotuje na galę. Pewnie będzie na wypasie!

Przeczytaj też: Muzyczne szorty #16: Czy to wielki powrót P!nk?

Kto nie jest ciekawy nowego singla 30 Seconds To Mars? Panowie wydają nowy kawałek 22 sierpnia, więc idealnie tak, żeby w niedzielę 27 sierpnia podpromować go w telewizji. Oczywiście z tym podpromowaniem trzeba brać poprawkę na to, że tego samego dnia, jakoś o podobnej, jeśli nie tej samej godzinie HBO emituje ostatni odcinek Gry o Tron. Nawet zakładając, że znów wycieknie trzeba pamiętać, że widownia MTV VMAs maleje z roku na rok, a finały kultowych seriali na pewno nie pomogą w odwróceniu tego trendu. Niemniej, gdybym miała MTV w zasięgu ręki bardzo chętnie obejrzałabym występ 30 Seconds To Mars. I na koncert bym poszła…

Ostatni powód nazywa się Taylor Swift i jest powodem trochę na wyrost. Dlaczego? Ano dlatego, że o niespodziewanym, niezapowiadanym powrocie Swift z nową muzyką mówi się od tak dawna, że w sumie nie wiadomo, czy faktycznie cokolwiek z nią wspólnego wydarzy się podczas gali MTV. Pewne jest, przynajmniej gdy piszę ten tekst, że coś się świeci, a Taylor bardzo zręcznie wykorzystała cały medialny szum wokół rozprawy sądowej, żeby znów zwrócić na siebie uwagę. Jej media społecznościowe zostały wyczyszczone, pozostaje tylko czekać na to, co raczej i tak wydarzy się jeszcze w tym miesiącu. I żeby była jasność – ja Taylor również bardzo lubię i wyczekuję jej powrotu. Dlatego, jeśli miałaby wystąpić na MTV Video Music Awards, zaprezentować nowy teledysk albo zajawkę czegokolwiek nowego, I’m so ready!

Słowem, oglądałabym.