Może pamiętacie, że na mojej liście filmów do obejrzenia jesienią 2017 roku znalazł się film Dzikie róże. Z upływem tygodni okazało się, że trafi do kin bliżej końca roku niż jesieni, więc mogłam go obejrzeć dopiero w styczniu. Tym sposobem 2018 zaczęłam polskim filmem, w którym zagrali aktorzy, którym od pewnego czasu bardzo uważnie się przyglądam. Marta Nieradkiewicz i Michał Żurawski, o nich mowa, tym razem spotkali się na dużym ekranie w film o samotności w czymś, co nazywamy rodziną.

Na małym ekranie można ich było oglądać w serialu AXN Ultraviolet, gdzie wspólnie z grupą znajomych pomagali rozwiązywać kryminalne zagadki. Tam, co prawda nigdy nie spotkali się twarzą w twarz, zawsze dzielił ich ekran, za to w Dzikich różach wspólnych scen mieli aż nadto. A przynajmniej na tyle, żeby wystarczyło do scharakteryzowania tej relacji. Co z tego duetu wyszło? Czy to dobry polski film, czy może kolejne obejście się smakiem?

Ewa jest matką dwójki dzieci, które wychowuje na wsi, podczas gdy mąż Andrzej zarabia na rodzinę w Norwegii. Kobieta zachodzi w trzecią ciążę, zostawia rodzinę i wyjeżdża na kilka miesięcy, by nie dawać pożywki plotkom. Dziecko oddaje do adopcji. Kiedy Andrzej przyjeżdża na komunię córki, dochodzą go plotki o romansie żony z nastoletnim chłopakiem. Napięcie między małżonkami narasta. Napiętnowana przez ludzi, Ewa czuje się niezrozumiana, co wpływa też na jej relacje z dziećmi. Czy kobieta pogodzi walkę o małżeństwo z rolą matki, która zdecydowała się porzucić dziecko? – opis producenta

To dobry polski film z bardzo dobrą obsadą aktorską, która jest dużą wartością dodaną. W końcu nie bez powodu zdobył kilka nagród na pokazach filmowych. Te nagrody to też jasna sugestia, że nie jest to film łatwy, film dla każdego i film prosty w odbiorze. Ostatnio mam, chyba przyjemność, bo kręci mnie takie kino, oglądać niełatwe polskie produkcje. Dzikie róże są niewątpliwie jednym z takich filmów. Być może nadużywam tego stwierdzenia, ale dla mnie każdy film, który nie wali w człowieka wprost swoim przekazem, a każe analizować dialogi, wczuwać się w sytuację bohatera i patrzeć na świat jego oczami jest trudniejszy od filmu, na który chodzą tłumy, ale niewiele po seansie w nich zostaje. I żeby była jasność – ja tych tłumów nie krytykuję, bo doskonale rozumiem, że po to stworzono kulturę masową, żeby dostarczała ludziom rozrywki, a nie męczyła ich i wyrywała serce, jeśli tego nie lubią, nie potrzebują i ich to nie kręci.

Reżyserią filmu oraz stworzeniem scenariusza zajęła się Anna Jadowska. Jest to jej kolejny film z Martą Nieradkiewicz i ponoć tym razem to Anna nalegała, żeby w rolę filmowej Ewy wcieliła się właśnie Marta. W jednym z wywiadów Nieradkiewicz otwarcie przyznała, że rola była pisana pod nią, czyli sytuacja dla aktora idealna i jednocześnie bardzo niecodzienna. Jadowska miała wielkie szczęście, że Nieradkiewicz zgodziła się przyjąć tę rolę, bo dzięki niej Dzikie róże poszybowały o kilka metrów wyżej. Uwielbiam Martę w takich emocjonalnych, szorstkich, przejmujących i pogmatwanych rolach.

Wiem, że nie każdy lubi aktorstwo Nieradkiewicz. Czasem pisaliście mi, gdy wspominałam o Ultraviolet, że Marta Was denerwuje, że nie możecie jej słuchać, bo ma irytujący głos albo gra dziwnie wyniosłą osobę. Akurat na barwę głosu pomóc nie mogę, ale widziałam już Martę w kilku wcieleniach i dla mnie to jest aktorka, która lubi wyzwania i wyraziste role. A jeśli w Ultraviolet Was nie przekonała to polecam rzucić okiem na pierwszy sezon Paktu z jej udziałem. Albo pokusić się o obejrzenie Dzikich róż i sprawdzenie, co powiecie na to jej wcielenie aktorskie.

Zostając w temacie obsady aktorskiej muszę przyznać, że trudno mi rozgryźć Michała Żurawskiego. Lubię go oglądać w tych wszystkich polskich mocnych filmach, gdzie gra żołnierza, powstańca, policjanta, ale zawsze dziwię się, gdy czytam, że przyjął rolę w bardzo wątpliwej treści i z bardzo wątpliwym poczuciem humoru polskiej komedii. A takich ról ma na swoim koncie całkiem sporo. W Dzikich różach z definicji partnerował Marcie, grał męża Ewy, ale w tym filmie to główna bohaterka, czyli właśnie Ewa była osią wokół której kręciła się historia. Myślę, że spokojnie mogę stwierdzić, że to ona przez 80% czasu znajdowała się na ekranie. Żurawski na pewno nie zagrał roli złej, ale było go w tym filmie na tyle mało, a emocje Ewy były tak silne, że on gdzieś mi umknął. A szkoda.

Czego możecie się spodziewać oglądając ten film?

Surowego obrazu, nie epatowania kolorami, bo najbardziej kolorowe są w tym filmie tytułowe róże i dziecięcy świat zabawek i filmów. Przejmującej ciszy, którą przerywają dźwięki przelatujących owadów, ptaków, ewentualnie samochodów i krzyków rozpaczy. Olbrzymiej dawki emocji i innego spojrzenia na polską wieś, rolę kościoła w małych społecznościach i konieczność zarobkowego wyjazdu za granicę.

Temat zarobkowych wyjazdów i polskiej rodziny żyjącej na wsi poruszono też w filmie Cicha noc, ale Dzikie róże spoglądają na problem inaczej. Po pierwsze z perspektywy kobiety, która zostaje w domu sama z dziećmi i wszystkim tym, co nazywa się gospodarstwem domowym. Po drugie z perspektywy młodej kobiety, która zostają sama w bardzo hermetycznym, patriarchalnym środowisku, gdzie błędów nie próbuje się rozumieć, a należy wytknąć i uprzykrzyć komuś życie. O wybaczeniu nie ma oczywiście mowy. I wreszcie po trzecie z perspektywy młodej kobiety, która dokonała pewnego wyboru (tutaj nie chcę zdradzać fabuły), z którego konsekwencjami próbuje sobie poradzić sama, nie mając i nie czując wsparcia. Cała historia zmierza do momentu, w którym Ewa podejmuje decyzję mającą pomóc jej ten wcześniejszy wybór naprawić, zmienić. Choć nie dostajemy jasnej odpowiedzi, czy ta zmiana będzie dla niej lepsza niż sytuacja, w której już się znalazła.

Chciałabym uniknąć porównywania Cichej nocy do Dzikich róż, bo o ile w tych dwóch filmach można znaleźć kilka cech wspólnych, to jednak są to dwa naprawdę inne filmy. Dzikie róże niosą ze sobą zdecydowanie większy ładunek emocjonalny i skupiają się na emocjach jednej strony. Cicha noc była filmem o rodzinie, Dzikie róże są filmem o samotności w czymś, co nazywamy rodziną.