E3 – coroczne największe święto graczy, podczas którego pokazuje się światu po raz pierwszy setki nadchodzących gier. Zwiastuny, gameplaye, wywiady, prezentacje, konferencje – absolutny raj, a zarazem trudny do ogarnięcia chaos dla każdego miłośnika elektronicznej rozrywki. Po pierwszym, niezwykle intensywnym dniu tegorocznych konferencji i prezentacji, postanowiłem przyjrzeć się ich najciekawszym momentom i zestawić je z moimi oczekiwaniami.

Przy tej okazji chciałbym zaznaczyć, że nie będę tutaj wyliczał wszystkiego, co pokazano pierwszego dnia – tego typu podsumowań znaleźć można w sieci bez liku. Skupię się na tych tytułach, które mnie najbardziej interesują i na tych momentach, które mnie najbardziej zaskoczyły.

BETHESDA – nie samym Falloutem człowiek żyje 

Jedną z najbardziej oczekiwanych gier był nowy Doom. Ileż ja godzin spędziłem przy oryginale, śliniąc się do czternastocalowego, kineskopowego monitora. Oczekiwania miałem bardzo duże, zwłaszcza że Bethesda dała nam ostatnio dwa bardzo udane wskrzeszenia stareńkiego Wolfensteina, który w niemal perfekcyjny sposób pogodził zaspokajanie nostalgicznych pragnień ze współczesnymi trendami w pierwszoosobowych strzelaninach.

Kilka dni przed E3 pokazano zwiastun zwiastuna, prezentujący dokładnie całe 2 sekundy gry. Skutecznie podsycił on atmosferę, podobnie jak opublikowany kilka miesięcy wcześniej trailer, w którym usłyszeć mogliśmy kultowy dźwięk otwierania drzwi z pierwszego Dooma. W międzyczasie był jeszcze zamknięty pokaz gry, z którego nie wyciekły żadne materiały poza entuzjastycznymi relacjami zaproszonych graczy.

Tegoroczne E3 nareszcie pokazało solidną porcję nowego Dooma całemu światu. Oprócz standardowego trailera, pokazano dwa obszerne gameplaye zawierające zupełnie różne fragmenty gry. I szczerze mówiąc, w pierwszej chwili za bardzo nie wiedziałem co mam myśleć. Być może zaślepiła mnie troszeczkę nostalgia, być może za bardzo się nahajpowałem. Ale prezentacja nie powaliła mnie na kolana. Niby mamy tutaj drzwi które wydają ten przepiękny dźwięk przy otwieraniu, niby mamy bestiariusz będący nowoczesną przeróbką tego klasycznego, niby mamy nowe wersje klasycznych broni… Ale to wszystko wydawało mi się za bardzo oderwane od zarówno atmosfery oryginału, jak i jego zawrotnego tempa. Grając w nowego Wolfensteina (zwłaszcza Old Blood), co chwilę myślałem sobie: „Tak by właśnie wyglądał Wolfenstein 3D, gdyby powstał w czasach współczesnych” i po prostu czułem ducha oryginału. Nie poczułem tego samego, oglądając gameplay z nowego Dooma. Ale do premiery jeszcze dużo czasu – gra ma się ukazać wiosną 2016, jest więc szansa na poprawę!

Przyjemnym akcentem był także pierwszy zwiastun Dishonored 2. Pierwszą część miałem przyjemność całkiem niedawno zaliczyć na Xboksie 360 dzięki uprzejmości Games with Gold i muszę przyznać, że gra urzekła mnie unikalną atmosferą świata i bardzo nowatorskimi rozwiązaniami gameplayowymi, zwłaszcza jak na grę w konwencji pierwszoosobowej. Druga odsłona wprowadza nowinkę w postaci drugiej grywalnej postaci oprócz powracającego Corvo, a jest nią Emily. Każda z postaci ma dysponować innymi umiejętnościami. Z chęcią złożę kolejną wizytę w świecie Dishonored, kiedy to nowa odsłona gry ukaże się wiosną 2016.

MICROSOFT – najlepsza konferencja od lat

Microsoft przegrywa obecnie walkę o dominację na rynku konsolowym z Sony i wygląda na to, że Xboksowi tylko to wychodzi na dobre. Konferencja Microsoftu była przesycona niespodziankami i świetnymi grami, i wygląda na to że najbliższe miesiące będą naprawdę ekscytujące dla posiadaczy Xboksa One.

Zaczęło się, jak zwykle – od flagowego produktu Microsoftu, czyli Halo. Szczerze mówiąc marka ta jest mi zupełnie obojętna i pokaz Halo 5: Guardians zupełnie tego nie zmienił.

Intrygujący natomiast okazał się premierowy zwiastun nowej gry Recore od twórców takich klasyków jak Mega Man i Metroid Prime. Klimatyczny zwiastun pokazał krótką scenę w której sympatyczna i intrygująca protagonistka przemierza świat z czymś co wygląda jak mechaniczny pies, którego „serce” można umieścić w innym robocie. Oryginalny pomysł na personalizację i ulepszanie towarzyszącego nam w grze giermka. Wygląda ciekawie, z chęcią przyjrzę się tej grze bliżej.

Prawdziwa bomba nadeszła jednak chwilę później. Microsoft oficjalnie zapowiedział coś, czego stanowczo wyrzekał się przez ostatnie dwa lata: wsteczna kompatybilność z Xboksem 360 (!!!). Absolutnie się tego nie spodziewałem i muszę przyznać, że z wrażenia szczęka opadła mi bardzo nisko. Zapowiedziano współpracę zarówno z grami na dyskach fizycznych, jak i tych pochodzących z cyfrowej dystrybucji. Ciekawe jest to, że jedynym wymogiem jest zgoda wydawcy. Żadna praca nie jest wymagana ze strony deweloperów, a lista gier ma się regularnie powiększać. Ponadto, nie będzie od nas wymagane ponowne płacenie za gry, które już kupiliśmy, a niektórzy deweloperzy będą dołączać poprzednie wersje swoich gier do ich nowych odsłon za darmo, co było później zapowiedziane w przypadku Fallouta 4. Usługa już działa i jest dostępna dla członków programu Preview Dashboard. Mam nadzieję, że katalog gier zawierał będzie wszystkie te pozycje, w które nadal lubię czasem pograć na mojej poczciwej 360, jak np. Duck Tales Remastered.

Kolejna zapowiedź była tylko odrobinę mniej ekscytująca, Microsoft pokazał bowiem nowy kontroler przewidziany z myślą o hardkorowych graczach. Największą nowinką są wymienne elementy, takie jak krzyżak czy łopatki na spodzie, których można używać przykładowo do zmiany biegów w samochodzie. Wygląda na to, że nowy kontroler sprawdzi się przede wszystkim w trzech gatunkach: bijatykach (nowy, ośmiokierunkowy „krzyżak”), samochodówkach (wspomniane łopatki) i strzelaninach (zwiększona precyzja celowania). Jestem zdecydowanie zainteresowany i sądzę, że nowy kontroler wyląduje w mojej kolekcji wkrótce po premierze.

Miłą, chociaż drobną niespodzianką było udostępnienie goldowiczom dostępu do EA Access za darmo. Przyjemna opcja, zwłaszcza że od jakiegoś czasu miałem ochotę przetestować tę usługę ale jakoś ciągle coś odwracało moją uwagę. Teraz wszyscy goldowicze mają nieograniczony dostęp do 12 gier w ramach EA Access vault przez następne 7 dni. Ponadto zapowiedziano uzupełnienie kolekcji o dwie nowe gry: Titanfall i nieco później, Dragon Age: Inquisition. Kontynuacja dawania członkom dostępu do nowych gier EA przed premierą jest miłym dodatkiem, dzięki temu pogramy przed premierą m.in. w Need for Speed.

Wreszcie Forza Motorsport 6. Najbardziej oczekiwana przeze mnie gra tegorocznych E3 i jej zapowiedź absolutnie mnie nie zawiodła. Z otwartymi ramionami witam oczekiwane od dawna przez graczy nowości: wyścigu w deszczu i w nocy. Obie te rzeczy wyglądają absolutnie fenomenalnie, i chociaż na tle takiego Project Cars nieco rozczarowujący może być fakt, że warunki pogodowe i pora dnia nie będą dynamiczne, to jednak zapewnienia Turn 10 o stałych 60 klatkach na sekundę przy rozdzielczości 1080p są zdecydowanie ważniejsze przy grze symulacyjnej i musi być tego jakiś koszt. Z radością przyjąłem także wiadomość o 10 nowych trasach (jak dotąd ujawniono połowę z nich: Rio, Daytona, Watkins Glen, Brands Hatch i przebudowane w 2014 Indianapolis), a pokazane migawki z kolorowego i słonecznego Rio de Janeiro zapierają dech. Tylko 3 miesiące do Forzy 6 – nie mogę się doczekać!

Zwiastuny kolejnych gier typu Dark Souls 3 czy The Division wyglądały solidnie, ale nie są to jakieś szczególnie wyczekiwane przeze mnie gry. Interesujący natomiast okazał się odpowiednik programu Early Access dla Xboksa. Podobać się także mógł szybki miks nadchodzących gier indie, z których największe wrażenie nadal robi świetny Cuphead, będący oldschoolową platformówką w szatach oldschoolowej disneyowskiej kreskówki. Zapowiada się smakowicie, czekam!

Wreszcie Rise of the Tomb Raider. Druga najbardziej wyczekiwana przeze mnie gra tej konferencji po FM 6. Najpierw pokazano krótki fragment gameplayu, który wprawdzie niczym szczególnym nie zaskoczył, wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Poprzedni Tomb Raider był jedną z lepszych gier poprzedniej generacji i wygląda na to, że sequel to bardzo poprawna realizacja hasła „bigger & better”. No i te okrzyki i stęknięcia Camilli Luddington – to się po prostu nie nudzi… Gra ma ukazać się 10 listopada, początkowo tylko na Xboksie. Myślę, że skuszę się na premierę.

Potem przyszła pora na ujawnienie jednej z największych niespodzianek E3. Wiadomo było, że Rare zaprezentuje swoją nową grę. Zaczęło się od zapowiedzi Rare Replay – 30 klasycznych gier Rare w jednym pudełku. Bardzo miła opcja dla fanów. Następnie pokazano nowy tytuł – Sea of Thieves. Szczerze mówiąc nie powaliło mnie na kolana. Pierwsze wrażenie było krótkie: Black Flag z komiksową grafiką. Czy to na pewno będzie takie nowatorskie? Zobaczymy. Póki co – umiarkowany entuzjazm.

Partnerstwo Microsoftu z Valve i całe zamieszanie z wirtualną/rozszerzoną rzeczywistością nadal do mnie nie przemawia. Nie widzę specjalnego sensu w zakładaniu okularów tylko po to, żeby widzieć ekran na ścianie. Dokładnie to samo można zrobić za pomocą projektora. Ustawienie zbudowanego z klocków świata gry w Minecraft na stole jest ciekawą opcją, ale zdecydowanie bardziej wolę wyjąć z pudełka moją kolekcję klocków Lego z dzieciństwa i coś z nich zbudować.

Konferencja miała zakończyć się wielką eksplozją i po krótkiej zapowiedzi remastera pierwszego Gears of War, pokazano po raz pierwszy światu gameplay z Gears of War 4… i ta eksplozja okazała się niezbyt wyrafinowanym pierdem. Przede wszystkim, prawie nic nie było widać. Było zwyczajnie za ciemno. Czy to był zamierzony efekt, żeby zamaskować niezbyt imponujący postęp prac nad wizualną stroną gry? Gameplay ten pozostawił mnie jeszcze bardziej obojętnym, niż ten z Dooma. Mimo to mam wrażenie że to jedynie kwestia niefortunnego wyboru, nienajlepszego czasu na pokazanie tej gry której nadal mam ochotę dać szansę. Kampanie singlowe wszystkich trzech pierwszych części Gears of War były bardzo ekscytujące i trudno jest mi wyobrazić sobie, żebym miał pominąć czwartą, a zarazem pierwszą next-genową odsłonę.

ELECTRONIC ARTS – nie samą Fifą człowiek żyje

Zaczęło się od Need for Speed. Podchodzę do tej odsłony z racjonalną ostrożnością. Przede wszystkim, Undeground był dobrą grą, ale nie jest to z pewnością moja ulubiona odsłona NFS. Cała ta customizacja i element fabularny są mi całkowicie obojętne, chcę po prostu solidną ścigałkę, która będzie ładnie wyglądać i dobrze się prowadzić. Zaprezentowany gameplay zapewnił, że to pierwsze nie powinno być problemem – zaprezentowane miasto nocą chyba jeszcze w żadnej grze nie wyglądało tak olśniewająco (z drugiej strony, czy aby na pewno tak będzie wyglądać finalna gra w ruchu? Historia prezentacji na E3 już nie raz nam uświadomiła, że niekoniecznie). Problem widzę zaś w fizyce jazdy. Tę co prawda trudno oceniać na podstawie chaotycznego, prawdopodobnie pre-renderowanego materiału pokazanego na targach, ale to co zobaczyłem wygląda fatalnie. Zwłaszcza dezorientujące najazdy kamery przy każdym drifcie, już wyobrażam sobie te mdłości w trakcie gry. Mam nadzieję, że ten element będzie wyglądał inaczej w finalnym produkcie, zwłaszcza że akurat fizyka jazdy była jedną z mocniejszych stron obu Undergroundów, które rzekomo są główną inspiracją dla Ghost Games przy tworzeniu nowej części.

Bardzo miłą niespodzianką okazało się Unravel – urocza platformówka z małym stworkiem przypominającym kotka, zrobionym z włóczki. Włóczka ciągnie się za naszym przemierzającym w prawo świat bohaterem i przy jej pomocy stworek unika śmierci i rozwiązuje zagadki środowiskowe. Wygląda trochę jak mieszanka Limbo, Max & Curse of the Brotherhood i Little Big Planet. Przemiła, relaksująca oprawa graficzno-muzyczna oraz przesympatyczny bohater właściwie sprzedały mi Unravel z miejsca. Nawet sama prezentacja była urocza, z sympatycznym, stremowanym na scenie twórcą opowiadającym o tym, jak to wpadł na pomysł na grę i jej bohatera w trakcie spędzania wakacji z rodziną.

Z ciekawością wypatrywałem także konkretnego materiału z Mirror’s Edge Catalyst, jako że oryginalna gra była jednym z najbardziej pamiętnych doświadczeń poprzednich generacji. Materiał generalnie mnie nie rozczarował – atmosfera i główna mechanika rozgrywki jest nadal ta sama, czyli niesamowita. Cała gra wygląda jak jedno większe ulepszenie oryginału – i szczerze mówiąc, to mi wystarczy. Wyczekuję daty premiery – 23 lutego – z niecierpliwością.

Co będzie jutro?

Pierwszy dzień tegorocznego E3 absolutnie nie rozczarował. Zarządził zdecydowanie Microsoft z absolutnie nieoczekiwaną megabombą w postaci wstecznej kompatybilności. Jakimś cudem informacja ta nie wyciekła do publicznej wiadomości przed targami i efekt był absolutnie powalający. Do tego świetnie zapowiadające się Forza Motorsport 6 i Rise of the Tomb Raider, obiecujące Cuphead i wiele innych przyjemnych nowości. Jest na co czekać, jest to świetny czas dla każdego posiadacza Xboksa One – najbliższe miesiące przyniosą najlepszy line-up w dwuletniej historii tej platformy.

Nieco później dzisiejszej nocy będzie konferencja Sony, a jutro Nintendo i Square Enix. Ciekaw jestem bardzo, czy pozostali rywale także szykują jakieś asy w rękawie. Ja jestem już usatysfakcjonowane po pierwszym dniu – świetnych tytułów do ogrania w najbliższych miesiącach nie zabraknie. Mimo to – z chęcią dam się miło zaskoczyć także jutro. Zatem, do przeczytania!

Podobne Posty