Wczorajsze konferencje Electronic Arts i Bethesdy znudziły mnie i lekko rozczarowały, co nieco ostudziło mój zapał do reszty E3. Jak co roku, najbardziej czekałem na konferencję Microsoftu, ale i w tę zacząłem powątpiewać, kiedy okazało się, że Sony najprawdopodobniej nie pokaże jeszcze nowej konsoli Neo. Jakiż wówczas byłby powód dla Microsoftu, by pokazywać nową konsolę, która ma się ukazać dopiero w przyszłym roku? A jednak, okazało się, że Microsoft jest tak głodny odzyskania przewagi na rynku konsolowym, że zaatakował z pełną mocą na genialnej konferencji, utrzymanej w dynamicznej tempie, ze świetną atmosferą i przepełnionej soczystymi zwiastunami gier, sprzętu i innych niespodzianek. Spróbujmy nieco ogarnąć ten chaos i przyjrzeć się najciekawszym momentom.

Xbox One S

Zaczęło się od prezentacji odchudzonego modelu Xbox One S, którego można było zobaczyć już dzień wcześniej na dwóch „wyciekniętych” obrazkach. Mimo to zgromadzeni w hali konferencyjnej fani żywiołowo przyjęli oficjalną zapowiedź nowego modelu konsoli obecnej generacji, przede wszystkim zaś jego cenę, ustaloną na 299 dolarów. Xbox One S będzie o 40% mniejszy (co uczyni go najmniejszym jak dotąd Xboksem na rynku), będzie miał 2 TB dysk twardy, wsparcie 4K dla multimediów, wewnętrzny zasilacz i udoskonalony kontroler.

Gears of War 4

Po krótkiej prezentacji konsoli od razu zaatakowano z grubej rury, a ściślej z lufy legendarnego lancera – zobaczyliśmy soczysty gameplay z Gears of War 4. Pokazano obszerny fragment kampanii w coopie i muszę przyznać, że już ten jeden materiał zrobił na mnie większe wrażenie niż wszystko co zobaczyłem wczoraj na konferencji EA. Warto przy okazji nadmienić, że zdecydowanie udało się zatrzeć niezbyt dobre wrażenie po zeszłorocznym, premierowym zwiastunie Gears 4, który pozostawił we wszystkich spory niedosyt, delikatnie mówiąc. Tutaj było kolorowo, wybuchowo, emocjonująco, soczyście, ale przede wszystkim „gearsowo”. Ponadto zobaczyliśmy po raz pierwszy zajawkę nowych broni i potworów. Ja już sobie ostrzę pada, zremasterowana „jedynka” od Coalition była świetna, a teraz to właśnie studio szykuje pełnoprawną, czwartą odsłonę serii. Premiera – w październiku 2016.

Forza Horizon 3

Moment, na który najbardziej czekałem. Wiedziałem, że kilka godzin przed konferencją wyciekło info, więc postanowiłem odłączyć się od internetu do czasu konferencji, żeby nie zepsuć sobie niespodzianki. Forza Horizon 3, czyli nowa odsłona mojej ulubionej samochodówki obecnej generacji (a może i wszech czasów) i obecnie główny powód dla którego jestem posiadaczem Xboksa. W tym roku festiwal Horizon przenosi się do Australii, gdzie czekają na nas m.in. kangury i wyścigi terenowe, które wreszcie mają sens ze względu na zróżnicowanie topograficzne krajobrazu. Trochę mnie w dwójce te rajdy przez pola i lasy męczyły, a tutaj będziemy sobie sunąć samochodami terenowymi między kanionami lub wzdłuż plaży (będzie można trochę pomoczyć opony). Do tego oczywiście będą także drogi miejskie i autostrady, po której mknąć będziemy m.in. najnowszym Lamborghini Centenario. Kampanię będzie można przechodzić w coopie do 4 osób, nie inaczej niż w konkurencyjnym tytule The Crew. 27 września nie ma mnie dla nikogo. No i ten zwiastun. Forza zawsze miała świetne zwiastuny, zwłaszcza Horizon, ale w tym roku przeszli samych siebie:

Recore

Po zaprezentowaniu gameplay’u z FH3 konferencja wcale nie zwolniła tempa, bo kolejny był nowy zwiastun Recore. Zdziwiło mnie nieco, że nie zdecydowano się poświęcić tej grze więcej czasu na scenie i nie zaprezentowano rozgrywki. Jakieś tam fragmenty wprawdzie można było zobaczyć w kolejnym świetnie zmontowanym zwiastunie, ale jednak sądziłem że pokażą więcej. Tak czy owak na pewno więcej materiałów z gry pojawi się tuż po konferencji, w końcu to jeden z najbardziej promowanych exclusive’ów Microsoftu. Gra ukaże się dokładnie za 3 miesiące, 13 września.

Inside

Oczywiście nie mogło zabraknąć segmentu poświęconego grom indie wydawanym w ramach programu ID@Xbox i w tym roku najwięcej czasu postanowiono słusznie poświęcić nowej grze twórców Limbo, czyli Inside. Grę można najkrócej opisać jako „Limbo w świecie korporacji”. Ciekawy temat, rzadko poruszany w grach, w dodatku ugryziony w nietypowy sposób. Limbo, mimo swoich oczywistych wad, bardzo mi się podobało, zapoczątkowało wręcz cały trend mrocznych platformówek-„doświadczeń” na scenie indie. Aby uczcić zbliżającą się premierę nowej gry, twórcy zdecydowali się udostępnić Limbo za darmo wszystkim posiadaczom konsol Xbox One. Chętnie przejdę ją drugi raz i zgarnę kilka aczików.

Tekken 7

Limbo to nie jedyna gra, jaką posiadacze Xboksów otrzymali za darmo w trakcie trwania konferencji. Drugą był Tekken Tag Tournament 2, udostępniony we wstecznej kompatybilności. A wszystko to przy zapowiedzi Tekkena 7, który wg pierwszych informacji miał ukazać się jedynie na PS4! Zaprezentowano spory kawałek gameplay’u gęsto przerywanego cutscenkami, a ja tylko sobie przypomniałem, jak bardzo brakuje mi Virtua Fightera, kompletnie nieobecnego na obecnej generacji…

Dead Rising 4

Frank West powraca! Muszę przyznać, że najbardziej podobała mi się pierwsza część Dead Rising. Wielkie centrum handlowe opętane przez zombiaki to był strzał w dziesiątkę i zgodzi się ze mną każdy, kto był w takim wielkim centrum przynajmniej raz w niedzielę lub w okresie świątecznym. A jakby tak wziąć jakieś brutalne narzędzie i utorować sobie przez owe centrum drogę własnoręcznie… Od drugiej części odrzucił mnie nieciekawy główny bohater w żółtej kurtce, a od trzeciej odrzuciło mnie dosłownie wszystko, z szarzyzną graficzną na czele. Po pierwszej zapowiedzi można się spodziewać, że Dead Rising wróci „do korzeni”. Jest brutalnie i wesoło zarazem, jest kolorowo i jest świetnie komponująca się z tym wszystkim atmosfera świąt Bożego Narodzenia, w związku z czym premiera oczywiście w okresie przedświątecznym, jeszcze w tym roku. Chyba wrócę do Dead Rising!

To oczywiście ledwie część tego, co zaprezentował Microsoft, ale pozostałe zapowiedzi nie wywołały we mnie aż takiego wielkiego entuzjazmu. Z gier pokazano: Final Fantasy XV, Battlefield 1 (którego reklamowano drugi raz tym samym trailerem…), Minecraft (z nowymi rozszerzeniami i Minecraft Realms, który umożliwić ma prawdziwy cross-play między graczami używającymi różnych urządzeń, w tym tych z systemami od Apple i Android), Gwent (karciankę w świecie Wiedźmina od CD Projekt Red), Scalebound (spory gameplay z walką z bossem w coopie, ale jakoś mnie to nie bierze – taki Lost Planet ze smokami), Sea of Thieves (pierwszy prawdziwy gameplay z udziałem graczy rzekomo zaproszonych do siedziby Rare), State of Decay 2 (dwie duże gry z zombiakami na jednej konferencji… czy temat zombie kiedyś się ludziom znudzi?) i na koniec Halo Wars 2 (premiera 21 lutego 2017, pierwsza beta startuje natychmiast i potrwa tydzień).

Było też trochę nowinek społecznościowych. Trzy nowe funkcjonalności sieci Xbox Live: Club, Looking for Group i Arena zapowiadają się ciekawie, ale nie jest to w moich oczach spektakularna rewolucja. Ot, miła usługa dla kogoś, kto nie ma znajomych na Xbox Live. Bardziej z kolei spodobał mi się zwiastun Xbox Design Lab, który umożliwić ma zaprojektowanie indywidualnego kontrolera, któremu będzie można dobrać osobny kolor dla każdego elementu. Fajna opcja, ciekawe tylko ile taki kolorowy padzik będzie kosztował.

Project Scorpio

Końcówka konferencji to były emocje jak podczas ogłaszania wyników wyborów prezydenckich, finału pierwszej edycji polskiego Big Brothera i sceny w której MacGyver rozbraja bombę – wszystko na raz. Nieoficjalne informacje o tym, że czterokrotnie mocniejszy od Xboksa One nowy model o nazwie kodowej Scorpio jest w produkcji pojawiły się kilka tygodni temu. Ale czy Microsoft rzeczywiście miał zapowiedzieć na tegorocznej konferencji sprzęt, który ukaże się najwcześniej dopiero na jesień przyszłego roku? W dodatku na tej samej konferencji, na której godzinę wcześniej zapowiedzieli odświeżony model Xboksa One? Sam w to nie dowierzałem. Więc gdy na scenie pojawił się ponownie Phil Spencer i zaczął tradycyjne podsumowanie wszystkich nowości, jakie zaprezentowano podczas konferencji, myślałem, że na tym się skończy, a jednak było coś jeszcze… Oficjalna zapowiedź Scorpio. Potwierdziły się informacje o mocy, a wszystko bardzo ładnie wpasowało się w obrazek Microsoftu, który daje graczom wybór. Wybór, na czym chcą korzystać z marki Xbox jako platformy do grania – może to być gamingowy PeCet z Windows 10 na pokładzie, może to być mała i niedroga nowa wersja konsoli Xbox One, a może to być hi-endowa, szalenie wydajna i prawdopodobnie „nieco” droższa konsola dla graczy, którzy chcą grać bez limitów, a jednocześnie w pełnej wygodzie własnej kanapy i dużego telewizora.

Cóż to była za porywająca konferencja! 90 minut wypchane po brzegi świetnymi zwiastunami, emocje towarzyszące niewiadomej (przypomnę, że specjalnie na 3 godziny przed konferencją przestałem przeglądać branżowe strony, tylko po to, by zachować jakąś tam resztkę niespodzianek…), świetna dynamika (która trochę siadła mniej więcej w połowie, ale pierwsza 30 minut i końcówka były masakryczne) i w większości świetnie radzący sobie prezenterzy z genialnym Philem Spencerem na czele. Zdaję sobie sprawę, że facet jest świetnie wytrenowany do swojej roboty, ale słuchanie kogoś, kto zajmuje wysokie stanowisko w tak wielkiej korporacji, jaką jest Microsoft, a jednocześnie z taką pasją i zaangażowaniem opowiada o produktach, które sprzedaje, to prawdziwa przyjemność. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej konferencji na tegorocznym Gamescomie, a co się będzie działo za rok na E3, to już się boję pomyśleć. Pełny pokaz Scorpio, zestaw gier startowych w tym Forza Motorsport 7? Brzmi prawdopodobnie.