Mount Everest jest piękny, zdradliwy i piekielnie pożądany. O jego zdobyciu marzyły i marzą miliony, ale nie każdemu udało się tam wejść, a co ważniejsze – wielu nie udało się z niego zejść. W tym miesiącu na ekrany polskich kin trafi thriller Everest przenoszący widza do roku 1996, kiedy to 15 himalaistów zginęło próbując spełnić swoje marzenia. Film w reżyserii Baltasara Kormákura skupia się na historii ośmiu z nich, a pomaga w tym plejada gwiazd. Od Keiry Knightley, Robin Wright, Jake’a Gyllenhaala i Jasona Clarke’a aż po Josha Brolina i wielu innych.

Produkcja zadebiutowała na świecie z początkiem września i w gąszczu rozmaitych recenzji, także tych negatywnych, przeważa opinia, że Everest trzeba obejrzeć w wersji 3D. Rzekomo efekty są na tyle dobre, że można poczuć się, jakby stało się na górze razem z bohaterami. Nie wiem, czy to nie za mało, żeby siedzieć 150 minut z okularami na nosie…

Ludzie chwalą też efekty specjalnie, zapierające dech w piersiach ujęcia i grę aktorką. Wszystko to ma budować jeden z najlepszych filmów tego roku, naturalnie w kategorii tych z dreszczykiem emocji. Jeśli wierzyć trailerowiemocje będą od początku, a napięcie wzrasta z każdą minutą. Najpierw jest ekscytacja i radość, potem heroiczna walka o życie. Zdaje się, że to jeden z tych filmów, które najlepiej ogląda się po zmroku i to w kinach, które nie są połączone z kompleksami zakupowymi.

Podobne Posty