Z każdą kolejną odsłoną Forza Horizon coraz bardziej zbliża się do zrealizowania wizji mojej idealnej samochodówki. I choć na pierwszy rzut oka może wydawać się, że część trzecią od drugiej różnią jedynie kosmetyczne poprawki, nic bardziej mylnego. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

To Australia jest głównym bohaterem Forza Horizon 3. Playground Games stworzyli skondensowaną wersję tego kraju, swoiste „the best of”, które pozwoli nam zasmakować w jego różnorodności krajobrazowej. Zwiedzimy wybrzeże Dwunastu Apostołów, las tropikalny, dolinę Yarra, obszar pustynny Outback i obszerną dzielnicę miasta Gold Coast nazwaną Surfers Paradise.

To tylko możliwie krótki i bardzo ogólny plan mapy, pomiędzy tym wszystkim bowiem znajdziemy także lotnisko, plac budowy, wraki statków, zbiorniki wodne, kanion, kopalnię złota i wiele innych pięknych miejsc, które warto odkryć samemu. Na początku można wsiąść w jakiś wolniejszy pojazd klasy D i zrobić sobie niespieszną wycieczkę po całej mapie – na przejechanie czeka 488 dróg.

Wirtualna Australia zapiera dech w piersiach dzięki czarodziejom z Playground, którzy ryzykując własnym życiem spędzili całe lato w Australii. Tam, przy użyciu trzech połączonych ze sobą kamer 4K, uzyskali panoramiczny zapis nieba. W grze widać więc autentyczne, ruchome australijskie niebo wraz ze zmianami pogody i pory doby, na którym oparto cały system oświetlenia świata gry.

Mało tego, dokonano nawet pomiarów pozwalających oddać naturalne i subtelne zmiany w oświetleniu wynikające nie tylko z położenia słońca, ale także z intensywności zachmurzenia. Efekt jest absolutnie powalający, a w trakcie wyścigu łatwo zdekoncentrować się przyglądając się jak pięknie po niebie przesuwają się chmury, a po ziemi tańczą cienie przez nie rzucane.

Ale na tym nie kończą się graficzne fajerwerki. Zachwyca woda, jedna z najlepiej animowanych jak dotąd w grach. Zachwyca jej zachowanie, gdy przejeżdża przez nią samochód – tworząc „falowe koleiny”, a jednocześnie wpływając na fizykę zachowania pojazdu. Gdy nad palmami przelatuje helikopter, pęd powietrza w naturalny sposób rozwiewa jej długie liście. Australia w Forza Horizon 3 zamieszkała jest nie tylko przez ludzi – spotkamy na swej drodze także przedstawicieli dzikiej fauny, w tym kangury, krokodyle i psy dingo.

Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać, ale dość powiedzieć, że świat w tej produkcji jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek stworzono na potrzeby gier. Ta mini wersja Australii tętni życiem, kolorami, szczegółami, smaczkami, które z przyjemnością zwiedza się samemu i w tej wirtualnej turystyce bardzo łatwo zatonąć, zapominając o tym, że to przecież gra wyścigowa i te piękne krajobrazy mają nam służyć jedynie za tło do ekscytujących zmagań na torach… i poza nimi.

Twórcy tym razem stawiają nas w roli gospodarza festiwalu Horizon – a co za tym idzie, mamy niemal pełną dowolność w tym, czym, gdzie i jak chcemy się ścigać. Ogólny zamysł jest taki, że ścigając się przybywa nam fanów i osiągając konkretnie pułapy ich ilości możemy budować miasteczka festiwalowe w nowych regionach, lub rozbudowywać te już istniejące. Przy czym tylko sporadycznie gra zmusi nas do wzięcia udziału w zawodach z użyciem konkretnego typu pojazdów.

Na mapie znajdują się łącznie 63 trasy.

Każda z nich to punkt startowy pozwalający rozegrać pojedynczy wyścig pokazowy, a po jego ukończeniu także mistrzostwa składające się z serii od 3 do 5 wyścigów. Jeśli nie spodoba nam się schemat (tzw. blueprint) zawodów, narzucony przez twórców, możemy stworzyć swój własny, definiując kategorię pojazdów, porę dnia, pogodę itd. Własny blueprint możemy następnie udostępnić, aby pojawiał się w grach naszych znajomych.

Forza Horizon 3 to zresztą gra na wskroś stawiająca na element społecznościowy, co przejawia się w prawie każdym jej aspekcie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozgrywać kampanię wspólnie z kolegami w trybie kooperacji do czterech graczy jednocześnie. Postępy poczynione w ten sposób wliczą się do postępu kariery każdego gracza indywidualnie, niezależnie od tego na jakim poziomie się on znajduje.

Można także tworzyć i udostępniać swoje blueprinty tzw. wyzwań listy życzeń (bucket list challenges), w tym nowe dla serii znaki ostrzegawcze, które prowadzą do skoczni bądź urwiska, a naszych zadaniem jest dokonanie jak najdłuższego skoku.

Jeśli znudzą nam się klasyczne wyścigi i lista życzeń, możemy jak zwykle porozglądać się za wrakami klasycznych samochodów poukrywanymi w stodołach, poszukać i porozbijać czasem bardzo cwanie ukryte tablice ze zniżkami i dodatkowymi punktami, sprawdzić się w punktach pomiaru umiejętności (fotoradary, strefy driftu – tym razem punktowane gwiazdkami) albo po prostu zwiedzać świat gry i szukać punktów widokowych – za odnalezienie wszystkich także jest osiągnięcie.

Słowem, w Australii zawsze jest co robić, a to wszystko w ponad 350 pojazdach, w tym nowych dla serii pojazdach do jazdy po plaży typu buggy. Silny nacisk położono na wyścigi terenowe, tym razem zrealizowane znacznie ciekawiej, niż monotonne po pewnym czasie przebieżki po polach w Forza Horizon 2. Pojawia się także cała masa australijskich pojazdów, przede wszystkim rozmaitych Holdenów. Poza tym, każdy znajdzie tu przynajmniej kilkanaście bryk ze swojej listy marzeń – niezależnie od tego, czy uwielbia amerykańskie muscle cary, importowanych azjatów, egzotyki ze starego kontynentu, czy po prostu nowoczesne hiper maszyny sięgające 400 km/h.

W Playground Games pracują geniusze i mam nadzieję, że Microsoft nie porzuci ich, jak to się stało się z Bizarre Creations w ubiegłej dekadzie. Sporo ludzi stamtąd pracuje obecnie w PG i ten rodowód Project Gotham Racing jak najbardziej czuć w FH3, zwłaszcza jeśli odpalimy wyścig na torze w samym centrum Surfers Paradise. Czuć także rodowód dwóch pierwszych gier z cyklu DiRT (lwia część PG to dawne Codemasters, z Ralphem Fultonem na czele) – zwłaszcza we wszelkich odmianach wyścigów terenowych, w tym samochodów rajdowych i półciężarówek.

Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że po niemal 20 latach znów mogę przejechać się Ferrari F50 po bezkresach pustyni Outback – a taki powrót marzył mi się od czasu mojego ukochanego Need for Speed 2. Ta gra łączy tak wiele stylów, pasji, sposobów delektowania się samymi wyścigami jak i motoryzacją w ogóle, że nie przejdzie obok niej obojętnie absolutnie żaden miłośnik wirtualnych czterech kółek. A do tego istnieje spora szansa, że zakocha się w niej nawet ktoś, kto jak dotąd samochodówek w ogóle nie dotykał.

Grę można kupić tutaj.

Podobne Posty