Gdy z początkiem marca ogłoszono nominowanych do Fryderyków 2015 opinia publiczna miała powody do uśmiechów. Okazało się, ponownie z resztą, że światek polskiej muzyki rozrywkowej jest na tyle malutki, że czasami trzeba zapełnić nominacje powtarzającym się nazwiskiem. A to nie wygląda ładnie i wrednych zmusza do snucia teorii spiskowych. Zwycięzców w dużej większości można było wytypować z zamkniętymi oczami, ale Akademii udało się zaskoczyć. I bardzo dobrze!

Etykietka-plakietka

Przypisywanie brzmień do z góry ustalonych kategorii niestety zawsze kaleczy. W większości przypadków muzyka nie jest na tyle hermetyczna, aby przyczepianie jej plakietki z napisem pop lub rock mogło ją w pełni zidentyfikować. Pomysłów na nowe nazwy kategorii nie ma i dotyczy to wszystkich ważnych nagród muzycznych przyznawanych na tym świecie. Na wymyślne kategorie silą się jedynie mniej prestiżowe wydarzenia muzyczne, gdzie obecność na przysłowiowej ściance jest ważniejsza niż zdobyty tytuł. Czy nieadekwatne do brzmienia nazwy kategorii krzywdzą artystów? Pewnie tak, chociaż większość twórców i nie zastanawia się, do której kategorii została przypisana. W codziennym artystycznym życiu nie ma to przecież żadnego znaczenia. Ale w przypadku Fryderyków, jeśli przyjmiemy, że w kategorii Album Roku Pop obok siebie stanęli LemON („Scarlett”) i Grzegorz Turnau („7 widoków w drodze do Krakowa”), a do nagrody za Album Roku Rock wytypowano Natalię Przybysz („Prąd,”) Luxtorpedę („A Morał Tej Historii Mógłby Być Taki, Mimo, Że Cukrowe, To Jednak Buraki”) i Behemota („The Satanist”) to robi się zabawnie.

Oczywista oczywistość

Artur Rojek był zdecydowanym faworytem 21. gali rozdania Fryderyków. Przyznano mu pięć nominacji, w tym dwie w kategorii Utwór Roku i Teledysk Roku. Pewnie było, że wygra. Pytanie brzmiało – co? i ile? Akademia wybrnęła z sytuacji po mistrzowsku przyznając Rojkowi tylko jedną statuetkę, ale w jednej z najważniejszych kategorii wieczoru – Album Roku Pop. W ten sposób płyta „Składam się z ciągłych powtórzeń” już oficjalnie przypieczętowała swój ogólnopolski sukces.

Następną oczywistością był zachwalany przez wszystkich duet The Dumplings, nominowany w kategorii Fonograficzny Debiut Roku. Nieporadnie odebrali pierwszą w życiu tak ważną nagrodę i ciągle powtarzali, że są jeszcze tacy młodzi… Ten młody wiek wypominany był im kilkakrotnie i zmusił mnie to pewnej, niekoniecznie miłej refleksji. A raczej smutnego stwierdzenia.

Czy to takie nietypowe, że debiutantami zostają młodzi ludzie? Powinniśmy się cieszy, że nareszcie do głosu na polskiej scenie muzycznej dobiły się dzieciaki i nie musimy okrzykiwać debiutantem roku kogoś, kto za moment skończy 40 lat. Bo dopiero teraz, po 20 latach prób i odrzuceń zasłużył na uznanie. The Dumplings mają całe życie, aby pokazać, że nagrodę otrzymali słusznie i słusznie polska muzyka pokłada w nich nadzieję. A wartościowych młodych muzyków dookoła jest za pewne więcej i może wreszcie otworzymy przed nimi coś więcej niż okienko YouTube’a.

Wielkie oczy

Natalia Przybysz wielką zwyciężczynią wieczoru. Do domu zabrała dwie statuetki – Utwór Roku („Miód”) i Album Roku Rock („Prąd.”) Nawet obecni na gali zachodzili w głowę, czy ten album rzeczywiście jest rockowy. A jest? Na pewno jest to najspokojniejsza płyta z całej nominowanej piątki. Walka o wygraną toczyła się pewnie między Natalią, a Organkiem, czyli na dobrą sprawę artystami, o których w Polsce mimo wszystko mówi się mniej niż o Curly Heads, Behemocie czy Luxtorpedzie. Być może dzięki Fryderykowi Przybysz uda się wypłynąć na szersze wody, bo ciężko pozbyć się wrażenia, że młodsze społeczeństwo po prostu jej nie kojarzy. I ma prawo, bo Natalia żongluje pseudonimami artystycznymi jak kobieta kameleon.

Wielcy zwycięzcy i wielcy przegrani

Rojek, Przybysz, Koteluk, The Dumplings, O.S.T.R, Fisz Emade Tworzywo i Voo Voo to wielcy wygrani w kategoriach Muzyka Rozrywkowa. Nie ma zaskoczeń – poza dwoma statuetkami dla Natalii, bo bardziej oczywiste były dwie dla Rojka, – oczekiwania zostały spełnione. Upierdliwi mogą przyczepić się jedynie do Koteluk, która zdaje się być czarną owcą stada i już zawsze będzie otrzymywała statuetkę, niezależnie od kategorii, w jakiej zostanie nominowana.

Curly Heads przegranymi? Moim zdaniem nie. Pierwsze przesłuchanie ich debiutanckiej płyty nie zwaliło mnie z nóg. To zdecydowanie nie jest płyta, która mogłaby powalczyć o najlepszą w roku. Mogliby powalczyć o tytuł debiutanta roku, bo tam kryteria są nieco inne. Ich czas jeszcze nadejdzie, ale zanim to się stanie Podsiadło wyda drugi solowy krążek i pewnie zgarnie z jednego Fryderyka więcej do kolekcji. Ciekawe, co polska muzyka przyniesie do marca 2016… Pełną listę zwycięzców można znaleźć na stronie ZPAV.

 

AF

Podobne Posty