Wczoraj w Teatrze Polskim w Warszawie, już po raz 24. wręczono nagrody uchodzące za największe wyróżnienie, jakie można zdobyć w polskim przemyśle muzycznym. Fryderyki, pomimo kontrowersji, jakie wzbudzają nazewnictwem kategorii, czy nazwiskami, które zdobywają nominacje, nie mają dla siebie konkurencji. Nie ma bowiem w Polsce innej nagrody muzycznej, która miałaby taką wartość. Nie mówiąc już o tym, że w ogóle nie przyznaje się w naszym kraju zbyt wielu nagród muzycznych. Do tegorocznej gali podeszłam z już typową dla mnie rezerwą.

Po nominacjach, które komentowałam tutaj, nie poczułam się szczególnie zaskoczona, może nawet trochę rozczarowana, że ostateczny wybór laureata można przewidzieć już po ogłoszeniu nominacji. Transmisji imprezy miałam nie oglądać, chcąc zająć się innymi tematami, ale ostatecznie włączyłam telewizor i robiąc inne rzeczy nasłuchiwałam, co dzieje się w Warszawie. I wiecie co? Dwa razy poczułam pozytywne zaskoczenie! A nawet trzy, bo jeden z duetów skombinowanych specjalnie na to wydarzenie bardzo mi się spodobał.

Co mnie zaskoczyło? Czy była to informacja o laureacie? A może jedno z licznych wspomnień o tym, że Dawid Podsiadło zrobił sobie wakacje?

W dwóch przypadkach były to informacje o laureatach. Ucieszyłam się, chociaż nie będę ukrywała, że polemizowałabym z nazwą kategorii, że statuetkę otrzymała Natalia Przybysz za album Światło Nocne. Byłam przekonana, że w obliczu całej tej medialnej nagonki na Natalię, po tym, jak wypowiedziała się na temat aborcji, może pożegnać się ze wszystkimi nagrodami. Tak już jest ten świat zbudowany, że w pewnym momencie twórczość przestaje bronić się sama… Tymczasem członkowie Akademii Fonograficznej uznali, że to jej album jest tym najlepszym w kategorii pop. Zastanawiam się, czy ten krążek to faktycznie pop, sądząc po reakcji Natalii ona również ma wątpliwości, ale nie zmienia to faktu, że Fryderyka dostała, a ja bardzo się ucieszyłam. Miło zobaczyć, że potrafimy odłożyć różnice zdań na bok i skupić się na tym, co w danym momencie ważne, czyli ocenie płyty, której słuchamy.

Drugie zaskoczenie to nagroda dla Taco Hemingwaya za album Szprycer. Filip dostał ją w kategorii album roku hip hop. Jak się świetnie orientujecie nie jest to ukochany przeze mnie gatunek muzyki, ale uważam, że to, co robi Taco jest świetne. Zawsze się śmieję, że jestem chyba trochę za stara, żeby wkręcać się w to, co nagrywa Filip, ale gdybym miała młodsze rodzeństwo, kazałabym mu słuchać jego tekstów. Paradoksalnie mam wrażenie, że w kategorii hip hop trudno było wytypować, w ciemno, laureata. O.S.T.R i Miuosh, którzy również byli nominowani, wydawali się mocnymi zawodnikami, a tu miła niespodzianka i kolejny Fryderyk w rękach Taco. Za rok będzie następny, za album z Quebonafide. Swoją drogą, koniecznie posłuchajcie tej płyty, polecam!

Ostatnie zaskoczenie to wspólny występ Anity Lipnickiej i Igora Herbuta. Fryderyki, od kilku lat, mają ten dziwny zwyczaj, żeby łączyć w pary artystów, którzy na co dzień ze sobą nie występują. Wychodzą z tego różne rzeczy, najczęściej komiczne i pozbawione fajniej energii, ale wczoraj wydarzył się jeden bardzo udany duet. Anita i Igor wykonali wspólnie piosenkę z ostatniej płyty LemONa, Tu i singiel z nowej płyty Anity & The Hats, Z miasta. Podobało mi się, jak Lipnicka weszła w piosenkę LemONa dając Igorowi przestrzeń i nie wpychając się na siłę ze swoim wokalem, śpiewając delikatne, subtelne chórki. Dodało to piosence świeżości, ale też nie zniszczyło jej, jak miało to miejsce w przypadku niektórych wystąpień. Wyszła tzw. nowa, dobra jakość.

Więcej zaskoczeń brak.

Fryderyki przeszły do historii. Zapiszą się na kartach polskiej muzyki, jako bezsprzeczny moment triumfu Darii Zawiałow, która otrzymała dwie statuetki – debiut roku i album roku alternatywa. Nie było to najmniejszym zaskoczeniem, zwłaszcza, że statuetkę w tej drugiej kategorii wręczono przed tą pierwszą, więc nie trudno było przewidzieć, kto jest debiutantem roku.

Zaskoczeniem nie była też statuetka dla zespołu Hey w kategorii album roku rock za płytę CDN, chociaż uważam, że ten album nie powinien być nominowany w jednej kategorii z płytami, które zawierają w całości nowy materiał. Również wyróżnienie Korteza w kategorii utwór roku mnie nie zaskoczyło. Pełną listę laureatów znajdziecie tutaj.

Kto otrzyma statuetkę w 2019 roku? Przyjmuję zakłady, że Taconafide i Dawid Podsiadło, bo skoro chłopak nic nie wydał, a wspominano o nim przez pierwsze pół godziny przy każdym możliwym oddechu, musi zabłysnąć za rok. A Taco i Quebe statuetka się po prostu należy.