Gdy ostatnio usiadłam do sprawdzania kinowych repertuarów był styczeń, na dworze było zimno, a nadzieja na szybką wiosnę nawet się nie tliła. Pewnie dlatego obejrzałam niemalże wszystkie filmy, które wydawały mi się warte obejrzenia. Teraz sytuacja ma się ciut inaczej – na dworze temperatura powietrza iście letnia, w kinach dużo mniej interesujących propozycji niż zimą. Efekt depresji pooskarowej widać dobitnie. Ale, gdy już znudzi Ci się słońce możesz obejrzeć kilka filmów!

A konkretnie to dwie. Mam dwie propozycje. Każda w zasadzie całkiem patriotyczna, jeśli chodzi o kraj pochodzenia albo poruszaną tematykę. Żadna nie jest komedią, żadna najprawdopodobniej nie jest też z gatunku filmów łatwych, przyjemnych i dobrych do objadania się popcornem.

Amok

Znajduję trzy powody, dla których warto poświęcić kilka godzin z życia i obejrzeć ten film. Pierwsze dwa mają znane w świecie polskiego filmu nazwiska – Zofia Wichłacz i Mateusz Kościukiewicz. Trzeci to nic więcej, jak przekonanie się, czy mamy do czynienia z ciekawym, dobrym polskim kinem z odrobiną dreszczyku emocji. Pamiętam Zosię z roli w Mieście 44, teraz wszyscy krytycy zgodnie twierdzą, że się rozwinęła, jest nadzieją polskiego kina. Mam nadzieję, że się nie mylą!

Film Katarzyny Adamik oparty na prawdziwej historii Krystiana Bali, którą żyły media na całym świecie. W wydanej w 2003 roku książce „Amok” opisał on zbrodnię bardzo podobną do tej, o którą został później oskarżony!

Azyl

Podobno nie do końca tak to wyglądało. Podobno w rzeczywistości Antonina Żabińska nie była taka, jak zagrała ją Jessica Chastain. Natomiast ja nic nie poradzę na to, że uwielbiam filmy wojenne i filmy z wojną w tle. W tym przypadku mamy do czynienia z kinem amerykańskim osadzonym w rzeczywistości Polski sprzeciwiającej się okupacji niemieckiej nakręconym w… Czechach.

Opiekunowie warszawskiego zoo, państwo Żabińscy, próbują ocalić setki ludzi i zwierząt podczas niemieckiej okupacji.

Podkreślam to celowo, bo wystarczy spojrzeć na obsadę, żeby przekonać się, że Polaków nie zagrało w tym filmie wielu. Nie jest to dla mnie osobiście problem, ale jeśli ktoś uważa się za purystę językowego i słuchanie Czecha mówiącego po polsku go drażni, Azyl lepiej omijać. Co nie zmienia oczywiście jednego, oczywistego faktu – Amerykanie są rewelacyjni w kinie tego typu, powiedziałabym, że efektywni. Zapowiada się, po prostu, fajny film!