Mam ostatnio szczęście do wyszukiwania ciekawych książek, które opowiadają historię Polski z lat, które mnie fascynują, ale których nie mam prawa pamiętać. Czytam więc o tym z perspektywy osób, które pamiętają tamten okres lepiej. Po lekturze Niebo 1989, lekkiej kiedy trzeba i trudnej kiedy należy, zaczęłam czytać Gitara i inne demony młodości Bogusława Chrabota. Tytuł tego nie sugeruje, ale jest to książka z wątkami autobiograficznymi, której autor zaprasza czytelnika do swoich wspomnień z lat młodości, Nowej Huty w czasie stanu wojennego i marzeń o dorosłości, a później dość drastycznie tą dorosłość pokazuje.

Bardzo możliwe, że czytając Gitarę i inne demony młodości zwracałam uwagę na zupełnie inne elementy niż chciałby autor. Mniej interesowały mnie jego relacje z przyjaciółmi, choć historie tworzenia się przyjaźni, a później ich końca w wyniku podejmowanych decyzji życiowych były smutne i czasami przytłaczające, a bardziej jego obcowanie ze światem muzyki i sztuki. W tej książce główną, ale często drugoplanową, bohaterką jest tytułowa gitara. A jeśli gitara, to oczywiście muzyka. A jeśli stan wojenny i Polska lat 70. i 80. to jeden z najpiękniejszych okresów w polskiej muzyce. To wtedy powstawały te wszystkie zespoły, które dzisiaj są muzycznym pomnikiem polskiej historii a dla mnie powodem, dla którego mogłabym urodzić się dwadzieścia lat wcześniej.

Gitara jest tym, co spaja wszystkie części opowieści – historie wszystkich przedstawionych bohaterów, ich losy, ich życie, ich marzenia, te spełnione i te niezrealizowane. Pojawia się w różnych momentach opowieści, a gdy już uznajemy ją za zapomnianą, wraca żeby o sobie przypomnieć i robi to w sytuacji, w której naprawdę trudno jest się nie wzruszyć.

Bogusław Chrabot napisał książkę niepozorną. Pomiędzy historiami z własnego życia, wspomnieniami ważnych i mniej ważnych rozmów z przyjaciółmi, wspólnych wyjazdów i pomysłów na szybkie zarobienie pieniędzy opowiada historię Krakowa i Nowej Huty z tego naprawdę magicznego momentu. Opowiada o Piwnicy pod Baranami i fascynacją Jackiem Kaczmarskim. Opowiada o marzeniach stania na wielkiej scenie i oglądania Kory z Maanamem z początków, które wielu wydawały się końcem tego zespołu. Opowiada o Uniwersytecie Jagielońskim i polskich literatach, których poznał dzięki otwartym umysłom nauczycieli i wykładowców. Zabiera w podróż do krajów Europy, które w jego latach młodości były tym lepszym światem, ale pokazuje też, że system komunistyczny dało się obejść czasami naprawdę zupełnie się nie wysilając czy wręcz, że był on tak kuriozalny, że obchodził się sam.

Gitara i inne demony młodości to zdecydowanie powieść nostalgiczna. Opowiadana z bardzo ciekawej perspektywy, której nie chcę zdradzać, bo popsuję ten fragment książki, który zaskoczył mnie najbardziej. Chrabot, pod tą całą przykrywką własnych wspomnieć z młodości, napisał książkę ciekawą historycznie, przede wszystkim dla osób, które fascynują się sztuką, polską kulturą. Wcale nie jest tak łatwo połączyć w jednej książce wspomnienia Wisławy Szymborskiej z muzyką AC/DC. Okazuje się jednak, że jest to możliwe i wcale nie wypada dziwnie.

Sięgając po książkę Gitara i inne demony młodości nie miałam dużych oczekiwań. Niebo 1989 zrobiło na mnie na tyle dobre wrażenie, że nie nastawiałam się na kolejną interesującą książkę o zbliżonej tematyce. Myliłam się, choć trochę mi zajęło przekonanie się do tego tytułu. Przede wszystkim dlatego, że w Gitara i inne demony młodości nie ma zbyt wielu dialogów, a to one sprawiają, że książki czyta się szybciej. W tym przypadku trzeba polubić postać, narratora, monologi, długie wywody myślowe. Ale warto!

I tylko te ostatnie kilkadziesiąt stron jest takie smutne… Książkę można kupić tutaj.