W mojej recenzji sprzed kilku miesięcy podkreśliłem, że GRIP to całkiem niezła gra, której jednak sporo brakuje to osiągnięcia pełni potencjału. Twórcy obiecywali popremierowe wsparcie dla gry poprzez aktualizacje, co dawało nadzieję na to, że przy odpowiednio ukierunkowanych zmianach, jeszcze może być naprawdę dobrze. W kwietniu ukazała się szumnie zapowiadana przez twórców z Wired Productions, duża aktualizacja. Czy warto dla niej wrócić do gry?

Jako pierwsi nową zawartość otrzymali pecetowcy. Na Steamie aktualizację można było pobrać 4 kwietnia, natomiast posiadacze konsol musieli poczekać jeszcze niecałe 2 tygodnie. 16 kwietnia nowościami cieszyli się już także posiadacze konsol Xbox One i Playstation 4. Co najważniejsze, aktualizacja jest darmowa na wszystkich platformach, co w obecnych czasach zdarza się nieczęsto – zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia z nową zawartością, a nie tylko kosmetycznymi poprawkami!

Pierwszą z dwóch hucznie zapowiadanych nowości jest wprowadzenie trybów drużynowych w grze wieloosobowej. Zarówno we wszelkich odmianach klasycznych wyścigów, jak i w deathmatchu, wszyscy gracze podzieleni są na dwie drużyny: czerwoną i niebieską. Zdobywane przez poszczególnych zawodników danej drużyny punkty kumulują się i – co raczej nie będzie żadną niespodzianką – drużyna z największą ilością punktów wygrywa. Ma to sporo sensu i sprawdziło się w takich grach jak Onrush, czy nawet Forza Horizon 4.

Wired Productions stara się więc nadążyć za trendami i aż dziw bierze, że gra nie oferowała takiego wariantu rozgrywki od początku. Inna sprawa, że – przynajmniej na Xbox One – można mieć pewne trudności ze znalezieniem rozgrywki, do której dałoby się dołączyć, mimo że GRIP jest dostępny w Game Passie. Zawsze jednak można ustawić się ze znajomymi i założyć własną grę, lub dołączyć do klubu i tą drogą szukać chętnych do wspólnej zabawy.

Drugą nowością, z mojej perspektywy znacznie ciekawszą, bo wprowadzającą faktycznie nową zawartość, są nowe trasy. Te obecne są w liczbie czterech i chociaż bazują na już istniejących środowiskach, są zaskakująco świeże. Futurystyczne miasto Orbital Prime dostało dwie nowe trasy, a pustynia Jahtra i miasto Liddo5 – po jednej. Mindbender w mieście to tor bazujący na odwróconym wariancie trasy Haze. Jednak różnic jest na tyle dużo, że Mindbender zapewnia szereg bardzo świeżych wrażeń. Przede wszystkim, tor wydaje się być lepiej zaprojektowany i nieco mniej dezorientujący, niż pozostałe w Orbital City. Chociaż nadal zdarzają się sytuacje, w których na skutek przesadnego chaosu lądujemy nie tam, gdzie byśmy chcieli. Podobać się może intensywny, ciasny przejazd przez tunele w kanałach.

Pustynna Naptha Valley to zdecydowanie moja ulubiona z nowych tras. Przypomina przejazd kolejką górską, nie tylko ze względu na motywy graficzne (przejazd przez kopalnię złóż mineralnych nasuwa jednoznaczne skojarzenia), ale też ze względu na swoją konstrukcję. Tor ma świetny „flow”, jest bardzo dobrze zaprojektowany i nie wymaga nauki na pamięć, by można było się na nim komfortowo ścigać. Jednocześnie kolejne sekcje i dekoracje zmieniają się jak w kalejdoskopie i nasuwają przyjemne skojarzenia ze „starymi, dobrymi” zręcznościowymi ścigałkami, za którymi tak wielu fanów tak bardzo tęskni.

Podobać się może także Hive Horizon, druga z nowych tras wiodących przez futurystyczne miasto. Ta jest zdecydowanie najładniejsza graficznie, a to dzięki prostemu zabiegowi ustawienia świetnie pasującej do niej pory doby, dzięki czemu otoczenie skąpane jest w ciepłych promieniach zachodzącego słońca. To właśnie tego brakowało w bardzo ponurych, niemal monochromatycznych wariantach torów w Orbital Prime. Z kolei leśna Spin Cycle, ostatnia z nowych tras, początkowo pozytywnie zaskakuje nowymi elementami graficznymi w postaci jesiennych drzew, jednak szybko rozczarowuje, gdy okazuje się, że cała trasa to tak naprawdę dosyć krótki tunel z przeszkodami i nic poza tym.

Ostatnią, drobną w porównaniu z poprzednimi zmianą, jest zwiększenie poziomu gracza do 40. Co oznacza, że do odblokowania czekają nowe lakiery i koła, ale to już czysta kosmetyka. Niestety, optymalizacja gry nadal pozostawia sporo do życzenia. Nie odnotowałem zauważalnego wzrostu płynności, nawet na Xbox One X.

Ta aktualizacja to piękny gest w stronę aktywnych fanów gry, którzy dostają dużo nowej zawartości i nie muszą za nią płacić. Ale czy uzasadnia ona powrót do gry, jeśli jakiś czas temu zakończyło się z nią przygodę? To zależy, z jakiego powodu owa przygoda została zakończona. Jeśli ze względu na znużenie powtarzalnością małej ilości zawartości, nowe trasy (a także tryby drużynowe, jeśli ktoś lubi rozgrywki sieciowe) mogą wprowadzić miły powiew świeżości, który na moment ożywi chęć do zabawy. Jeśli jednak GRIP zniechęcił do siebie kogoś przez liczne błędy projektowe, które sprawiają, że gra bywa naprawdę trudna i frustrująca, wówczas będzie dalej rozczarowany.


AKTUALIZACJA: 9 maja ukazała się kolejna duża aktualizacja do GRIP, tym razem dodająca zupełnie nową klasę pojazdów: AirBlades. Te antygrawitacyjne maszyny zainspirowane kolejną klasyczną serią futurystycznych wyścigów z lat 90-tych – WipeOut, współistnieją teraz wraz z pierwotnymi pojazdami dostępnymi w GRIP, łącząc dwie klasyczne gry w jedną.