Nie lubię tańca. Nie lubię tańczyć, nie interesuję się tańcem a współczesnych szalonych choreografii raczej nie rozumiem. Trafiłam jednak na film, który nieco zmienił moje podejście i pokazał, że taniec może być czymś znacznie ciekawszym i głębszym niż występy celebrytów w telewizyjnym show czy niezgrabny studniówkowy polonez w wykonaniu pryszczatych licealistów.

Obejrzałam film o prekursorce tańca współczesnego. Tancerka w reżyserii Stéphanie Di Giusto opowiada prawdziwą historię Marie-Louise Fuller, tancerki amerykańsko-francuskiego pochodzenia żyjącej na przełomie XIX i XX wieku. Pod pseudonimem Loie Fuller zyskała sławę, głównie dzięki swojemu tańcu serpentyn.

Historia z pozoru taka, jakich wiele

Okrutny los sprawia, że młoda dziewczyna traci wszystko i aby odbić się od dna musi zawalczyć ze światem o swoje marzenia. Banał, prawda? A jednak, droga Loie do szczytu i sławy jest niezwykle ciekawa. Zachwyca jej upór i pasja oraz odwaga, aby poświęcić dla tańca wszystko, co miała. Przeraża szaleństwo, które pochłaniało ją coraz bardziej, gdy goniła nieosiągalną perfekcję.

Nie będę kryć, że tym, co skłoniło mnie do wybrania się do kina na Tancerkę, była obsada filmu. Chciałam zobaczyć jak w głównej roli tytułowej tancerki poradzi sobie Soko, która, na co dzień zdecydowanie więcej wspólnego ma z tworzeniem muzyki niż układaniem do niej choreografii – wszystkim, którzy nie znają Soko polecam jej twórczość.

Zachęciła mnie też młodziutka Lily-Rose Depp. Nie, to nie zbieżność nazwisk, Lily jest córką  Johnego i Vanessy, która wciela się tu w rolę słynnej tancerki Isadory Ducan. Zakochałam się w jej niezwykłej urodzie, będącej specyficznym połączeniem genów jej rodziców, gdy po raz pierwszy zobaczyłam ją w kampanii Chanel. Byłam, więc ciekawa czy jej talent zachwyca tak samo jak wygląd.

Nie zawiodłam się. Soko w swojej roli wypadła genialnie

Świetnie oddała skrajne emocje ambitnej tancerki. Z chęcią widywałaby ją częściej na dużym ekranie. Natomiast jedna rola, i to drugoplanowa to chyba za mało, żebym mogła jednoznacznie ocenić talent Lily-Rose, ale muszę przyznać, że w roli zdeterminowanej i manipulującej innymi Isadory odnalazła się idealnie. Naprawdę warto zobaczyć te dwie dziewczyny razem!

W Tancerce urzekła mnie jeszcze jedna postać, Hrabia Louis d’Orsay. Gaspard Ulliel w roli zubożałego hrabiego narkomana był niezwykle poruszający, czarujący i… przystojny. I chyba już nic więcej nie muszę tu dodawać.

Tym, co najbardziej zachwyciło mnie w tym filmie była jego estetyka. Piękne przestrzenie, piękne stroje i wiele naprawdę pięknych scen. Zwłaszcza scen tańca, które zachwycają i wzruszają wyjątkowo mocno. Loie tańcząca swój taniec serpentyn i jej przekrwione oczy to coś, co łapie za serce, nawet, jeśli wcześniej nie wiedzieliście, że w ogóle je macie. Jest w tym filmie też kilka ujęć, tak wysmakowanych wizualnie, że choćby tylko dla nich warto ten film zobaczyć.

„Taniec to nieme wyznanie miłosne”

Tymi słowami Fiodora Dostojewskiego mogę podsumować Tancerkę. W przypadku Loi była to miłość do sztuki, do wolności i spełnienia, które właśnie taniec jej dawał. To również film o tym, jak niebezpieczna może być ambicja i dążenie do perfekcji. Jak wiele można stracić, gdy zyskuje się wszystko, a wciąż chce się więcej.

Krótko mówiąc zdecydowanie polecam Tancerkę wielbicielom filmów przyjemnych dla oka i zarazem pobudzających umysł do refleksji.