Akustyczne koncerty Metalliki zarezerwowane są jedynie na wyjątkowe okazje. Dla fanów jest to zawsze spore wydarzenie, choćby dlatego, że zespół rzadko gra bez prądu. W tym roku, dwa lata po ostatnim akustycznym występie na Bridge School Benefit, grupa postanowiła stworzyć sobie taką okazję sama, organizując koncert charytatywny pod skrzydłami własnej fundacji – All Within My Hands.

Wydarzenie zatytułowane Helping Hands odbyło się 3 listopada w klubie Masonic w San Francisco. Dzięki aukcji i zaangażowaniu sponsorów, na konto fundacji wpłynęło ponad 1.3 miliona dolarów. Ukoronowaniem wieczoru były specjalne akustyczne występy Cage the Elephant i samej Metalliki, która dała jak dotąd swój najdłuższy akustyczny koncert w karierze.

W ostatnich miesiącach Metallica nieco uśpiła czujność najwierniejszych fanów, śledzących każdy jej krok. Koncertowe setlisty w ramach trwającej trasy WorldWired nie porażają spektakularną rotacją i niespodziankami, do czego zespół przyzwyczaił w trakcie poprzednich tras halowych World Magnetic i Madly in Anger with the World. Będące niezwykłą rzadkością w całej karierze Metalliki koncerty stricte akustyczne podniosły wysoko poprzeczkę oczekiwań, gdyż jak dotąd każdy z nich zachwycał obfitością zupełnie nowych coverów i kreatywnych aranżacji autorskich klasyków. Tak było nawet na wspomnianym Bridge School Benefit dwa lata temu. Oczekiwania były więc po raz kolejny wysokie, skoro nawet wówczas, niemalże w przeddzień premiery nowego albumu, zespół znalazł czas na przygotowanie nowych utworów.

4 listopada 2018 roku. Otwieram oczy. Pierwszą rzeczą jaką robię po przebudzeniu, jest sięgnięcie po telefon. Sprawdzam, czy Metallica dotrzymała tradycji i znów wywoła wytrzeszcz oczu i opadnięcie szczęki widokiem sfotografowanej setlisty. Pierwszym odruchem jest rozczarowanie, bo chociaż był to najdłuższy jak dotąd pojedynczy ich koncert akustyczny (12 utworów podczas gdy jak dotąd rekordem było 9), wszystkie utwory były już zagrane w wersjach akustycznych na przestrzeni ostatnich 20 lat. Repertuar stanowił więc takie akustyczne „the best of” – podobnie, jak w ich regularnych setlistach z ostatnich lat, dominowały utwory sprawdzone i – umownie – „ograne”.

Na szczęście pierwsze niezbyt pozytywne wrażenie natychmiast zaczęło się zacierać, gdy zacząłem się bliżej zapoznawać z „treścią” koncertu. Okazało się, że w jego przygotowanie włożono wiele wysiłku, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że odbył się on zaledwie 5 dni po ostatnim koncercie w ramach trasy. Przede wszystkim, na tę specjalną okazję, Metallica przepoczwarzyła się z kwartetu w oktet. Jamesowi, Larsowi, Kirkowi i Robowi na scenie towarzyszyli zaprzyjaźnieni muzycy wspierający ich na instrumentach towarzyszących.

Avi Vinocur z zespołu Goodnight, Texas pełnił funkcję trzeciego gitarzysty, okazjonalnie umożliwiając Jamesowi skupienie się wyłącznie na śpiewaniu, w momentach tego wymagających, jak również uzupełniając jego wiodący głos o jakże potrzebne ‚chórki’ i partie harmoniczne. Ponadto David Phillips zagrał na elektrycznej gitarze stalowej, Henry Salvia na klawiszach (tak, Metallica i klawisze, możecie uciekać!) i Cody Rhodes na instrumentach perkusyjnych. Wszyscy wymienieni muzycy, z wyjątkiego Cody’ego, wspierali Jamesa na jego solowym występie akustycznym na innym charytatywnym koncercie w 2016 roku, zorganizowanym przez Sammy’ego Hagara.

Dodatkowi muzycy wynieśli ten koncert na zupełnie inny poziom.

Zapewnili fantastyczne tło muzyczne, wypełniając wolną przestrzeń między dźwiękami akustycznych gitar i łechtanego „miotełkami” akustycznego zestawu perkusyjnego. Pięknie zastąpiło ono ścianę dźwięku zwyczajowo generowaną przez kolosalny system nagłośnienia wypełniający wielkie hale i stadiony potężnymi przesterowanymi gitarami i gruchocącą wibracjami żebra stopą. Byłem w szoku słysząc, jak dobrze Metallica brzmi akustycznie z tymi dodatkowymi instrumentami – wreszcie odnaleźli brakujące elementy układanki.

Jak to zwykle jednak w życiu bywa, nie wszystko poszło gładko. Zawiódł czynnik ludzki i zawiódł sprzęt. James zdawał się walczyć z jakąś paskudną infekcją gardła, o czym świadczy nie tylko wybitna chrypka mocno utrudniająca mu czyste śpiewanie wysokich dźwięków, ale też rozmaite odgłosy towarzyszące, wydawane przez niego pomiędzy utworami. Odsłuchy także sprawiły poważne problemy. Przez kilka pierwszych utworów Hetfield odczuwał wyjątkowy dyskomfort, który otwarcie sygnalizował nawet w trakcie wykonywania piosenek. Powodów mogło być wiele, wliczając niedawną zmianę na stanowisku inżyniera dźwięku pracującego bezpośrednio z zespołem, ale należy też pamiętać, że był to ich pierwszy koncert w takim składzie. Następnym razem będzie lepiej, a że będzie następny raz możemy być pewni, gdyż omawiany koncert wielokrotnie określony był jako „pierwszy doroczny”.

Koncert rozpoczął się od kompletnej przeróbki klasyka z płyty Master of PuppetsDisposable Heroes. Metallica po raz pierwszy zaprezentowała tę nietypową wersję na dwóch koncertach w ramach Bridge School Benefit w 2007 roku i od tamtej pory ani razu po nią nie sięgnęła. Już tutaj dało się odczuć niebywałą moc płynącą od muzyków towarzyszących, którzy dodali ciężaru i mroku tej inspirowanej muzyką celtycką wersji. Świetnie wypadł też James – chrypa wzmocniła surowość i agresję w głosie. Najlepszy twist w tej wersji utworu polega na wpleceniu progresji akordów ze spokojnego fragmentu Phantom Lord z Kill’em All – w którym stopniowo narasta dynamika prowadząc do wielkiej eksplozji, w której James nie szczędził swojego gardła. Wypadło to fantastycznie brutalnie i świetnie współgrało w tematyką tekstu.

When a Blind Man Cries to cover Deep Purple, który pierwotnie Metallica nagrała w wersji elektrycznej na tribute album Purpli Machine Head w 2012 roku. Po raz pierwszy został zagrany przez Metallikę na żywo na koncercie charytatywnym zorganizowanym przez Ozzy’ego Osbourne’a w 2014 roku, nie pominęli go także na Bridge School Benefit w 2016 roku. Niestety, tu wyjątkowo dały odczuć się problemy Jamesa z głosem – w końcu jest to wybitnie trudny i wymagający utwór do zaśpiewania.

Kolejny był The Unforgiven, regularnie wykonywany na zwykłych koncertach. To jeden z tych utworów, które w wersji akustycznej zmieniono najmniej. Muzycy odeszli nawet od subtelnych rytmicznych zmian, wprowadzonych podczas jedynego jak dotąd akustycznego wykonania na Bridge School Benefit w 2007 roku. Po raz kolejny James miał kolosalne problemy ze śpiewaniem, do tego stopnia, że w drugiej zwrotce zmienił odrobinę linię melodyczną, unikając śpiewania wysokich partii. Tutaj wyjątkowo swoją obecność podkreślił perkusjonalista, który uzupełnił grę Larsa o wstawki z wersji albumowej. Miłym smaczkiem były też partie klawiszowca odegrane zgodnie z tymi albumowymi, jednak zarówno zawrotne tempo wykonania, jak i dosyć niski poziom głośności klawiszy w finalnym miksie utrudnia delektowanie się nimi.

Please Don’t Judas Me był „punktem kulminacyjnym” problemów technicznych. Niewiele brakowało, a doszłoby do totalnej katastrofy. Muzycy zdawali się prawie nie słyszeć się zupełnie i aż dwa razy gubili drogę. James był tak zrezygnowany, że nawet przestał grać w pewnym momencie i głośno komunikował do akustyka problemy. W przypadku tego utworu lepiej więc sięgnąć po poprzednie wykonania: na jednym z dwóch gigów na Bridge School Benefit w 2007 roku, lub z pierwszego koncertu w Fillmore w 2011 roku, kiedy to Metallica świętowała swoje 30-lecie.

Na samym początku Turn the Page miała miejsce zabawna sytuacja: w tym samym momencie, w którym Kirk zaczął grać swoją partię przewodnią, James zaczął śpiewać pierwszą zwrotkę. Tutaj już panowie zaczynali się lepiej słyszeć i to też słychać w wykonaniu.

Bleeding Me to moment w którym wszystko zaczyna grać. Dosłownie i w przenośni.

Technicznym udało się uzyskać właściwy balans w odsłuchu, co James przyznaje po wykonaniu i wyraźnie poprawia mu się humor. Samo Bleeding Me, chociaż zagrane w wersji skróconej, wypadło fantastycznie. To wykonanie stało się moją ulubioną wersją tego utworu. Zagrane nieco inaczej niż na Bridge School Benefit w 2016 roku, odrobinę szybciej, co tym razem wyjątkowo utworowi posłużyło. Podobnie, jak nowe podejście Jamesa do śpiewania refrenów. Wysoki dźwięk przy wyrazie „wheels” zaśpiewał falsetem, co nie zdarzyło mu się chyba od czasów No Leaf Clover na S&M. Fantastycznie wypadły także harmonie wokalne zapewnione przez Aviego. Efekt jest powalający, cała piosenka zyskała na dynamice i ma nieco inny, „cieplejszy” vibe.

Po Bleeding Me muzycy już słyszeli się dobrze i to znacząco wpłynęło na poprawę humoru i ogólnej atmosfery, czego wyrazem żartobliwe dialogi między utworami. Tutaj np. wyrażającego zadowolenie Jamesa spytał Lars, czy kolega chce zagrać jeszcze raz Judas. „Może za rok” – usłyszał w odpowiedzi.

Veteran of the Psychic Wars to kolejna piosenka nie ruszana przez Metallikę od czasu pamiętnych występów na Bridge School Benefit w 2007 roku. Ten utwór Blue Öyster Cult to jeden z lepszych coverów zrobionych przez Metallikę, chociaż nigdy nie został nagrany w wersji studyjnej. W przeciwieństwie do Astronomy tego samego zespołu, utworu dla odmiany nigdy nie wykonanego na koncercie. A szkoda, mógłby się świetnie sprawdzić w tej konwencji. Może za rok?

Przyszła pora na Nothing Else Matters. Utwór, który zdążył znudzić się chyba każdemu wieloletniemu fanowi Metalliki, tutaj przeżywa swoją drugą (a raczej trzecią, po S&M) młodość, tym razem dzięki gitarze stalowej. Jej rola w środkowej, instrumentalnej części jest nie do przeceniania, chociaż całość z pewnością dodatkowo by zyskała, gdyby nie była grana tak szybko i nerwowo.

Nie mogło zabraknąć na tym koncercie All Within My Hands, chociaż zespół tutaj robi się niekonsekwentny, bo Oriona na Orionie (festiwalu) i Through the Never w Through the Never (filmie) nie było. Ale tym razem jest dobry powód – istniała świetna akustyczna aranżacja, zaprezentowana na Bridge School Benefit w 2007 roku. Podobnie, jak przy Disposable Heroes, tutaj też doszło do całkowitej metamorfozy muzycznej. Wypadło fantastycznie, to był zdecydowanie jeden z najjaśniejszych punktów wieczoru.

Zupełnie inną, melancholijnie mroczną wersję Enter Sandman zespół zaprezentował na Bridge School Benefit w 2016 roku i o ile wtedy te wykonania „nic mi nie zrobiły”, tak tą najnowszą wersją jestem zachwycony i nie mogę przestać jej słuchać. Ponownie świetną robotę robi Dave na gitarze stalowej, wynosząc ten utwór na zupełnie nowy poziom. Podobnie, jak Avi ze swoimi chórkami. Lars czeka, by w pełni włączyć się w wykonanie aż do ostatniego refrenu, co jest genialnym zabiegiem aranżacyjnym.

The Four Horsemen nie gościło na akustycznych koncertach Metalliki od ponad 20 lat. Zostało wykonane w tej samej, przewrotnej aranżacji. Na sam koniec chłopaki zaserwowali Hardwired, w tej samej wersji co na Bridge School Benefit w 2016 roku, co było bardzo odważne, biorąc pod uwagę totalną katastrofę, jaką było pierwsze wykonanie owej wersji na wspomnianym koncercie.

Biorąc pod uwagę bogactwo brzmieniowe, jakie wniosły do warstwy muzycznej dodatkowe instrumenty, a także bardzo dobry wybór najciekawszych aranżacji akustycznych z całej kariery zespołu, mamy do czynienia z jak dotąd definitywnym koncertem Metalliki tej kategorii.

Mimo początkowych problemów technicznych i kłopotów Jamesa z głosem, słucha się tego wprost wybornie. Sam fakt, że dzięki temu koncertowi znów słucham utworów, które już dawno mi się przejadły, mówi sam za siebie. Ogólnie rzecz biorąc Bleeding Me, Nothing Else Matters, All Within My Hands i Enter Sandman to największe perełki na tym nagraniu.

Koncert został oficjalnie wydany zarówno w formacie cyfrowym jak i fizycznym (na CD), a 1 lutego 2019 roku wydana zostanie także specjalna edycja winylowa zatytułowana Helping Hands… Live & Acoustic at the Masonic. Warto przypomnieć sobie, że muzyka nie tylko Spotifajem stoi i włączyć to fantastyczne wydawnictwo do swojej kolekcji, zwłaszcza że całkowity zysk ze sprzedaży trafia bezpośrednio do fundacji.

Wersję cyfrową można zakupić: TUTAJ lub TUTAJ.
Wersję fizyczną można zakupić: TUTAJ (CD) lub TUTAJ (winyl).

Podobne Posty