Od kilku dni, gdy zdjęcie pięknej blond Katy wylądowało w sieci, a srebrne, dyskotekowe kule zaczęły zalewać rozmaite miejscówki w Stanach Zjednoczonych i zapowiadać piątkową premierę nowego singla, czytam, że nowy singiel Katy Perry jest inny niż poprzednie, mniej chwytliwy. Ostatnie słowo, jak się domyślam ma sugerować, że tym razem Katy się nie uda i przeboju nie będzie.

Będzie, nie będzie… Czy będąc 25-tą najlepiej zarabiającą artystką na świecie w 2016 roku, gdy wypuściło się jeden utwór i niezbyt skupiało na jego poza politycznej promocji, numer jeden na listach przebojów ma największe znaczenie? Bardzo w to wątpię.

Natomiast ja się w Chained to the Rhythm nieźle wkręciłam. Nie wiem, jak ktoś mógł uznać, że ten kawałek nie jest chwytliwy i nie ma się ochoty posłuchać go jeszcze raz, i jeszcze drugi i trzeci też… Trzeba mieć naprawdę bardzo silną, złą wolę!

I cieszę się z też z tego, że Katy nareszcie wydała nową piosenkę, która zapowiada jej nowy album!

Fakt, po pierwszym przesłuchaniu piosenki szczęka mi nie opadła i cały czas drażni mnie fragment ze Skip Marleyem, co mam nadzieję, że Bob Marley mi wybaczył, ale brakowało mi Katy Perry. Stęskniłam się za jej pomysłowymi lyrics videos, za wplataniem jedzenia w teledyski, za jej głosem i rozmachem w promocji. Za całą infantylną otoczką, jaka w mniejszym lub większym stopniu zawsze towarzyszy jej popowym piosenkom. Wystarczy obejrzeć lyric video do Chained to the Rhythm, żeby zrozumieć, o czym mówię!

Jechałam dzisiaj autobusem, słuchałam tej piosenki i zastanawiałam się, czy to rzeczywiście jedna z tych popowym piosenek Maxa Martina, które tak samo pasowałyby do Katy, Avril i Taylor? Ostatecznie doszłam do wniosku, że nie. Ta ma w sobie coś innego.

Może to ten disco feeling sprawia, że od razu odrzuca się Avril, a i Taylor wydawałaby się w tej piosence niezbyt wiarygodna? A może to ten reggae fragment działa tak, że wydaje się, że ta piosenka tak mocno różni się od tego, co wypuszczają współczesne popowe piosenkarki?