Z natury jestem wielką propagatorką powtarzania, że trzeba pielęgnować w sobie dziecko. Śmiało mówić, że świąteczne wieczory spędza się na układaniu puzzli w blasku choinkowych lampek, a wolne weekendy z padem w ręku. Uwielbiam oglądać seriale przypominające mi dzieciństwo i nie przeszkadza mi, że dialogi od dawna mam w małym paluszku. Mogłabym godzinami wygrzebywać z kartonów stare zabawki, a ostatnio odkopałam moje pierwszy podręczniki do nauki języka angielskiego i bardzo mnie rozczuliły.

Lubię wspominać dzieciństwo, przypominać sobie trwające godzinami zabawy z psem i wielogodzinne zabawy lalkami. Ale lubię też obserwować współczesny świat, zachowania ludzi, zachowania dzieci. Często zastanawiam się, jak bardzo ich dzieciństwo różni się od mojego i czy rzeczywiście teraz dzieci dorastają szybciej?

Jeszcze w wakacje, choć pewnie dużo później niż powinnam, zaobserwowałam w sklepach dziesiątki kolorowanek dla dorosłych. Ich celem, jak przeczytałam, jest zajęcie naszych myśli i rąk, co ma pomóc się uspokoić, przezwyciężyć nałogi albo po prostu odstresować nas po ciężkim dniu. Ponoć ta nowa moda przyszła do Polski z Zachodu, a Brytyjczycy kolorują od lat. Szczerze mówiąc dopiero w te wakacje zobaczyłam na Wyspach księgarniany wysyp kolorowane stworzonych z myślą o dorosłych, ale przyjmijmy, że wcześniej były niczym komiksy w polskich renomowanych salonach prasowych – ukryte między książkami erotycznymi a kryminałami i dostępne tylko dla wtajemniczonych.

Kolorowanki dla dorosłych brzmią trochę, jak oksymoron, a same kolorowanki przywołują na myśl dzieciństwo i tajemną sztukę koncentracji na dokładnym zamalowaniu wyznaczonej do tego celu powierzchni. Przejrzałam kilka takich książek-kolorowanek i nie powiem, mają interesujące wzory, czasami nieco skomplikowane motywy i rozbudzają dziecięcą wyobraźnię. Gdy pokoloruje się całą stronę, powstają piękne obrazy.

Z niewyjaśnionych powodów kolorowanki dla dorosłych połączyły się w mojej głowie z modą na metaliczne tatuaże, które obserwuję na ciałach koleżanek blogerek modowych. Przyklejają je wszędzie, niczym tatuaże z gum do żucia, którymi zajadaliśmy się w dzieciństwie i od których rzekomo psuły się zęby.

Jak to jest z tym dorastaniem? Czy faktycznie dorastamy za szybko? Beztroskie dzieciństwo kończy się w momencie pójścia do pierwszej klasy szkoły podstawowej, gdy dobrze nam znane pytanie: jaka jest Twoja ulubiona zabawa? zostaje brutalnie, i całkiem niespodziewanie, zastąpione przez jedno z najtrudniejszych pytań w życiu: kim chcesz zostać, jak dorośniesz?

Potem idzie już z górki. Magiczne pytanie zostaje powielane przez rodzinę, przyjaciół rodziny i przypadkowo spotkanych na ulicy sąsiadów. Zaczynamy wstydzić się ulubionych zabawek, dziecięce przyzwyczajenia zamieniamy na przyzwyczajeniach doroślejsze i zaczynamy ukrywać się z zamiłowaniem do gier planszowych, kreskówek i komiksów.

Wielka moda na kolorowanki (i metaliczne tatuaże) to idealny przykład pokazujący, że z bycia dzieckiem się nie wyrasta, a społecznie mocno dążymy do tego, żeby się porządnie odmłodzić. Jeszcze kilka lat temu, nie tak wcale dawno, chętniej kupilibyśmy książkę jakiegoś znanego psychologa, która miałaby nam pomóc znaleźć odpowiedź na pytanie, jak zniwelować nadmiar stresu w życiu. Teraz ukradkiem podkradamy naszym dzieciom kolorowanki z księżniczkami i kredki, żeby przenieść się do beztroskiego, spokojnego i bezpiecznego dzieciństwa. A może lepiej przejść do porządku dziennego także z innymi pseudo-dziecinnymi zamiłowaniami?

Ja nie mam z nimi problemu. Nie mam problemu z tym, że ktoś uwielbia sklejać modele samolotów, kolekcjonuje porcelanowe lalki albo maniakalnie ogląda Ulicę Sezamkową. A Ty? Jak patrzysz na znajomych, którzy mówią Ci, że spędzili sobotni wieczór bawiąc się żołnierzykami?

Podobne Posty