Przeczytałam wczoraj bardzo dobrze, sprytnie napisaną zapowiedź pierwszej książki Pauliny Mikuły. Wspominałam już o tej książce w lutym, gdy z nieukrywaną ciekawością zastanawiałam się, jak przyjmie się ona na polskim rynku wydawniczym, jak zareagują ludzie i internetowy świat. Dla tych, którzy nie pamiętają lub nie wiedzą, małe przypomnienie.

Paulina Mikuła jest twórczynią kanału Mówiąc Inaczej na YouTube, gdzie publikuje przyjazne dla człowieka materiały video poświęcone tematyce języka polskiego. Jej pierwsza książka będzie właśnie o tym, o języku polskim i absurdach, jakie często padają z naszych ust. Wracając jednak do tej zapowiedzi opublikowanej przez wydawnictwo.

Jej autor, przebiegły i inteligentny, postanowił sprawdzić świadomość językową Polaków celowo zamieszczając zdania napisane błędnie. Chodziło o to, żeby czytelnik zastanowił się, czy czytane przez niego zdanie jest napisane poprawnie.

Jeśli uzna, że nie znalazł żadnego błędu – powinien kupić książkę Pauliny i dowiedzieć się, jakich błędów nie należy popełniać.

Problem jednak w tym, że dziewięćdziesiąt procent komentatorów tego tekstu nie przeczytało go do końca i obrzuciło autora, wydawnictwo i samą Paulinę stekiem obelg. Dostało im się za głupotę, niewiedzę, propagowanie debilizmu i zatrudnianie niekompetentnych osób. Nie powiem, lektura komentarzy zbulwersowanych rodaków, którzy ku własnej uciesze dostali, wreszcie, niepoprawny wpis od wydawnictwa, bardzo mnie rozbawiła, ale też skłoniła do przemyśleń.

Gdy w marcu Biblioteka Narodowa opublikowała raporty czytelnictwa w Polsce za rok 2015 pojawiła się w mediach fala rozpaczliwych artykułów i materiałów, w których przejmowano się bardzo niskim wynikiem i zachodzono w głowę, dlaczego ludzie nie czytają i co by tu zrobić, żeby czytać zaczęli. Przeczytanie co najmniej jednej książki zadeklarowane przez 37% badanych, na próbie 3049 Polaków, faktycznie nie jest powodem do narodowej dumy, ale być może tylko niecałe czterdzieści procent czyta książkę, a nie jej okładkę?

Na uwagę zasługiwałby też inny fakt. Badania prowadzono na grupie osób, która skończyła 15 lat, a na liście najczęściej czytanych przez Polaków książek aż roi się od obowiązkowych, szkolnych lektury. To pokazuje, że pociąg do czytelnictwa jedzie jeszcze wolniej niż sugeruje wynik.

Osobiście znam chyba tylko jedną osobę, która kilkanaście razy przeczytała Pana Tadeusza, Krzyżaków, Potop i Dziady, a w dyskusje wplata cytaty z tych ważnych, ale językowo jednak trudnych i mało przystępnych książek. Po wczorajszej lekturze komentarzy walecznych Internautów zaczęłam się zastanawiać, ilu z nas kończy lekturę książki na przeczytaniu okładki, lub ewentualnie przyniesieniu kupionej lektury do domu i postawieniu jej na półce.

Sama mam całkiem pokaźny zestaw książek, których jeszcze nie przeczytałam, bo życie składa się najpierw z obowiązków a potem z przyjemności, ale tą jedną rocznie spokojnie przeczytam. A co ważniejsze, gdy już zacznę czytać, to czytam do końca i nie zatrzymuję się w połowie zdania, rozdziału lub strony. Nie uważam się przy tym za wybitnego znawcę polszczyzny, choć irytują mnie literówki w książkach, ich dziwne łamanie i kiepskie przekłady z języków obcych.

Mały eksperyment wydawniczy okazał się raczej dobrą formą obudzenia zamiłowania do wytykania błędów i podbudowywania tym samym własnego ego.

W jakimś tam stopniu pokazał też, że kilku absurdów języka polskiego potrafimy uniknąć. Szkoda tylko, że jak zawsze trzeba to było pokazać wykazując się przy tym arogancją i stać się powodem do żartów. I to zupełnie niepotrzebnie – wystarczyło przeczytać coś do końca, próbując zrozumieć. Tak po prostu. Ale tekst był długi, poprzedzony wywiadem, więc lektura z gatunku tych długich, wymagających, a badania przecież pokazują, że nie czytamy dłuższych form.

Wydawnictwu i Paulinie gratuluję jaj, bo dam sobie odciąć rękę, że większość czytelników tego wpisu do teraz rozpowiada po znajomych, jakie to błędne zdanie wyczytali i jak to potwornie źle świadczy o poważnym Wydawnictwie. W praktyce źle świadczy o nich samych – bo nie przeczytali do końca, albo nie przeczytali ze zrozumieniem. Sama nie wiem, co jest gorsze. Odważny marketing trzeba doceniać. Ten jest trafiony w dziesiątkę. Gratuluję jeszcze raz!

Podobne Posty

  • Nie przeczytałam jeszcze książki Pauliny, tylko z tego względu, że mój Mateusz jest moim osobistym korektorem i nauczycielem polszczyzny, więc wiedzę z tej dziedziny mam również przystępnie podaną na wyciągnięcie ręki 😉
    Zawsze smucą mnie takie prowokacje, badania i statystyki, bo bezlitośnie odzierają słabe punty społeczeństwa. Mojego społeczeństwa.
    Na tematy okołoksiążkowe, związane z czytelnictwem, jestem nad wyraz wyczulona, bo wiesz, że to lubię 😉