Grał już przystojniaków, romantyków i bohaterów. Igrał ze snami, był człowiekiem z lasu i miliarderem. Teraz zagra Sama Phillipsa. Leonardo DiCaprio wspólnie z Mickiem Jaggerem wyprodukują film o muzyku, który pokazał światu muzykę Elvisa i Johnny’ego Casha. Człowieku legendzie, który zmienił oblicze rock’n’rolla na zawsze. 

Tego typu produkcje nigdy nie przechodzą bez echa – albo zachwala się podejście do tematu i sposób prezentacji głównego bohatera, albo krytykuje za nieumiejętne przedstawienie historii i oderwanie od faktów. W tym przypadku już na etapie doboru producentów zrobiło się gorąco. DiCaprio może i dostał tego Oscara zbyt późno, co z resztą ogólnie uważane jest za nieporozumienie, ale nigdy nie chwytał się historii zwyczajnych. Teraz dotknie świata muzyki, a w film zainwestuje nie tylko aktorski talent, ale też pieniądze.

Leo zagra Samuela Phillipsa. Zmarłego w 2003 roku producenta, który czuł rock’n’rolla zanim poczuł go ktokolwiek inny.

Kinowa produkcja powstaje w oparciu o książkę Sam Phillips: The Man Who Invented Rock’n’Roll napisaną przez Petera Guralnicka, opublikowaną w 2015. Stery nad filmem przejmie Paramount Pictures, a ponieważ o samym filmie jeszcze nie wiadomo nic, trzeba się zachwycać listą producentów.

Obok DiCaprio stanie Jagger, a obok nich Victoria Pearman, Steve Bing, Ian Montone, Rick Yorn i Peter Guralnick. Mnie już zachwyca wizja dwóch rzeczy: zgłębienia biografii faceta, któremu zawdzięczamy to, czego słuchamy teraz i DiCaprio osadzony w Ameryce lat 50-tych. Film trafi do kin pewnie nie wcześniej niż w 2018, ale jest na co czekać.