Moje majowe oczekiwania płytowe to dowód na to, jak bardzo cieszę się z tego, że kwiecień już za nami i jak bardzo czekam na każdy piątek maja! Ostatnie dwa tygodnie kwietnia były dla mnie tak intensywne, pracowite i zakręcone, że dopiero kilka dni temu, gdy udało mi się zwolnić, dotarło do mnie, ile ciekawych płyt ukaże się w maju! Mam nadzieję, że Wy też znajdziecie dla siebie coś interesującego.

Na przygotowanej przeze mnie liście znajduje się pięć pozycji. Od razu mówię, że to wcale nie jest mało. Pięć płyt przy nastawieniu, że po drodze pewnie będą jeszcze jakieś inne albumy, które mnie zainteresują, to naprawdę dużo. Już teraz zapowiadam, że będą recenzje wybranych płyt, ale… najwcześniej tydzień po ich premierze.



O Allison Pierce, podobnie jak o jej siostrze Cat, zawsze piszę z nadzieją, że ktoś z Was skusi się na posłuchanie ich muzyki. Albo tej solowej, albo tworzonej pod nazwą The Pierces. Nie wiem, jak mi to wychodzi, bo akurat do poznania dzięki mnie sióstr Pierce jeszcze nikt się nie przyznał, ale się nie zniechęcam!

Już 5 maja Allison wydaje solowy krążek. Płyta nosi tytuł Year of the Rabbit, a w Polsce będzie ją można kupić tydzień po premierze. Mam nadzieję, że przez ten czas z pomocą przyjdą serwisy streamingowe.

Obok tego wpisu, po prawej stronie, znajdziecie playlistę z singlami ze wszystkich majowych oczekiwań płytowych

Właśnie tam można posłuchać dwóch piosenek Allison, które znajdą się na jej płycie. Dla mnie muzyka sióstr Pierce to jest świetne antidotum na dzikość świata, idealna muzyka do relaksu, uspokojenia myśli. Nadaje się też do sprzątania, prasowania i do puszczenia, jako tło do krzątania się po domu.

Akurat w ich przypadku nie uważam tego za coś złego, negatywnego. Wręcz przeciwnie. Allison serwuje bardzo klimatyczne kawałki, klasyczno-folkowo-rockowe brzmienia, które na mnie działają kojąco.



Ten album jest już od tygodnia dostępny w ofercie TIDAL, ale z braku czasu nawet na wydajny sen, nie miałam czasu, żeby go posłuchać. I dobrze, bo Gwiazdozbiór od Snowman ma szansę stać się jedną z moich ulubionych polskich płyt tego roku i wolałabym, żeby jej pierwsze przesłuchanie odbyło się w sprzyjających okolicznościach. Może zabiorę ją ze sobą do samolotu? Pomyślę! Premiera sklepowa 5 maja.

Pisałam ostatnio o spring breakowym koncercie Snowmana, jako o jednym z dwóch zaskoczeń z tamtego wydarzenia. Odsyłam zatem do tekstu tutaj, bo o płycie nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej prócz tego, co się tam pojawiło.



Zestawianie tych płyt razem może niektórych zdziwić, ale prawda jest taka, że nie wiem, która z tych dwóch płyt ukazujących się 12 maja bardziej mnie ciekawi. Czy jest to debiutancki album Harry’ego Stylesa, Harry Styles? Czy może piąty studyjny album Paramore, After Laughter? Istnieje duża szansa, że każda z nich będzie niosła ze sobą gigantyczny ładunek emocjonalny. Różnica może polegać tylko na tym, że Harry zrobi to w wersji stonowanej, a Paramore oprawią to w żywsze melodie.

Od dawna mam takie poczucie, że jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem to za kilka lat Harry dołączy do Justina Timberlake’a i Robbiego Williamsa. O ich boysbandowych początkach mówi się, jak o wstępie do bardzo udanej solowej kariery. Wspomniałam o tym nawet w szortach muzycznych poświęconych singlowi Sign of the Times, odsyłam tutaj.

W przypadku Paramore wiem, że ta płyta mnie intryguje, że singiel Hard Times pozytywnie mnie zaskoczył. Niestety wiem też, że bardzo trudno będzie mi choćby spróbować ocenić ten album bez patrzenia wstecz, bez zastanawiania się, jak mógłby brzmieć, gdyby znów ktoś z zespołu nie odszedł i ktoś do niego nie wrócił. W muzycznych szortach z końcówki kwietnia trochę na ten temat pisałam, więc nie ma chyba sensu się powtarzać – zapraszam tu.



Tak wygląda okładka piątej z pięciu płyt, na które czekam w maju. Dokładnie 19 dnia miesiąca ukaże się One More Light od Linkin Park. Żadna z płyt Linkin Park tak mnie nie ciekawiła, jak ta! Niezmiennie od lutego podoba mi się singiel Heavy, ale jednocześnie nie umiem się przekonać do dwóch pozostałych, już dostępnych w sieci piosenek.

Nie chodzi o to, że brakuje mi w tych piosenkach mocy, dawnego brzmienia, ryków Chestera. Po prostu mam wrażenie, że Panowie trochę się rozszaleli w ekscytacji nowymi gadżetami i możliwościami, przez co trochę zapomnieli o zachowaniu umiaru i wyważeniu brzmienia.

Słucham Battle Symphony, Good Goodbye i brakuje mi w tych piosenkach tego wieloletniego doświadczenia, jakie Linkin Park ma w tworzeniu muzyki. Oczywiście mimo wszystko 19 maja sięgnę po One More Light, bo może się okazać, że to wcale nie jest kiepska płyta, a Heavy to był dobry wybór na pierwszy singiel.

◊♦◊ Na zakończenie tego i tak niezbyt krótkiego tekstu chciałam powiedzieć, że wiem o premierze nowej płyty Lany Del Rey. Myślę, że posłucham Lust for Life, tak z czystej ciekawości, ale Lana tylko z pierwszą płytą umiała mnie zaciekawić. W zestawieniu moich majowych oczekiwań płytowych jej nie ma, bo jeśli przełożyłaby premierę o pół roku, nie byłoby mi żal.

Podobne Posty