Im dłużej zastanawiałam się nad tym, jak powinien wyglądać, i o czym opowiadać, tekst opublikowany w trzecią rocznicę powstania bloga, tym większe przerażenie mnie ogarniało. Dochodziłam do wniosku, że niezwykle trudno będzie mi Was w jakikolwiek sposób zaskoczyć, a jednocześnie wiem, i doskonale rozumiem, że 11 kwietnia to dla Was dzień jak każdy inny. Dla mnie w pewnym sensie też.

Gdy trzy lata temu, w noc z 10 na 11 kwietnia Medleyland.pl było już dostępne dla wszystkich, nie tylko dla wtajemniczonych, wydawało mi się, że mam plan i wiem, co chcę robić i jak chcę to robić. Nie pamiętam już, jaka miała być pierwsza data startu bloga, ale na pewno nie miało być to w kwietniu. Wydaje mi się, że miał to być początek roku. 11 kwietnia wydarzył się tylko dlatego, że nie chciałam, żeby był to 10 kwietnia, z wiadomych powodów, a około tej daty wszystko było gotowe.

Wszystko oznacza pierwsze treści i szablon, na którym przez rok funkcjonował blog, bo jak się dość szybko okazało, szablon ten nie był do końca trafiony. Dlaczego o tym wspominam? Czasami pytacie mnie o to, jak zacząć blogować, co zrobić pierwsze, czy i gdzie publikować teksty. Jest wielu blogerów, którzy tłumaczą, wyjaśniają i objaśniają, jak to jest z tym blogowaniem. Często robią z tego niesamowitą sztukę, do której trzeba przygotowywać się miesiącami, myśleć, analizować, kombinować i tworzyć biznes plan. Na szczęście są też tacy, którzy mają zbliżone zdanie do mojego.

Warto po prostu zacząć.

Wymyślić nazwę, opublikować pierwszy tekst i zobaczyć, jak będziemy się z tym faktem czuli. Na początku z samym faktem tego, że nasze zdanie, nasz tekst, jest dostępny w internecie. Jeśli poczujemy, że nie czujemy się z tym dobrze, tak tylko i wyłącznie od strony komfortu psychicznego, być może jest to znak, że nie jest to zajęcie dla nas. Oczywiście nie mówię tutaj o tym, żeby opublikować tekst z błędami merytorycznymi bądź ortograficznymi, ale z mojego doświadczenia wynika, że połowa rzeczy, które sobie założyłam, o których wydawało mi się, że mam pojęcie, została zweryfikowana, gdy ten blog już ruszył.

Rzeczywistość weryfikuje nasze wyobrażenia.

Ma to swoje plusy i minusy, czyli dokładnie tak samo, jak każda sytuacja. Z jednej strony cieszyłam się, że blog powoli się rozwija, że zaczyna go czytać coraz więcej osób. Z drugiej strony widziałam, że moje pomysły muszą ulec pewnej zmianie, bo Wy tego oczekujecie, np. muszę pamiętać, że niektóre terminy związane z muzyką bądź fakty, które dla mnie są oczywiste, dla Was nie będą, zatem zamiast pisać o nich w sposób oczywisty, muszę je wyjaśnić.

Inna sprawa, że blogosfera zmienia się w takim tempie, że trudno, żeby moje założenie z 2015 roku kropka w kropkę sprawdzało się w 2018 roku. Po trzech latach regularnego blogowania, ze świadomością tego, w czym czuję się dobrze, ale też wiedząc, do czego powinnam się przekonać, żeby sprostać Waszym wymaganiom, mogę powiedzieć, że najważniejsze to spróbować (mając w głowie zarys pomysłu), a reszta przyjdzie z czasem.

Mimo że Medleyland.pl istnieje od trzech lat, na brak treści nie narzeka, na brak czytelników w gruncie rzeczy też nie, to jednak wciąż uważam, że może być lepiej, ciekawiej. I nad tym przez kolejny blogowy rok zamierzamy pracować!

Q&A, czyli odpowiedzi na Wasze pytania

1. Gdybyś mogła przez jeden dzień towarzyszyć jakiemuś blogerowi/blogerce i obserwować jego/jej pracę, kto by to był i dlaczego?

Zoella. O Zoelli pisałam kilkakrotnie, zawsze przy okazji premiery jej nowej książki. Bardzo długo YouTube i wszystko, co się tam dzieje był mi zupełnie obcy. Wiedziałam, że ludzie nagrywają filmiki, że kręcą vlogi, ale żadnych nie oglądałam, nie wspominając już o tym, że nikogo nie oglądałam regularnie. Zoella była pierwszą YouTuberką, którą zaczęłam oglądać. Cały czas staram się śledzić, co robi, jak się rozwija jej kariera. Niedawno otworzyła duże (i ładne!) biuro, więc fajnie byłoby zobaczyć, jak wygląda jej dzień, jak rozdziela zadania dla współpracowników i w ogóle, jak wygląda dzień z życia kogoś, kto zarabia na czymś, co naprawdę zaczynało się od przygody, hobby.

2. Twój pierwszy zagraniczny koncert, na jakim byłaś?

Pierwszy zagranicznego artysty, The Subways w poznańskim klubie Eskulap. Świetne miejsce, którego już niestety nie ma. Pierwszy, na jaki pojechałam za granicę, Paramore w Czechach w 2011.

3. Skąd masz te wszystkie informacje i tyle wiesz o muzyce?

Głównie z Internetu. Wiem, nie brzmi to jak najciekawsza odpowiedź z możliwych, ale jest prawdziwa. Obserwuję, przeglądam, czytam wiele muzycznych serwisów, interesuje mnie to zarówno od strony samej muzyki, jak i sposobów dystrybucji, sprzedaży, promocji.

4. Jaki był najlepszy koncert, na jakim byłaś?

Trudno powiedzieć. Jest wiele koncertów, które bardzo dobrze wspominam i które mimo upływu lat pamiętam. Bardzo sobie cenię koncerty, na których artysta ma kontakt z publicznością, nie odgradza się niewidzialną ścianą od ludzi stojących przed sceną. Jednego najlepszego koncertu nie potrafię wymienić.

5. Często piszesz na Facebooku, że oglądasz skoki narciarskie albo piłkę nożną. Jesteś kibicem?

Jestem. Moje kibicowstwo dzielę na patriotyzm krajowy i lokalny. Jeśli Polacy grają mecz, skaczą, biegają, ścigają się, cokolwiek, to im w miarę możliwości kibicuję.

6. Czy oglądasz jakiś polski serial? Wcale o nich nie piszesz.

Tak, zawsze oglądam polskie produkcje HBO i Canal+, natomiast przypuszczam, że chodziło o taki serial emitowany na kanałach ogólnodostępnych. Tutaj jest różnie – śledzę Diagnozę na TVN, ale przyznaję szczerze, że jestem tym serialem rozczarowana. Lubię oglądać Na dobre i na złe, które ma wiele świetnych postaci, rewelacyjnych aktorów i zdarzają się naprawdę dobre odcinki. Taki to serial z niewykorzystanym potencjałem.