Za sprawą rewelacyjnej roli w filmie Tamte dni, tamte noce Timothée Chalamet zafascynował mnie aktorsko do tego stopnia, że obejrzałabym w ciemno każdy nowy film, w którym zagrał. Od piątku w kinach można oglądać kolejną bardzo udaną produkcję z jego udziałem. Film Mój piękny syn to adaptacja wspomnień Nica Sheffa i Davida Sheffa, które wydane zostały w dwóch odrębnych książkach i pokazują dwa spojrzenia na problem uzależnienia. Miałam przyjemność oglądać film na pokazie przedpremierowym, jeszcze przed okresem świątecznym.

Oprócz Chalameta wcielającego się w rolę Nica, w produkcji gra także Steve Carell, wcielający się w rolę Davida i Maura Tierney, grająca jego drugą żonę. Reżyserią zajął się Felix Van Groeningen, a jednym z producentów jest Brad Pitt. Oglądanie Carella w tak poważnej, emocjonalnej roli to przeżycie samo w sobie. Tierney z kolei niespecjalnie mnie zaskoczyła, ale umówmy się, że do twarzy jej z rolami kobiet o artystycznych duszach, które gdy trzeba trzymają bezpieczny dystans, a gdy należy walczą jak lwice za tych, których kochają. Chalamet natomiast pokazał się z zupełniej innej strony niż w Tamte dni, tamte noce.

Nie chciałabym wyrokować i nazywać go objawieniem kinematografii ostatnich kilku lat. Prawda jest taka, że wystarczy jeden nierozważny krok i zapomnimy o nim tak szybko, jak go poznaliśmy, ale grą w Mój piękny syn pokazał, że potrafi udźwignąć trudne, bardzo trudne tematy. Być w nich wiarygodny, doskonale wejść w rolę człowieka, który mimo młodego wieku zdążył dotknąć dna.

Opowieść o buncie dojrzewającego chłopaka i o ojcu, który próbuje uchronić go przed uzależnieniem – opis dystrybutora.

Ten opis dystrybutora ma jeden plus – zupełnie nie zdradza fabuły. Mam też jeden minus – opisuje fabułę nie do końca właściwie, bowiem David Sheff nie tyle próbował uchronić syna przed uzależnieniem, co go z niego wyciągnąć. Wiele powstało już filmów pokazujących osoby uzależnione, ich próbę wyjścia z nałogu lub niepowodzenia z tym związane. Co więc sprawia, że Mój piękny syn to historia opowiedziana inaczej? Być może bardziej wiarygodna, łatwiejsza do zrozumienia?

Perspektywa najbliższych. Przede wszystkim ojca to główna oś, na jakiej zbudowano opowieść. Dowiadujemy się, jak do uzależnienia ukochanego, idealnego, utalentowanego i pozornie bezproblemowego dziecka podchodzi jego ojciec. Jak on sam radzi sobie z faktem, że jego syn ma poważny nałóg, ledwo trzyma się na nogach, jak na jego oczach znika osoba, którą bezgranicznie kocha, osoba której ufa. Jego piękny syn.

Perspektywa Nica. Młodego chłopaka, z dobrego domu, choć po przejściach. Wychowanego przez inteligentnego ojca, z którym zawsze był bardzo blisko, który był jego przyjacielem i zaszczepił w nim pasję. Poznajemy na pozór normalnego chłopaka, z marzeniami i ambicjami, który zmienia się tak bardzo, że dochodzi do ściany i przestaje rozpoznawać samego siebie.

Perspektywa pięknego życia. W tym filmie wszystko jest ładne. Ładni są ludzie, ładne są krajobrazy, ładne są wnętrza, ładne są kwoty na kontach bankowych i ładna jest pozycja zawodowa ojca. Zaglądamy więc do życia idealnych ludzi, którzy mają wszystko. Film Mój piękny syn obala pewien stereotyp. Mianowicie pokazuje, że problem uzależnienia nie dotyczy jedynie tzw. trudnej młodzieży czy ludzi z rodzin patologicznych, którzy wstrzykują sobie byle co i umierają w melinach, opuszczeni przez rodzinę i zapomniani przez przyjaciół. Ten problem może dotyczyć każdego, nawet pięknego syna człowieka, który pisze dla najlepszych muzycznych magazynów na świecie.

Produkcje oparte na faktach mają to do siebie, że zawsze łatwiej przemawiają do widza. Smutno było więc patrzeć przez co przechodzą główni bohaterowie. Nie trudno było im też kibicować. Fantastycznie oglądało się Chalameta w tak dojrzałej, znów dobrze zagranej roli. Mimo to ja pozostaję jego większą fanką z filmu Tamte dni, tamte noce. O wiele łatwiej jest bowiem stworzyć taki film, jakim jest Mój piękny syn – przejmujący, smutny, dotykający tych negatywnych emocji aniżeli opowieść o dojrzewaniu, poszukiwaniu siebie i miłości bez sztuczności i zażenowania, co udało się w Tamte dni, tamte noce.

Paradoksalnie każdy z tych filmów jest potrzebny. Obala stereotypy, wpisuje się w tematy, które są współcześnie szeroko komentowane i bardzo istotne. Mój piękny syn ma pełnić rolę filmu w pewnym sensie edukacyjnego, co potwierdziła plansza zamieszczona na samym końcu. Przyznaję, że zareagowałam na nią negatywnie, bo zrozumiałam, że scenariusz (być może) specjalnie napisano w taki sposób, żeby poruszał wrażliwe struny i skłaniał do konkretnych refleksji. Nie wykluczam, że napis końcowy popsuł mi odbiór całości.

W połowie miesiąca do polskich sklepów trafią książki, na podstawie których stworzono scenariusz filmu. Mój piękny syn to książka Davida Sheffa, a Na głodzie. Moja historia walki z nałogiem to opowieść Nica. Łącznie to ponad 800 stron, więc bardzo obszerne uzupełnienie filmowej historii. Po wyjściu z kina powiedziałam, że muszę je przeczytać. Teraz, po ponad dwóch tygodniach od seansu, nie jestem już tego taka pewna.

Chyba wystarczy mi świadomość, że Nic ma się dobrze, spełnia się literacko, angażuje się w pomaganie innym, a dla popkultury przełożył swoje doświadczenia na prace nad serialem 13 Powodów.