Europejskie rozdanie nagród MTV, które jesienią odbywa się na naszym kontynencie, nie jest tak hucznie zapowiadane i intensywnie promowane, jak to, które latem ma miejsce w Stanach Zjednoczonych. Mimo że jest to jedno z największych muzycznych rozdań nagród w Europie, bo pod tym względem Stary Kontynent jest jednak mniej rozrywkowy niż Stany. Nie było więc wielkich tajemnic, zagadkowych zagadek i trzymania w niepewności. W niedzielę do Mediolanu zawitała garstka popkulturalnej śmietanki.

Kłamstwem będzie jeśli powiem, że ta garstka to wisienka na torcie, ale prawdą będzie, jeśli wspomnę, że mniejszy rozmach MTV European Music Awards sprawia, że na czerwonym wydanie nie zjawiają się tabuny celebrytów. Ciężko wypatrzeć znane, kontrowersyjne postaci i bywalców wszystkich możliwych imprez. Byłby to więc jeden z argumentów, dla których warto byłoby włączyć w niedzielę telewizor…

Dwie krople wody

Podobno nic w przyrodzie nie jest identyczne. Nie ma też więc dwóch identycznych rozdań nagród, ale istnieją spore podobieństwa między tegorocznym MTV VMA i MTV EMA. I wcale nie chodzi o zbieżność nazw, ani fakt, że obydwie imprezy odbywają się w jednym roku i łączy je podobna lista nominowanych.

Dawniej mówiło się, że VMAs są lepsze, bo przychodzi więcej znanych osób i widać przepych. Patrząc na to, co wydarzyło się wczoraj we Włoszech mam wrażenie, że MTV postanowiło zadbać o to, żeby EMAs było integralną częścią VMAs i aby nikt nie poczuł się pominięty. Oczywistym jest, że istnieje duże grono artystów, którym zwyczajnie nie opłaca się zmienianie strefy czasowej tylko po to, żeby przejść się po czerwonym dywanie. To już nie te czasy, gdy takie spacerki były warte więcej niż urocza fotka wrzucona na Instagram. Zaskoczyło mnie natomiast, że na głównej scenie wystąpili ci sami artyści, którzy latem zabawiali amerykańską publiczność.

Z singielem What Do You Mean? pojawił się Justin Bieber, ale tym razem bez płaczu szczęścia na koniec. Byli też chłopcy z Twenty One Pilots, choć nie w duecie z fikuśnym raperem, lecz sami i wykonanie Tear In My Heart wyszło im zdecydowanie lepiej niż przeróbki przygotowane na VMAs. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że powodem sukcesu jest to, że ich występ był częścią MTV Music Week, czyli koncertu, który odbywał się równolegle z galą rozdania nagród. Najwidoczniej Panowie najlepiej czują się w oparach koncertowych emocji.

Powtórkę z rozrywki zaproponowali natomiast Tori Kelly z Should’ve Been Us i Pharrell Williams z Freedom. Oczywiście to nie jest tak, że ich występy były kropka w kropkę identyczne, ale można sobie porównać te z sierpnia do tych z wczoraj. Które wypadły lepiej? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami.

Dla pozytywnej odmiany w Mediolanie zaśpiewała Ellie Goulding prezentując Love Me like You Do, Jess Glynne z dwoma utworami oraz James Bay z Hold Back the River. Rzekłabym, że show ogółem dość liryczne, ale nowości sympatyczne, więc Europa może czuć się doceniona.

Trudne wybory

Niedziela była czasem podejmowania decyzji, a te w uszach europejskich fanów brzmią inaczej niż wyroki Amerykanów. Nie trzeba długo myśleć, żeby dodać dwa do dwóch i zrozumieć, że najwięcej statuetek muszą odebrać artyści, którzy fizyczne pojawili się na gali. Strasznie głupio byłoby wręczać nagrody wirtualnie, co i tak w przypadku kilku osób było trzeba zrobić.

W ten magiczny sposób Taylor Swift została największą przegraną całej imprezy. Zdobyła zaledwie jedną główną nagrodę, za singiel Bad Blood. Największe triumfy święcił natomiast Bieber, który do domu poleci z pięcioma statuetkami. To świetny wynik, który pozwala sądzić, że walkę o pierwsze miejsce sprzedaży nowej płyty, jaką od 13 listopada będzie toczył z One Direction, jednak wygra on.

Pewnym zaskoczeniem były aż dwie statuetki dla współprowadzącego galę, Eda Sheerena, który w myśl głosów okazał się Najlepszym Artystą Live i artystą z najlepszym występem w ramach serii WorldStage. Zaskoczenie było, bo Ed miał sporą konkurencję, głównie żeńską. Nasuwało się, że statuetka powędruje do Beyonce lub Taylor, ale jak widać fani Eda mają moc, albo europejczycy zwyczajnie wyznają zasadę chwalimy swoje, nie cudze. I słusznie!

Na szczycie listy zaskoczeń postawiłabym inną osobę, Rihannę. Piosenkarka zdobyła statuetkę dla Najlepszej Piosenkarki i to w sytuacji, w której wszyscy spodziewali się nagrody dla Taylor. Pełna lista zwycięzców obejmuje też zespół Coldplay, Lanę del Rey, Nicki Minaj czy chłopców z One Direction. Słowem, krople wody nie takie same, albo jednak mocno przypominające te amerykańskie.

Spokój i opanowanie

Oglądając MTV EMA można dojść do wniosku, że Europa z dużą rezerwą spogląda na wariacje, jakie dzieją się w amerykańskim przemyśle rozrywkowym. My stawiamy na spokój, konkrety, dobrą zabawę, ale raczej unikamy kontrowersji. Nie angażujemy do prowadzenia imprezy kogoś, kto będzie świecił tyłkiem, nie nagradzamy osób, które mają polityczne zapędy i nie szukamy sensacji za kulisami.

Troszeczkę szkoda, że większość artystów występujących na scenie przejawiała oznaki problemów z odsłuchami. Szkoda też, że organizatorzy wymusili na Ellie zaśpiewanie, jakby nie patrzeć, starej i ogranej piosenki zamiast zaprezentować żywsze i bardziej entuzjastyczne On My Mind. Szkoda głównie dlatego, że jej nowy singiel jest naprawdę nowy i zasługiwał na prezentację na scenie głównej, a Love Me like You Do to takie pomachanie do zamierzchłej muzycznej przeszłości. Natomiast interesująco wyszedł duet Andrea Bocelli i Tori Kelly, mimo że ponownego Should’ve Been Us nie doceniam.

Szkoda też, że ponownie tak wielu zwycięzców nie zjawiło się osobiście na gali i nie wystąpiło. To zawsze wygląda dziwnie, gdy kluczowe statuetki wędrują do amerykańskich artystów, którzy odbierają je nagraną dużo wcześniej wiadomością video. W zasadzie połowa show to tego typu przemówienia i od lat pozostaje to niezmienione.

Kończąc pozytywnie powiem, że cieszę się, że Ed Sheeran współprowadził imprezę. Cieszę się, bo chłopak ma powody do zawodowej radości, a Europa ma powód, żeby się nim chwalić. I słusznie, że się chwali.

wykorzystane we wpisie zdjęcia pochodzą ze strony zimbio.com

Podobne Posty