Po ubiegłotygodniowych premierach piątkowych nie spodziewałam się, że ten tydzień zaowocuje taką liczbą nowych, rewelacyjnych singli! Muzyczne szorty #51 są zapowiedzią pięciu nowych płyt, które ukażą się jeszcze w tym roku. Piszę jeszcze, bo był taki czas, że koronawirus zdawał się przejmować całkowitą władzę nad światem. Kto wydał nowy singiel i zapowiada album?

Na okładce Katy Perry, ze zdjęciem z delikatnego i klimatycznego teledysku do nowego singla. Nie są to jednak takie stonowane i spokojne Muzyczne szorty, jak mogłoby sugerować to zdjęcie. Wręcz przeciwnie! Pazura dodaje nowość od The Pretty Reckless, Biffy Clyro, Gracjana Kalandyka i Lacey Sturm. A końcowe wyciszenie zapewnia Oh Wonder.

Katy Perry – Daisies

Katy Perry zajmuje szczególne miejsce w moim muzycznym serduszku. Niestety w ostatnich miesiącach nie potrafiła przekonać mnie żadnym z nowych singli. O 365 nagranym wspólnie z Zeddem już nie pamiętam, i nie wracałam do tego utworu przez ostatnie miesiące. Gdy przypomnę sobie o Never Really Over to nawet zaczynam je nucić, ale gdybym włączyła Small Talk mogłabym się poczuć tak, jakbym słuchała tej piosenki po raz pierwszy. Identycznie ma się sytuacja z Harleys in Hawaii i Never Worn White. W tym ostatnim przypadku Perry posłużyła się piosenką i ogłosiła, że spodziewa się dziecka. Ten fakt ucieszył mnie bardziej niż nowy utwór… Dziś ukazała się pierwsza oficjalna zapowiedź jej piątego studyjnego albumu. Singiel Daisies zwiastuje płytę, która ukaże się 14 sierpnia.

Jeszcze kilka miesięcy temu Katy powtarzała, że nie zamierza wydawać studyjnego albumu, woli skupić się na singlach. I rzeczywiście wydała cztery single zanim ogłosiła, że Daisies to wreszcie ten, którym chce rozpocząć pełną promocję płyty. Piosenka to efekt współpracy Katy Perry i Jona Belliona, Jacoba Kashera Hindlina, Michaela Pollacka, Jordana K. Johnsona i Stefana Johnsona i produkcja The Monsters & Strangerz.

W porównaniu do ostatnich singli ten brzmi jak piosenka, która mogłaby znaleźć się na albumie Prism, który Katy wydała w 2013 roku. To ten krążek z singlami Roar, Dark Horse i Unconditionally. Po cichu marzy mi się, żeby Katy odważyła się kiedyś wrócić do bardziej organicznego grania, ale Daisies są przykładem udanego zachowania równowagi pomiędzy brzmieniem Katy z choćby ostatnich czterech singli i albumu Witness, a popową kompozycją, która nie przytłacza samplami, beatami i elektroniką.

The Pretty Reckless – Death by Rock and Roll

The Pretty Reckless to jeden z najbardziej niedocenionych rockowych zespołów ostatnich lat. Ekipa dowodzona przez Taylor Momsen nie dba o rozgłos, zajmuje się muzyką, koncertowaniem i z każdym kolejnym albumem tworzy coraz lepsze płyty. Działają jak zespół starej daty, nie skupiają się na mediach społecznościowych i nie chcą osobowością przyćmić muzyki.

W tym roku ma się ukazać ich czwarty studyjny krążek, nad którym pracowali z Mattem Cameronem, perkusistą Pearl Jam. Album Death by Rock and Roll będzie następcą rewelacyjnego Who You Selling For z 2016 roku i promuje go singiel o tym samym tytule, który właśnie się ukazał. Jeśli lubicie rockowe granie, polubicie ten singiel! Choć czuję, że to piosenka daleka od tych najlepszych z płyty.

Bezpośrednio przed premierą utworu zespół przypomniał okładki wszystkich poprzednich płyt pytając, jak może wyglądać okładka kolejnej? Później dał fanom szansę zobaczyć okładkę, która na pewno wykorzystana jest do promocji singla Death by Rock and Roll. Motocykl i tytuł utworu mogą być nawiązaniem do przyjaciela zespołu, muzyka Kato Khandwala, który zginął w wyniku obrażeń po wypadku na motocyklu. Odniesień w utworze może być więcej, bo główną bohaterką piosenki jest Jenny, a to właśnie tak mówiono na bohaterkę Plotkary, którą grała Taylor zanim porzuciła aktorstwo dla muzyki.

Bardzo się cieszę, że The Pretty Reckless nareszcie wracają z nową muzyką. Szkoda jedynie, że koronawirus pokrzyżował ich koncertowe plany. Z niecierpliwością czekam na płytę Death by Rock and Roll i nie sądzę, że się rozczaruję. Ten zespół staje się coraz lepszy, ale to już chyba napisałam.

Biffy Clyro – Tiny Indoor Fireworks

Z każdym kolejnym singlem jestem coraz bardziej ciekawa nowej studyjnej płyty Biffy Clyro. Zespół opublikował już trzy single, w tym ten najbardziej radiowy i najmniej charakterystyczny dla ich brzmienia Instant History, a wczoraj ujawnili Tiny Indoor Fireworks. Piosenki zapowiadają album A Celebration of Endings, który podobnie jak nowa płyta Katy Perry ukaże się 14 sierpnia. Co ciekawe, utwór pojawiał się już w setlistach zespołu w 2018 roku. Była to jedna z piosenek otwierających ich koncert na festiwalu Southside. Do czego zmierzam? A do tego, że piosenka mogła powstać w trakcie komponowania piosenek na genialny soundtrack Balance, Not Symmetry.

Gracjan Kalandyk – Wilk

Gracjana Kalandyka zawsze ciągnęło do wilków. Wystarczy spojrzeć na okładkę jego debiutanckiej płyty. O albumie Dwa Słowa pisałam w 2018 roku, chwaląc i mówiąc, że to dopiero wstęp do jeszcze ciekawszych kompozycji i płyt. Wczoraj odbyła się premiera pierwszego singla zapowiadającego drugi album Gracjana. Utwór Wilk zwiastuje płytę o tym samym tytule i zdecydowanie nie rozczarowuje. Brzmieniem Wilk idealnie wpasował się w te Muzyczne szorty – obok nowości od The Pretty Reckless i Lacey Sturm. Jest z pazurem, jest chwytliwie, oby docenili to ci, którzy przegapili debiut Gracjana.

Lacey Sturm – The Decree

Pamiętacie zespół Flyleaf z Lacey na wokalu? Kilka tygodni temu wróciłam do słuchania ich albumów, właśnie z Lacey, a dziś ukazała się zapowiedź drugiego studyjnego albumu wokalistki. Zdecydowano, że pierwszą zapowiedzą będzie utwór The Decree stworzony wspólnie z Koreyem Cooperem, a drugą State of Me. Piosenki były wykonywane przez Lacey podczas ostatniej trasy koncertowej. Nie zapowiadają zmiany stylu, Sturm pozostaje wierna ostrym riffom i mocnemu wokalowi. Ten singiel przypomina mi natomiast, jak oryginalną barwę głosu posiada Lacey i jak się za nią stęskniłam. Mimo powrotu do starych płyt.

Oh Wonder – Oceansize

W Muzycznych szortach #49 pisałam o nowym projekcie Oh Wonder. Grupa ogłosiła serię premier pod szyldem Home Tapes. Wydali już cztery utwory, a dziś ukazał się kolejny, Oceansize. Słuchając wszystkich naprawdę mam wrażenie, że Josephine i Anthony zapraszają mnie do swojego domowego studia nagraniowego, pokoju muzycznego czy jakiegokolwiek pomieszczenia, w którym tworzą muzykę. Piosenki z Home Tapes nie są wybitne i znacząco odbiegające od ich brzmienia, choćby tego z albumu No One Else Can Wear Your Crown. To nadal Oh Wonder w swoim charakterystycznym brzmieniu, ale jest w tych utworach jakaś intymność, przytulność, delikatność.