Pierwsze Muzyczne szorty jesienią 2020 roku? Meldują się, obecne i gotowe umilić ten czas pełen mrocznych poranków, większej liczby ciepłych napojów i zapłakanych od deszczu okien. Powoli, niespiesznie, z nadzieją, ale też oczywistymi obawami przyglądam się temu, co może nam muzycznie zaoferować ten czas. Czy przebije lato? Pełne ciekawych premier i, przynajmniej dla mnie, niemalże cotygodniowego obcowania z nowym materiałem ulubionego artysty? Nie wiem, ale biorąc pod uwagę okoliczności ta jesień nie zapowiada się źle!

Muzyczne szorty #62 to spotkanie przede wszystkim z kobietami. Jakoś tak się złożyło, że mężczyźni wydali już płyty – The Killers, Biffy Clyro, Krzysztof Zalewski – a kobiety zaplanowały to na jesień. Zachwycam się więc Amy i Kylie, rozczarowuje nową współpracą Halsey a na koniec znów zachwycam, współpracą Lany Del Rey.

Amy Macdonald – Crazy Shade of Blue

Po ostatnich Muzycznych szortach, w których subtelnie, ale jednak, skrytykowałam najnowszy wówczas singiel Amy Macdonald czuję lekkiego kaca moralnego. Poczułam go w piątek o północy, gdy posłuchałam drugiej propozycji z albumu The Human Demands. Okazuje się bowiem, że moje marudzenie i narzekanie na singlowe propozycje ulubionych artystów zawsze, dosłownie, kończy się premierą lepszego utworu. Macdonald, na miesiąc przed premierą nowej płyty, oczarowała mnie piosenką Crazy Shade of Blue. Dziś ukazał się skromny, ale efektowny teledysk, który jeszcze podkreśla muzyczne piękno tej kompozycji.

Amy ma w katalogu wiele prawdę udanych utworów, doskonałych ballad i doskonałych szybszych piosenek, które stały się jej znakiem rozpoznawczym. Singiel The Hudson, o którym pisałam w Muzyczne szorty #61 zalicza się do tej drugiej kategorii, to mimo pewnej świeżość dość oczywista propozycja od Macdonald, w teorii dobry wybór pierwszego singla. Jednak to Crazy Shade of Blue, z rewelacyjną produkcją, zwraca większą uwagę. Być może dlatego, że wyprodukowanej w taki sposób, tak muzycznie smutnej, a zarazem nieprzesadzonej w smutku piosenki dawno w katalogu Szkotki nie było. Zakochałam się w tej propozycji i od piątku bardzo często do niej wracam, mając nadzieję, że na The Human Demands trafiło więcej tak dobrych piosenek. Tekstowo nie jest to popis talentu Amy, ale jak to mówią, nie można mieć wszystkiego!

Kylie Minogue – Magic

Kylie Minogue jest dla mnie artystką zagadką. Ma w dyskografii kilka płyt, których słuchanie zupełnie mnie nie kręci i kilka takich, które mogłabym zabrać ze sobą w podróż. Jednocześnie zawsze, bez względu na brzmienie, zachwycała mnie stylem i sposobem prezentacji singli – okładki, sesje zdjęciowe, teledyski. W listopadzie wydaje album Disco, o którym pisałam w Muzyczne szorty #58 i właśnie wydała drugą zapowiedź płyty. Pokażcie mi drugą artystkę, która zdecydowałaby się na taką okładkę singla i nie zostałaby za to skrytykowana? Okładka do najładniejszych nie należy, ale doskonale oddaje klimat singla, być może też płyty, a już na pewno czasów będących inspiracją brzmienia. Jeśli zaczynacie mnie problemy z porannym wstawaniem – jesień, dużo nowych seriali, ciemno o poranku – Kylie i Magic mogą przyjść z pomocą.

Machine Gun Kelly feat. Halsey – forget me too

Mam poczucie, że gdybym była kilka lat młodsza – tak z pięć – Machine Gun Kelly byłby jednym z moich ulubionych artystów. Choć może musiałaby być nastolatką, żeby mnie zachwycił… Tak czy inaczej jest to artysta, który tworzy muzykę, jaka kilka(naście) lat temu miałaby szansę być częstym bohaterem tekstów na blogu. Teraz sięgam po jego single tylko wtedy, gdy nagrywa je z udziałem innych znanych mi nazwisk i jestem ciekawa efektu końcowego. Ostatnio do katalogu współprac dorzucił kolejne spotkanie z Halsey, które chyba ma być jednym z kandydatów do jesiennego przeboju.

Nagrany przez nich utwór forget me too to spotkanie brzmienia popularnego za czasów świetności pop-punkowych zespołów, czyli ładnych kilkunastu lat wstecz, z głosami podbijającymi listy przebojów w ostatniej pięciolatce. I muszę przyznać, że o ile zawsze chwaliłam współprace Halsey, uważając że pozwalają jej pokazać się z innej strony i najczęściej przynoszą przeboje, których solo nie umie wykreować, o tyle forget me too jest bardzo męczące, przekrzyczane i hałaśliwe, w tym negatywnym sensie. Halsey znów dostała szansę, żeby pokazać inne oblicze swojego wokalu, ale tym razem ten machaniem nie zadziałał. A szkoda, chociaż muszę przyznać, że jest coś pocieszającego w tym, że choć raz Halsey podjęła się niezbyt udanej współpracy.

Matt Maeson feat. Lana Del Rey – Hallucinogenics

Czy Matt Maeson jest znanym muzykiem w naszym kraju? Nie wydaje mi się, żebym trafiła na liczne artykuły na jego temat, mimo że w ubiegłym roku jego singiel Hallucinogenics podbił alternatywne amerykańskie rozgłośnie radiowe. To właśnie ten przebój doczekał się nowej wersji z gościnnym udziałem artystki, która dla odmiany jest w Polsce bardzo znana – Lany Del Rey. Muzycy najpierw wykonali piosenkę podczas jednego z koncertów Lany w 2019 roku, a teraz można posłuchać studyjnej wersji, która mnie zachwyciła!

Dla mnie to jedna z dość nielicznych okazji, w których mogę się przekonać, że Lana potrafi śpiewać inaczej niż ma w zwyczaju na swoich solowych albumach. W dodatku to jest naprawdę dobra, wpadająca w ucho i melodyjna piosenka, w której te dwa głosy przyjemnie się łączą. W recenzji ostatniej studyjnej płyty Del Rey odkryłam w niej nową artystkę, tą współpracą przypomniała mi, że naprawdę czas przestać ją kojarzyć jedynie z rzewnymi, śpiewanymi w jeden i ten sam sposób utworami. Przy okazji warto posłuchać Hallucinogenics bez Lany, bo to dobra piosenka też bez towarzystwa wielkiego nazwiska w tytule.