Od  dnia, w którym obejrzałam ostatni odcinek serialu Wataha emitowanego w 2014 roku przez HBO Polska czekam sobie cierpliwie na wiadomość o kolejnej produkcji, która choć trochę odda ten mroczny, dziki i tajemniczy klimat Bieszczad. Nigdy nie byłam i chyba już nigdy nie zostanę wielką fanką gór, ale nie zmienia to jednego – lubię filmy i seriale z górami w tle. Uwielbieniem darzę też kilku polskich aktorów i tak się miło składa, że to właśnie oni zagrali w najnowszym filmie Na granicy autorstwa Wojciecha Kasperskiego.

Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia ojca i dwóch synów, którzy przyjeżdżają w Bieszczady, aby ułożyć sobie relacje po niedawnej rodzinnej tragedii. Tajemniczy nieznajomy, pojawiający się w odciętej od cywilizacji górskiej bazie, wciąga bohaterów w mroczny i niebezpieczny świat przestępczego pogranicza. Aby przetrwać, bracia będą zmuszeni do odrobienia trudnej lekcji dojrzałości.

Dużo dobrego słyszałam o tym filmie, a najwięcej pozytywnych słów zbiera sam Kasperski, którego wszyscy wychwalają za zdjęcia, ujęcia i wszystko, co jest związane z pokazywanymi obrazami. Nie wiem, czy dla człowieka, który przez pewien okres swojego zajmował się filmami dokumentalnymi taki komplement nie jest zbyt oczywisty, ale przekonuje, żeby po raz kolejny dać polskiemu filmowi szansę. Zwłaszcza, że obecnie w temacie krajowych produkcji mamy znów wysyp komedii, pseudo romantycznych. Dla zachowania równowagi dobrze będzie kupić bilet na thriller.

Dorociński, Chyra, Grabowski to druga dobra wizytówka Na granicy i dobry powód, żeby naprawdę kupić ten bilet. Czy zdecydowaliby się na udział w słabej produkcji? Chce wierzyć, że nie i że włożyli w nią wystarczająco dużo talentu, żeby nie wyjść z kina z zawiedzioną miną i zwieszoną głową.

AF