Po niezwykle obfitym początku roku, zwłaszcza lutym i marcu, kalendarz kwietniowych premier w świecie gier zapowiada się nieco skromniej. W gąszczu premier moją uwagę przykuły dwie, z czego jedna nieco na zasadzie dużego kredytu zaufania, ale za to druga to kolejna część jednego z moich ulubionych cyklów wszech czasów!

9 kwietnia – Dangerous Driving
Xbox One, Playstation 4, PC

Duchowy spadkobierca Burnouta od byłych twórców Burnouta – przynajmniej w teorii. W praktyce, gdy ogląda się materiały z gry, trudno odeprzeć wrażenie, że coś tu jednak nie gra… Może to dlatego, że za grę odpowiada nie całe byłe studio Criterion, które rozpierzchło się po całym świecie (część ludzi pracuje choćby w Playground Games odpowiedzialnym za serię Forza Horizon, część trafiła do Ghost Games, odpowiadającego za kilka ostatnich części cyklu Need for Speed), ale zaledwie mały zespół złożony z siedmiu osób, które stopniowo krok po kroku, gra po grze, chcą wrócić tam, gdzie – przynajmniej teoretycznie – skończyli. Czyli na Burnout Paradise. Dangerous Driving jednak nadal wygląda nieco zbyt budżetowo, by rywalizować nawet ze swoim ponad 10-letnim już dziadkiem. Więcej wrażeń chyba dostarczy jednak chociażby remaster Burnout Paradise

23 kwietnia – Mortal Kombat 11
Xbox One, Playstation 4, Nintendo Switch, PC

Każdy kolejny Mortal Kombat to dla mnie wielkie wydarzenie – tak samo jak każdy kolejny Doom, Wolfenstein czy choćby DiRT. To serie, które przywołują ducha lat 90-tych, umiejętnie łącząc nostalgię z nowoczesnością. Już wydany w 2008 roku, nieco niedoceniony Mortal Kombat vs. DC Universe był krokiem w dobrą stronę, ale potem przejmujące stery NetherRealm Studios wykonało naprawdę kawał dobrej roboty, przy dziewiątej części Mortal Kombat, która ukazała się w 2011 roku. Bohaterowie DC otrzymali swoją, niezależną serię, w postaci równie udanego Injustice. I tak jest do tej pory – zarówno Mortal Kombat X, jak i Injustice 2 były bardzo udanymi sequelami, i wszystko wskazuje na to, że Mortal Kombat 11 podtrzyma wysoki poziom. Nie mogę się już doczekać, by znów wykonać najsłynniejszy cios we wszystkich bijatykach – czyli szpagat Johnny’ego Cage’a. A na koniec poprawić krwistym, groteskowym, wiecznie śmieszącym fatality.

Podobne Posty