Już podczas tegorocznego E3 przekonaliśmy się, że graczy na przełomie 2018 i 2019 czekają „dwie jesienie”. Odniosłem wówczas wrażenie, że wielu wydawców, uciekając od premier takich gigantów jak Red Dead Redemption 2, celowo przesunęło premiery swoich blockbusterów na luty właśnie.

15 lutego – Crackdown 3
Xbox One, PC

Crackdown 3 to wprawdzie produkcja, która nie podlega pod powyższą regułę, jednak swoje w procesie powstawania wycierpiała. Wielokrotnie przekładana data premiery tytułu przez wiele lat dosyć skrzętnie skrywanego za zamkniętymi drzwiami sprawiła, że wielu graczy zaczynało powątpiewać, czy Crackdown 3 nie podzieli smutnego losu Scalebound. Jednak Microsoft nie mógł sobie już pozwolić na kolejną wpadkę wizerunkową i tak oto wreszcie doczekamy premiery tej obiecującej, kolorowej i mocno zwariowanej destrukcji w otwartym świecie. Mam wrażenie, że premiera tego tytułu ma szansę symbolicznie zamknąć niezbyt chlubny okres dla Microsoftu w temacie tytułów ekskluzywnych dla środowiska Xbox.

15 lutego – Far Cry: New Dawn
Xbox One, Playstation 4, PC

Nie minął jeszcze nawet rok od premiery ostatniej pełnoprawnej części cyklu, Far Cry 5, a tu Ubisoft już upichcił nową potrawę dla lubujących się w beztroskiej pierwszoosobowej rozwałce w otwartym świecie. Tym razem mamy do czynienia ze swego rodzaju spin-offem, trochę na modłę Far Cry Primal, a więc czymś więcej niż samodzielnym dodatkiem, ale też czymś mniej niż pełnoprawną odsłoną cyklu, którą można oznaczyć kolejnym numerkiem serii. Fabularnie będziemy mieli do czynienia z kontynuacją wątków z Far Cry 5, a świat który zastaniemy 17 lat po wydarzeniach z poprzedniej gry zmienił się dramatycznie, bowiem targnęła nim wojna nuklearna. Stąd kojarzony przez niektórych, zapewne za sprawą nadchodzącego RAGE 2, z takimi klimatami nadmiar koloru różowego w kolorystyce gry. Pomysł trochę dziwny, a na pewno mało oryginalny – taki zlepek kilku elementów, które wydają się być w tej chwili zgodne z trendami, a przecież Far Cry to seria, która niegdyś owe trendy wyznaczała.

15 lutego – Metro Exodus
Xbox One, Playstation 4, PC

Nowa gra z cyklu Metro była jedną z najjaśniejszych gwiazd tegorocznego E3 i niewątpliwie jest jedną z największych premier tegorocznej zimy. W trzeciej części zapuszczone tory moskiewskiego metra zamienimy na naziemne tory kolejowe, chociaż terenem zmagań wciąż będzie zrujnowany po wojnie nuklearnej świat. Metro Exodus to technologiczny majstersztyk – jest jedną z pierwszych gier, za pomocą której dokonuje się prezentacji technologii ray tracing. Ale nawet bez niej wyglądać będzie obłędnie i z pewnością wyciśnie wszystkie soki z konsol obecnej generacji. Wyjątkowo apetycznie zapowiadają się wzbogacone wersje na Xbox One X i Playstation 4 Pro – ciekaw jestem jak wypadną na tle znakomitego Red Dead Redemption 2.

26 lutego – DiRT Rally 2.0
Xbox One, Playstation 4, PC

Codemasters nie zwalnia tempa, mimo rozstania się z ekipą byłego Evolution Studios, odpowiedzialnego za wydanego pod skrzydłami „Mistrzów Kodu”, umiarkowanie entuzjastycznie przyjętego Onrush. Szkoda tym większa, że przy umiejętnym przekierowaniu spektakularnych umiejętności ludzi z Evolution, mielibyśmy najlepszą grę rajdową topową także pod względem technologicznym. Tymczasem czeka nas doświadczenie mało przyjemne dla oka, bo z pierwszych materiałów wynika, że jakimś cudem grafika (zwłaszcza oświetlenie) wygląda gorzej niż w ostatnim DiRT 4, a może nawet i w pierwszym DiRT Rally. Trzeba będzie więc zacisnąć zęby i przymknąć oczy (dosłownie), bo pod względem fizyki jazdy gra z pewnością po raz kolejny pozostanie bezkonkurencyjna.

26 lutego – Trials Rising
Xbox One, Playstation 4, Nintendo Switch, PC

Jest też w lutym coś dla fanów pojazdów jednośladowych. Trials to seria, która nie próbuje wynaleźć koła od nowa. I bardzo dobrze, bo oryginalna, prosta, acz perfekcyjnie zrealizowana koncepcja pozostaje osobliwie rajcująca. Potrzebujemy tylko jeszcze więcej wykręconych, spektakularnych tras, wybuchów, skoków, wiewiórek i zwariowanego, czarnego humoru. Wszystko wskazuje na to, że Trials Rising dostarczy nam to wszystko z nawiązką. Futurystyczne scenerie zastąpią bardziej swojskie klimaty a’la „W 80 dni dookoła świata”, a jedyną nutkę niepokoju podczas beta testów wzbudził we mnie nieco zbyt uproszczony względem poprzedników model jazdy, co powodowało że jak na swoje standardy nowe Trials wydawało się nieco zbyt łatwe. Ale może w pełnej wersji wszystko wróci do normy. Mam taką nadzieję, bo właśnie z opanowania tych brutalnych reguł rodziła się podczas grania niebywała satysfakcja.