Gdy siadałem do pisania tekstu, nie byłem w stanie przywołać w pamięci ani jednej gry, której majowej premiery wyczekuję. Zabrałem się więc za przeglądanie kalendarza premier z lekkim niepokojem, że nie znajdę nic, co naprawdę mnie ekscytuje, i że będę musiał wypełnić tekst „na siłę”. Na szczęście, owe obawy okazały się całkowicie bezpodstawne.

14 maja – Ion Fury
Xbox One, Playstation 4, Nintendo Switch

Obok Doom Eternal, to najbardziej wyczekiwana przeze mnie pierwszoosobowa strzelanina tego roku. Na PC ukazała się już w zeszłym roku, ale oczekiwanie na wersje konsole zakończy się w połowie maja. To pierwsza od dawien dawna gra oparta na „pradawnym” silniku Build, w dodatku firmowana przez 3D Realms. Cieszy mnie ta premiera, bowiem wydane w drugiej połowie lat 90-tych strzelaniny oparte właśnie na tym silniku – Blood, Duke Nukem 3D i Shadow Warrior zajmują szczególne miejsce w moim cybernetycznym sercu. Blood to w ogóle w mojej ocenie jedna z najlepszych gier wszech czasów. Ion Fury, zdaniem wielu, to prawdziwy duchowy spadkobierca tych tytułów – nie mogę się zatem doczekać, by położyć na nim moje konsolowe dłonie.

26 maja – Minecraft Dungeons
Xbox One, Playstation 4, Nintendo Switch, PC

Sukces Minecrafta jest dla mnie jedną z największych zagadek współczesnego świata, natomiast to, co się dzieje z serią obecnie, dodatkowo umacnia zadziwienie. Minecraft jako jedno z dem technologicznych raytracingu? Minecraft Dungeons jako spin-off w stylu dungeon crawlera? Niech im będzie. Jeśli to pomoże utrzymać budżety Microsoftu na wysokim poziomie, dzięki czemu zyska Xbox i marki takie jak Forza, to jakoś przełknę tę pigułę niezrozumienia. Zresztą, nie zawsze trzeba wszystko rozumieć – wystarczy, że płyną z danej niezrozumiałej sytuacji korzyści.

28 maja – Shantae and the Seven Sirens
Xbox One, Playstation 4, Nintendo Switch, PC

Gdzieś tam kiedyś czytałem, że powstaje piąta część kultowej platformówki Shantae, ale nie miałem pojęcia, że jej premiera tak blisko. Poprzednie dwie części – Shantae and the Pirate’s Curse i Shantae: Half-Genie Hero ograłem z najwyższą przyjemnością na obecnej generacji i w zalewie retro-platformówek tę serię uważam za najlepiej oddającą ducha dawnych, 16-bitowych produkcji. Najbardziej podobała mi się ta pierwsza z wymienionych, ze względu na doskonały dwuwymiarowy pixel-art, ale oparta na silniku DuckTales Remastered następczyni także dawała radę. Shantae and the Seven Sirens jest czymś pomiędzy – wraca do pełnego dwuwymiaru, ale w rysowanej, nie pikselowej formie. Wygląda to nieco mniej inspirująco, ale z ostateczną oceną wstrzymam się do czasu premiery.