Zanim 2018 rozkręci się na dobre chcę powspominać koncerty, na jakich byłam w 2017 roku. Miniony rok kalendarzowy upłynął mi pod znakiem Amy Macdonald, o czym wspominałam już tyle razy, że wyszłam na jej największą fankę w Polsce… Amy faktycznie zdominowała mój koncertowy rok, ale najlepsze koncerty 2017, na jakich byłam to nie tylko te zagrane przez Amy.

Ze wszystkich koncertów pojawiły się na blogu relacje, więc bez zbędnego powtórnego opisywania każdego koncertu po kolei stworzyłam coś na wzór małego zestawienia. Celowo nie przydzielałam koncertom miejsc w skali od jeden do pięć. Przyznam szczerze, że trochę trudno jest mi robić to w przypadku jednak dość różnych muzycznych doświadczeń. Chcę po prostu powspominać 2017 i dać Wam znać na koncerty, jakich artystów moim zdaniem (z doświadczenia!) warto kupić bilet i przeżyć to na własnej skórze.

Nie wiem, czy określenie najlepsze koncerty jest trafne, bo na żaden z koncertów nie poszłam pod przymusem i żadnego nie wspominam źle. Po prostu są koncerty lepsze i gorsze. Na czym ta lepszość bądź gorszość polega do końca nie wiem. To pewnie to magiczne coś, czego nie da się wyrazić słowami. To magiczne coś, co po prostu się czuje, pamięta i wspomina choć nie ma się bladego pojęcia, jak ubrać to w słowa.

Now Now – Omeara, Londyn

To był jeden z tych koncertów, które pamięta się do końca życia. Za klimat, za atmosferę, za profesjonalizm, za przywołanie wspomnień sprzed lat i za wszystkie szczerze uśmiechnięte twarze. Wiem, że Now, Now niezwykle trudno dorwać koncertowo w Europie, ale liczę, że z premierą nowej płyty stanie się to łatwiejsze.

Wszyscy brzmieli rewelacyjnie, byli pewni siebie, komfortowo czuli się na scenie i w dodatku mieli opanowane różne choreografie, wspólne tańce i zaczepki. Było w tym mnóstwo uroku, radości, a przed moimi oczami pojawiło się  Now, Now na dużo wyższym poziomie niż pamiętałam ich z dwóch koncertów z 2012 roku.

Amy Macdonald – Poznań i Londyn x2

Myślę, że tak intensywnego roku z Amy Macdonald nie przeżyję jeszcze długo, o ile w ogóle jeszcze kiedyś. Amy to z jednej strony bardzo doceniana w Europie wokalistka, która ma dla kogo grać i świetnie radzi sobie koncertowo. Z drugiej strony, będąc po tych trzech koncertach, mam nieodparte wrażenie, że jest bardzo niedoceniana na świecie, a nawet w Europie, która mogłaby ją pokochać bardziej. Za talent, za charyzmę, za wdzięk, za brzmienie, za głos…

Tak, po trzech koncertach w tym roku wciąż nie uważam, żebym poczuła przesyt, miała dość i ochotę rzucić muzykę Amy w kąt. Chociaż prawda jest taka, że na co dzień rzadko słucham jej płyt. Najprawdopodobniej dlatego, że nie potrafię odnaleźć w nich tej koncertowej energii i atmosfery, więc wolę żyć wspomnieniami i odtwarzać piosenki w głowie.

Paramore – Londyn i Hradec Kralove

Starzy znajomi wrócili do Europy, więc wypadało się spotkać i sprawdzić, jak się miewają. A miewają się dobrze, nawet bardzo dobrze. Wciąż im się chce, wciąż mają w sobie dużo pasji. Hayley i Taylorowi bardzo dobrze zrobił powrót Zaca, ale też zmiana składu koncertowego zespołu na nowych muzyków blisko związanych z Zaciem. Myślę, że poczuli, że angażując Zaca (i jego przyjaciół) dają mu poczucie, że naprawdę jest częścią zespołu, w którym nie grał przez sześć lat. Jeśli dobrze pójdzie w 2018 roku też się koncertowo spotkamy, ale zimową trasę, którą zaczynają jutro, ja spędzam we własnym domu. Dlaczego? O tym pisałam tutaj.

Wszystkie piosenki, poza Forgiveness, które jest najzwyczajniej w świecie piosenką bardzo monotonną, świetnie prezentują się na koncertach. Nie kłócą się z That’s What You Get, Misery Business, czy Brick By Boring Brick. Naprawdę, chociaż wiem, że wiele osób uważa, że nowe brzmienie ze starym nie może iść w parze. Może warto przypomnieć, że z muzyki na żywo wychodzi inna energia niż z muzyki na płycie, w głośnikach?

Krzysztof Zalewski – Poznań x2

Ucieszyłam się, że rok 2017 był dla Krzysztofa łaskawy. Co prawda odpuściłam jesienną odsłonę trasy koncertowej promującej album Złoto, ale zrobiłam to w pełni świadomie nie chcąc przesycić się jego muzyką. W tym roku rusza w Polskę z własnymi interpretacjami piosenek Czesława Niemena. Oczywiście na koncert bardzo chętnie bym się wybrała, bo Zalewski raczej tej trasy nie zniszczy, ale nie do końca oswoiłam się z tym, że zdecydował się w ogóle wydać ten album. Może kiedyś opowiem o tym szerzej.

Nie wiem, czy dla Was to ma znaczenie, ale ja uwielbiam iść na koncert i przekonać się, że to, co wydano na płycie nie jest dalekie od tego, jak muzyka brzmi na żywo. Jest od albumowej wersji lepsze, albo się z nią pokrywa. Sprawia mi to ogromną przyjemność!

Green Day – Praga

Chciałabym napisać, że Green Day jest jak wino, ale w przypadku Billiego to chyba nie byłoby najtrafniejsze porównanie. Prawda jest natomiast taka, że Green Day na żywo wciąż wypada rewelacyjnie, a przecież nawet do 30-latków jest im już dalej niż bliżej. Żal będzie, jak któregoś dnia ta energia się skończy. A niestety to jest tylko kwestią czasu…

Green Day zagrał dwadzieścia-dziewięć piosenek. Na scenie spędził dwie i pół godziny. Przed nimi zagrali The Interrupters, którzy przejdą w mojej pamięci do historii, jako zespół komiczny, grający non stop to samo, tworzący śmieszne dźwięki wyrwane, z jakiejś kreskówki albo kabaretu. O wiele lepszy był Różowy Królik, który jak już wiecie, jest dla mnie jednym z ważniejszych elementów koncertu i gdyby się nie pojawił to naprawdę byłabym zawiedziona.

Relacje ze wszystkich koncertów, na jakie wybrałam się w 2017 roku, wliczając Spring Break i Męskie Granie, można bez ograniczeń czytać tutaj. Jakie mam plany na 2018? Na razie niby małe, niby duże. Ilościowo jest biednie, bo tylko na trzy koncerty wybiorę się na pewno, ale jakościowo… Pod tym względem jest wprost wybornie. Będzie koncert zespołu Metallica, będzie Katy Perry i będzie Within Temptation. Na upartego, gdyby na tym miało się skończyć, w co bardzo wątpię, to i tak byłabym zadowolona.