W noc z niedzieli na poniedziałek odbyła się coroczna impreza MTV Video Music Awards. Okres, w którym byłam gotowa zarwać noc czekając na to wydarzenie w moim przypadku nie trwał długo. W tym roku też nie zamierzałam podpierać oczu zapałkami czekając na fajerwerki, bo doświadczenie ostatnich lat pokazało mi, że wystarczy zobaczyć pierwsze trzy minuty, żeby wiedzieć, że dalej już nic ciekawszego się nie wydarzy.

Dla zachowania równowagi, niewypadnięcia z obiegu i trzymania ręki na plusie zawsze oglądam, tak do porannej herbatki, wszystkie występy. Także pomimo niezarwanej nocki wiem już, kto zmarnował dobrą szansę na lokalną promocję, a kto dał radę.

Britney Spears i G-Eazy

Powiedzmy sobie jasno, że w tym roku oglądalność VMAs, która nawiasem mówiąc jest śmiesznie niska już od kilku lat, została podkręcona przez Britney Spears. Nie ma większego znaczenia, co Britney zrobi, jak dobrą bądź jak kiepską płytę wyda, ludzie i tak uwielbiają komentować każdy jej krok. Z występem na VMAs nie mogło być przecież inaczej. To jak tam poszło?

Denerwuje mnie czytanie: Britney znów śpiewała z playbacku. Poważnie, ktoś oczekiwał, że stanie za mikrofonem niczym Kasia Nosowska i odśpiewa każde słowo na żywo? Przypuszczam, że i w takiej sytuacji poleciałyby gromy, że nie zatańczyła. Jasne, mogli zasugerować jej nagranie wokali w studiu, tak jak zrobiła to Beyonce, wtedy całość wypadłaby wiarygodnej, ale umówmy się – od Britney oczekuje się seksownych ruchów ciałem, a nie strunami głosowymi.

Z pewnością nie był to najbardziej olśniewający występ w historii VMAs, ale w moich oczach się nie skompromitowała. Dla tych, którzy uwielbiają Britney, był to występ pokazujący, że jednak nadal ma w sobie to coś, i przy odrobinie większej wiary w siebie, mogłaby rozwalić każdą scenę. A G-Eazy to był taki dobry back-up dodający Britney ciut tej pewności, ale ona nadal potrzebuje jej więcej.

The Chainsmokers i Halsey

Publikując Muzyczne Szorty wspominałam, że singiel Closer stanie się hitem. Nastąpiło to w zawrotnym tempie, dając Halsey pierwsze w karierze miejsce na szczycie zestawienia Billboard Hot 100. Równocześnie wrzucając ją do worka z tymi wszystkimi piosenkarkami, które solo nie są w stanie zawojować list przebojów, – nawet pomimo dużego zainteresowania mediów, fanów i wyprzedawania sal koncertowych – a w duecie wychodzi im to rewelacyjnie.

W tym roku czekałam właśnie na ten występ, licząc chyba na to, że to będzie fantastyczny pokaz muzycznego talentu muzyków, którzy tak trochę znikąd weszli na to pierwsze miejsce. Muzyczny talent zdecydowanie pokazała Halsey, Pan Wokalista chyba miał wielką tremę. Całość wyszła słodko, może miało być zadziornie, ale wyszło słodko. Oglądając ten występ zdałam sobie sprawę, że to jest rewelacyjna piosenka na początek szkoły…

Rihanna

Zgarnąć Video Vanguard Award w tak młodym wieku to zaszczyt, ale też mały sygnał, że można powoli schodzić ze sceny. Rihannie nagroda się należała, bo się dziewczyna w muzycznym życiu już zdążyła porządnie napracować. A zdobycie takiej nagrody trzeba przecież jakoś przypieczętować. Najlepiej dobrym występem, albo czterema.

W tym roku VMAs należało do Rihanny i Beyonce. Ta druga zgarnęła najwięcej statuetek, ta pierwsza dała najlepsze show. Dla mnie najlepszym medleyem był ten ostatni, wykonanie Stay, Diamonds i Love on the Brain. Idealny występ do pokazania wszystkim tym, którzy uparcie twierdzą, że muzyka popularna to tylko efekty nałożone na mikrofon, goła pupa i brak talentu przykryty makijażem. Podeślijcie link wszystkim znajomym!

Beyoncé

Tak, jak Britney można było zarzucić brak zadbania o szczegóły, tak u Beyoncé widać, że siedziano i główkowano, jak tu zrobić show. Światła, narracja, tancerze, stroje… Było wszystko to, za co fani kochają MTV Video Music Awards, a popkultura Beyoncé. Inna sprawa, że całość była ryzykowna, bo 15-minutowy występ musi być przygotowany tak dobrze, żeby wciągał, a nie męczył.

Mnie trochę zmęczył, bo nie jestem największą fanką Beyoncé i jej muzyki, ale potrafię zrozumieć, że to jest właśnie takie show, jakie chcą oglądać jej zwolennicy. Bey wybacza się wszystko. Uwielbia się ją też za wszystko, a ten występ już wpisano na listę jednych z lepszych w historii VMAs.