Ilu masz przyjaciół na Facebooku? Dużo? Bardzo dużo? Ja mam nieco ponad 100. Mniej niż 150. Dobieram ich rozważnie, akceptuję zaproszenia tylko od tych, których znam osobiście, tych z którymi chce mieć kontakt albo osób, z którymi znam się bliżej z internetowego życia. Głównie stron fanowskich.

Całkiem niedawno „odfrendowałam” kilku przyjaciół, z którymi nie miałam kontaktu przez lata i nie sądzę, żebym kiedykolwiek go odnowiła. Z tej magicznej setki tylko garstkę ludzi obserwuje, i co dla mnie najważniejsze, tylko informacje zamieszczane na fejsbukowej ścianie przez te osoby pokazują się na mojej. I to wcale nie dlatego, że taki realnych, rzeczywistych przyjaciół mam garść. Zupełnie nie o to chodzi.

Niektórzy z nas, z nas ludzi, są zwyczajnie nieznośni w internecie. Nie uwierzę, że nie trafiliście u siebie na przyjaciela (tego facebookowego), który publikował treści żenujące, albo cokolwiek, czego Wy byście za nic w świecie nie pokazali u siebie.

Chcesz zostać moim przyjacielem na Fejsie? Okej, tylko miej na uwadze moją listę zachowań, które sprawiają, że nigdy nie będę śledzić tego, co tam wypisujesz i publikujesz. Jeden wyskok i nie będę zerkała w Twoje fejsbukowe życie.

1. Zdjęcia pająków i wszelkiego robactwa

No nie lubię i już. Mam jedną znajomą, taka sympatyczna Filipinka, z którą kiedyś coś tam razem robiłyśmy. Dla niej gigantycznych rozmiarów pająk na drzwiach, oknach, ścianie to atrakcja na miarę naszej polskiej muchy wlatującej do domu. Z tą różnicą, że pająki występują w większej różnorodności, więc ona chętniej je fotografuje niż my fotografujemy pospolite muchy.

Wrzucała te zdjęcia na wszystkie swoje profile społecznościowe. Azjaci chyba byli zadowoleni, ale ja nie mogłam na to patrzeć. Dałam „od-obserwuj.” Mimo że Irene bardzo lubię, a w dodatku zdarzało jej się wrzucać zdjęcia przepięknych widoków i krajobrazów.

2. Atak świeżo upieczonych rodziców

Lubię dzieci. Naprawdę je lubię, mogę się z nimi bawić, uczyć je. Ale wszystko ma swoje granice i rodzicielska radość z wydania na świat zdrowego, szczęśliwego bobaska też. Ja nie wiem, czy bym chciała, żeby moi rodzice tak skrupulatnie wrzucali do sieci moje zdjęcia na nocniku albo pokazywali mnie, jak ślicznie zjadłam zupkę wylewając jej sporą część na siebie. To nie zawsze jest takie słodkie i urocze, jak może się wydawać.

Ciekawe, co się później opowiada na spotkaniach rodzinnych lub z przyjaciółmi, gdy wszyscy są bardzo na bieżąco z rozwojem takiego dzieciaczka. Męczą mnie takie fotki. Ale dla odmiany muszę Wam powiedzieć, że jest kilka kont na Instagramie, które śledzę tylko ze względu na fantastyczne zdjęcia dzieci! Czyli da się nie robić dziecku wstydu.

3. Ścianka z wakacji

Wakacje pod gruszą, wakacje pod palmą, wakacje z browarkiem w ogródku, wakacje na raka. Kto z nas nie widział na profilach znajomych, jakiś żenujących zdjęć z wakacji? Takich, których nikt nie powinien oglądać, a funkcję „skasuj” i aparaty cyfrowe wymyślono właśnie z myślą o takich nieszczęśliwych zdjęciach?

Ścianka szczęścia z wakacji to jest drugi, zaraz po robactwie, znak, że trzeba „od-obserwować” przyjaciela. Sytuację ratują tylko ci, którzy mają wyczucie smaku, gustu i stylu.

4. Pseudo politolog

Od życia politycznego ciężko jest uciec, zdaję sobie z tego sprawę, ale facebookowe wywody na ten temat nigdy nie kończą się dobrze. Z małego, niepozornego wpisu zaraz robi się ogromna burza, bo okazuje się, że przyjaciel ze szkolnej ławy, którego się 20 lat na oczy nie widziało, a na ulicy by się go nawet nie poznało, ma zdanie odmienne. Oj i to jak bardzo inne od naszego!

Nie. Nie dla polityki na tablicach ludzi, których często denerwuje własna niewiedza. To tak samo niestrawne, jak polityka do rodzinnego obiadu.

5. Ściana spamu

Czasami udostępnianie na swojej tablicy postów napisanych przez innych jest bardzo fajną formą poinformowania, o jakimś ważnym wydarzeniu, o zbiórce pieniędzy dla kogoś, kogo się zna albo na jakiś cel, który jest nam bliski. Wiadomo, jest to też forma reklamy i promocji, ale nigdy nie zrozumiem fenomenu ścian wypełnionych czyimiś memami, czyimiś złotymi myślami i w ogóle treściami, które nijak ze sobą nie współgrają. I nawet do tego naszego przyjaciela nie pasują.

Nie widzę powodu, dla którego miałabym przeglądać takie treści na tablicach znajomych, więc zwyczajnie robię „od-obserwuj” i oszczędzam czas.

W całej tej liście właściwie o oszczędność chodzi – czasu, nerwów, niepotrzebnych informacji, które zaprzątają nam głowę. A gdy już naprawdę chce się sprawdzić, czy nielubiana koleżanka z podstawówki jest wciąż atrakcyjna, albo czy najprzystojniejszy chłopak z liceum przypadkiem nie utył i przypadkiem nie mieszka w pobliżu, zawsze można wejść na chwilę na ich tablice i pomarnować czas. A później wyjść, zapomnieć i codziennie tych tablic nie oglądać.