Rzadko piszę o grach na konsole. To zdecydowanie rola Kota, który opisuje, w co warto zagrać, w co sam zagrał i co poleca. Możesz więc potraktować ten tekst, jako wyjątkową publikację, bo podobna pewnie jeszcze długo nie pojawi na blogu. Poczułam jednak, że to dobry moment, żeby opowiedzieć o grach, do których chętnie wracam oraz o tych, w które świetnie gra się w duecie, bo mimo że kilka razy w miesiącu publikujemy teksty dotyczące gier, jeszcze nigdy nie powiedziałam, jakie gry polecam.

Być może dzięki tej publikacji rozwieję trochę wątpliwości i obalę stereotyp, że gry na konsole to zabawa dla chłopców, a jedyne gry, jakie istnieją to samochodówki i strzelanki. Jak mawia pewien twórca internetowy, nic bardziej mylnego!

Krótka historia, czyli od kiedy gram?

Odkąd pamiętam, ale za dzieciaka nie byłam szczególnie wybitnym gamerem, który godziny spędzał przed monitorem. Pamiętam, że miałam taką grę, w której żyło się w Starożytnym Rzymie i np. budowało kanalizację dla cesarza. Miałam też gry przygodowe, np. taką, w której pomagało się śmiesznemu stworkowi zdobywać kolejne plansze. Grałam też oczywiście w The Sims i w grę na podstawie przygód Harry’ego Pottera, która potwornie długo się ładowała, ale była fantastycznie zrobiona. Można było czarować, zbierało się czekoladowe żaby… Oprócz tego miałam gry edukacyjne i takie klasyczne gry, w których łączyło się elementy w pary albo odpowiednimi kolorami.

X co? Czyli od kiedy gram na Xboxie?

Na Xboxie zaczęłam grać w liceum i od razu zakochałam się w samochodówkach. W sumie nie wiem dlaczego, ale właśnie tak było. Pamiętam, ile frajdy sprawiało mi jeżdżenie w PGR, jak w jeden dzień zrobiłam prawie wszystkie levele w Split/Second… To było życie! Łóżko, pad w ręce i cały dzień relaksu!

Od dwóch, może trzech lat jestem niedzielnym graczem. Gram w trzech sytuacjach – gdy mam naprawdę dużo wolnego czasu, gdy mam z kim pograć lub kiedy ukazuje się gra, w którą bardzo chcę zagrać. Ten trzeci przypadek nastąpi we wrześniu, gdy ukaże się kolejna część przygód Lary Croft. Już zaczęłam zbierać zapasy jedzenia, żeby przez tydzień nie musieć wychodzić z domu – tylko grać, spać, grać, spać i ewentualnie chodzić do toalety. O nowych przygodach Lary wspominałam w Monthly na marzec.

Gry to dużo więcej niż banalne pif-paf

Gdy już opanowałam samochodówki i zaczęło mi się nudzić jeżdżenie, postanowiłam poznawać inne gry. I wtedy okazało się, że gry nie są tylko dla chłopców. Ba! Okazało się nawet, że gry to nie tylko samochodówki i strzelanki, ale też bardziej, a nawet czasami bardzo, skomplikowane gry. Takie, w których trzeba przewidywać i kombinować, analizować i które czasem wkurzają swoją trudnością.

Wtedy nie byłam świadoma, że nawet gry stworzone z myślą o dzieciach potrafią być niewyobrażalnie trudne. Ale o tym może opowiem przy innej okazji. Wypiszę wtedy wszystkie koszmarnie trudne gry, które chociaż są świetne, przez swoją trudność stają się męczące. Teraz skupmy się na grach, które chciałam Ci pokazać jako idealny przykład na to, że 1) gry nie są tylko dla chłopców, 2) gry to nie tylko samochodówki, 3) gry to nie tylko głupie strzelanki.

Burnout Crash!

W pewnym sensie jest to samochodówka, ale nie taka, w której chodzi o to, żeby dojechać na mety na pierwszym miejscu. Tutaj trzeba zrobić jak największy korek! Zderzyć ze sobą jak najwięcej aut, przy użyciu swojego pojazdu, a ostatecznie w jak największym stopniu zniszczyć wszystko, co znajduje się na planszy. To zdecydowanie jedna z moich ukochanych gier! Niestety, nad czym ubolewam, a łzy zaraz napłyną mi do oczu, nie ma jej ja Xboxa One. Dlaczego?! To jak zabrać dziecku najpyszniejsze lody świata…

Ilomilo

Nie jest to łatwa gra i zastanawiałam się, czy powinnam o niej pisać. Uznałam jednak, że jest tak wspaniała, że nie mogę jej pominąć, ale lojalnie uprzedzę, że nie jest najłatwiejsza. Cechuje ją magiczny świat, połączenie pewnej melancholii i romantyzmu. Jest to też idealna gra do wspólnego spędzania czasu!

Wcielamy się w postać Ilo lub Milo, którzy znaleźli się na dwóch różnych końcach levelu i trzeba im pomóc się spotkać. Poprzestawiać klocki w taki sposób, aby mogli się na końcu znaleźć obok siebie i przytulić. Gra oprawiona jest fantastyczną muzyką i ma jedno z najcudowniejszych zakończeń, jakie kiedykolwiek widziałam w grze. Nie będę zdradzać jakie, ale twórcy do końca zachowali klimat.

Overcooked

Tę grę możecie kojarzyć z Monthly na wrzesień. Z pozoru jest to banalna, dziecinna i zwyczajna gra, w której chodzi o to, żeby mieszcząc się w określonym czasie przygotowywać posiłki. Liczy się koordynacja, spryt i dobre przemyślenie kolejnego ruchu. Niesamowicie wciąga! Świetna gra do grania w duecie, zwłaszcza, jeśli lubi się rywalizować o zdobyte punkty.

Lovers in a Dangerous Spacetime

Moja druga, po Overcooked ulubiona gra do grania w parze, w którą grałam w 2017 roku. Już sam tytuł wskazuje na jej pewną infantylność, ale za kolorowymi planszami i misją uratowania uwięzionych zwierzątek ponownie kryje się praca zespołowa, obmyślanie najlepszej strategii i współpraca. Często gramy z Kotem wspólnie w gry, w których walczymy z umięśnionymi, spoconymi facetami, z obślizgłymi i kosmicznie wyglądającymi kreaturami, ale prędzej czy później wyszukujemy gry, które czymś nas urzekną. Pomysłem na fabułę, postaciami, wykreowanym światem… Lovers in a Dangerous Spacetime to jedna z takich gier.

Zoo Tycoon

Miałam zacząć grać w Zoo Tycoon w ubiegłym roku, ale nie znalazłam na to czasu. Zaczęłam bardzo niedawno temu i szczerze mówiąc jestem bliżej początku niż środka, ale bez wątpienia jest to dobry przykład na grę potwierdzającą tytuł tego tekstu, czyli nie tylko samochodówki i nie tylko głupie strzelanki stworzono dla graczy! W Zoo Tycoon możecie nakarmić słonia, żyrafę, zbudować im schronienie i dać zabawki. Wiem, to brzmi jak najbardziej infantylna gra na tej planecie, zajęcie wprost wymarzone dla małych dzieci, które na widok słonia piszczą z radości.

Ale jednocześnie pomysł na tę grę jest tak bardzo zbliżony do tego, co miliardy ludzi urzeka w The Sims, że nie ma opcji, żeby się nie podobało. Ze wszystkich wymienionych przeze mnie gier ta jest zdecydowanie najluźniejsza, najmniej wymagająca, a przez to bardzo relaksująca i odprężająca. I ja, jakby powiedział Dawid Podsiadło reklamujący pewien bank, to szanuję.

Gry na konsole, na PC z resztą też, to nie tylko samochodówki i głupie strzelanki. To pełen wachlarz możliwości, oferta jest tak bogata, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Nie daj się więc nabrać na to dziwne przekonanie, że grać można tylko w zabijanie albo rozbijanie się samochodami po fikcyjnych miastach. Nic bardziej mylnego!