Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie zrezygnować z subskrypcji Xbox Game Pass. Bynajmniej nie dlatego, że zawartość abonamentu mnie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie – każdego miesiąca do katalogu gier dodawane są kolejny znakomite tytuły, a ja nie mam pojęcia, skąd wziąć czas na ich ogranie.

Oferta Games with Gold na wrzesień jest może trochę mało ekscytująca, ale Games Pass nadrabia i to z nawiązką. Już w sierpniu było nieźle, a do pierwotnego zestawu (z wybornym Hitmanem na czele), tuż po QuakeConie dodano nie mniej wybornego współczesnego Dooma (jedną z naszych gier roku 2016) i całkiem niezłe Rage z Xboksa 360 (zapowiedź dwójki także wywołała we mnie szczery entuzjazm). Nie zdążyłem jeszcze ograć każdej misji w Hitmanie na wszystkie możliwe sposoby, a tu już za kilka dni czekać będzie kolejnych 10 tytułów (a tak naprawdę, to 13). Kilka spośród nich to pozycje obowiązkowe, pozostałe to takie gry, którym chciało się dać szansę, ale zawsze było coś ważniejszego do ogrania.

Do pierwszej grupy niewątpliwie zalicza się największa gwiazda wrześniowego zestawu, czyli Halo: The Master Chief Collection. Tytułu chyba nie trzeba przedstawiać żadnemu posiadaczowi Xboksa. Halo to najbardziej flagowa seria Microsoftu spośród wszystkich flagowych serii Microsoftu. Ta kolekcja zawiera cztery pierwsze odsłony, w tym Halo: Combat Evolved i Halo 2: Anniversary w wersjach zremasterowanych, oraz Halo 3 i Halo 4. O staroszkolnym trybie wieloosobowym wraz z opcją gry po sieci lokalnej (bez dostępu do internetu) nawet nie wspominając. A to wszystko w wersji ulepszonej na Xbox One X.

Z Halo zawsze było mi trochę nie po drodze. Jakoś bieganie po zielonej łące z kosmicznym karabinem nie leżało w moim kręgu zainteresowań. Ale teraz okazja do kolejnej próby nadrobienia zaległości i dania temu legendarnemu tytułowi jeszcze jednej szansy będzie lepsza niż kiedykolwiek.

Na tym flagowe marki Xboksa się nie kończą. Kolejną grą, która wzbogaci ofertę Xbox Game Pass we wrześniu, będzie Quantum Break. To był jeden z najważniejszych tytułów ekskluzywnych na konsolę Microsoftu w 2016 roku. I chociaż minęły już ponad 2 lata od premiery, nadal jest to jedna z najbardziej imponujących graficznie pozycji dostępnych na jakiejkolwiek platformie. Zwłaszcza w wersji ulepszonej na Xbox One X.

Remedy Entertainment, po całkiem udanej przygodzie z Alanem Wake’iem, udało się nieco cofnąć „do korzeni” i zrobić bardzo dobrą strzelankę z elementami manipulacji czasem. Brzmi znajomo? Tak, tego typu eksperymenty sięgają jeszcze czasów pierwszego Maxa Payne’a. Quantum Break w bardzo twórczy sposób rozwija te mechanizmy i każda potyczka przy użyciu broni palnej jest tu niebywale satysfakcjonująca. A do tego niebanalna historia o podróżach w czasie i światach alternatywnych, której nie powstydziłby się dobry serial. Zresztą, Quantum Break to tak naprawdę w połowie gra, a w połowie interaktywny serial.

Przeczuwałem, że Onrush prędzej czy później trafi do Game Passa albo Golda. Wskazywały na to burzliwe dzieje zarówno gry, jak i jej twórców, po premierze tytułu. Ale nie sądziłem, że stanie się to aż tak prędko! Onrush ukazał się raptem 5 czerwca i dokładnie trzy miesiące później – 5 września – stanie się częścią katalogu Game Pass. Pomimo że nie byłem zachwycony rozgrywką podczas beta testów (o wrażeniach możecie przeczytać w osobnym tekście), to przybycie Onrush do Game Passa witam z radością. Bo Onrush to nie jest zła gra.

Onrush należy do specyficznej kategorii produktów – ani nie jest to gra dość dobra, by ją kupić, ani na tyle słaba, by nie ucieszyć się z możliwości popykania „przy okazji”. Dlatego w trakcie udostępnienia gry za darmo dla abonentów Golda kilka tygodni temu, z zapałem rozpocząłem postępy w karierze z nadzieją, że niebawem będę mógł je kontynuować przy kolejnej okazji. To kawał dobrej, dynamicznej, ładnej samochodówki z elementami walki. Nadaje się idealnie na krótkie, kilkunastominutowe, odstresowywujące sesje, nie angażujące ani trochę szarych komórek.

Pod żadnym pozorem nie można także pominąć rewelacyjnego Shadow Warrior. Gra gościła już jakiś czas temu w Goldzie, ale jeśli jakiś fan dobrych strzelanin pierwszoosobowych mimo to jeszcze jej nie ograł, teraz już nie będzie miał wymówek. Gdyby nie było na tej generacji Doomów i Wolfensteinów, to Shadow Warrior dzierżyłby zaszczytne miano króla „oldskulowych” fps-ów. To bardzo udana, współczesna reinkarnacja kultowego Shadow Warriora z 1997 roku. Gry, która obok legendarnego Duke Nukema 3D i genialnego, niedocenionego Blooda, była ostatnim momentem triumfu groteskowych strzelanin opartych na wysłużonym silniku Build, zanim świat zachłysnął się pełnym trójwymiarem oferowanym przez Quake’a i jego kolegów. Shadow Warrior to szalona jazda bez trzymanki w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Będzie też coś dla młodszych graczy (lub lubiących takowe gry ;)). Pamiętacie grę „w węża”? Mi pomogła przetrwać niejedną lekcję wychowania fizycznego w liceum, w których uczestniczyłem duchem, lecz nie ciałem. Bo miałem ważniejsze rzeczy do robienia – np. bicie rekordu punktowego w kultowego „węża” na Nokii 3310. A co by się stało, gdyby do klasycznej koncepcji węża pożerającego owocki dodać piękny, kolorowy, trójwymiarowy świat i zrobić z niego grę na miarę naszych czasów? Powstanie Snake Pass. I nie jest to abonament na węża, a bardzo sympatyczna, kolorowa zręcznościówka z tytułowym wężem w roli głównej.

Młodym spodoba się też Giana Sisters: Twisted Dreams, czyli współczesna wersja kultowej platformówki z Commodore 64. Ten tytuł także gościł już w Games with Gold. Jednak było to dosyć dawno, więc zapewne wielu graczy ucieszy się z takiego dodatku. Zwłaszcza Ci, którzy byli posiadaczami „komodorca” w młodości… Nostalgiczny nastrój powinna przywołać także Sky Force Reloaded. Jest to bardzo tradycyjna strzelanina, w której mały stateczek leci „do góry” i strzela w niekończące się hordy wrogich pojazdów, jednocześnie unikając pocisków latających we wszystkie strony po całej planszy.

Nie mniej ciekawie zapowiada się Manual Samuel, a jest to jedna z tych gier, które ciężko do czegokolwiek porównać. No bo czy była wcześniej gra traktująca o nieboszczyku, który zawiera nietypowy układ z Kostuchą? Jeśli uda mu się przetrwać cały dzień wykonując wszystkie trywialne czynności manualnie, ominą go męki wieczyste w piekle. I tym manualnym animowaniem jego postaci zajmie się gracz. Lub dwóch graczy – w trybie kooperacji. Brzmi absurdalnie? Tak właśnie jest. Dodać do tego należy specyficzną, bardzo stylową oprawę graficzną, nawiązującą do klasycznych, zwariowanych przygodówek. Tych, które przepełnione były absurdalnym humorem i niedorzecznymi animacjami.

Na koniec zostawiłem Aven Colony i InnerSpace, czyli jedyne dwie gry, którym chyba w tym miesiącu dam spokój. Ale jeśli ktoś lubi budowanie kosmicznej kolonii na obcej planecie lub eksplorację obcych, podwodnych światów… Zaraz, zaraz, to drugie brzmi całkiem nieźle!

Z tym wszystkim trzeba będzie się jakoś uwinąć do października, kiedy to wśród kolejnych nowości w Game Passie znajdzie się… Forza Horizon 4. Ale wówczas dla mnie przestaną istnieć jakiekolwiek inne gry co najmniej na kilka tygodni.

Podobne Posty