Czasem nawet branża gier potrafi jeszcze zaskoczyć. Staje się to coraz trudniejsze – największe niespodzianki ostatnich lat (ujawniane głównie podczas konferencji na największej na świecie branżowej imprezie – E3) wyciekały, nierzadko zupełnie eliminując efekt zaskoczenia dla osób, które nie potrafiły się odciąć od sieci wdni bezpośrednio poprzedzające dane wydarzenie. Tym razem się udało. Nikt nie spodziewał się, że Microsoft zdecyduje się pokazać po raz pierwszy swoją nową konsolę – zwaną Xbox Series X – właśnie podczas The Game Awards 2019.

Było tak. Zwiastun, który do ostatniej chwili nie wiadomo, co zwiastuje. Widać jakieś widoczki, kwiatki, jest ładnie, a w tle słychać nic nie znaczącą, pompatyczną przemowę o marzeniach. Pojawia się samochód – czyżby nowa Forza? Po chwili mecz piłki nożnej… A na nową Fifę jeszcze za wcześnie. Kolejne ujęcie – postać z Halo… Wszyscy są już totalnie zmieszani i nie wiedzą, co się dzieje. Ale po kilku kolejnych sekundach wszystko jest jasne. Pojawia się czarny klocek, przypominający oczyszczacz powietrza, z charakterystycznym logo w kształcie litery „X”. Oto nowy Xbox, znany wcześniej pod nazwą kodową Project Scarlett – Xbox Series X.

Na co pozwoli ten perwersyjny kawałek elektroniki? Nowy standardem ma być rozdzielczość 4K i płynność na poziomie 60 klatek na sekundę, czyli to, o co od długiego czasu prosi wielu graczy. Ale deweloperzy mogą także skorzystać z jeszcze większych rozdzielczości i klatkaży – do 8K i 120 fps-ów. Ponadto, wsteczna zgodność z trzema poprzednimi generacjami Xboksa, w tym pełna zgodność z Xbox One, i prawdopodobnie te gry z X360 i pierwszego Xboksa, które zostały włączone do programu wstecznej zgodności za kadencji Xboksa One. Poza wydajnością i kompatybilnością, Microsoft stawia na szybkość – czasy instalacji i ładowania mają zostać wyeliminowane do minimum dzięki dyskowi SSD nowej generacji. Xbox Series X będzie cztery raz bardziej wydajny od Xboksa One X. Premiera na „święta” 2020 roku, a tymczasem 15 wewnętrznych studiów Microsoftu już pracuje nad pierwszymi grami. Jedną z nich pokazano chwilę później…

Historia marki Hellblade jest ciekawa. Pierwsza część, Hellblade: Senua’s Sacrifice, początkowo była tytułem dostępnym jedynie na Playstation 4. To była jedna z tych gier, z powodu której z zazdrością spoglądałem w kierunku posiadaczy maszynek Sony. Po kilku miesiącach Hellblade dotarło na Xboksa, w dodatku stało się częścią katalogu Xbox Game Pass, a Microsoft zaszalał i kupił Ninja Theory. W efekcie, sequel, zatytułowany Senua’s Saga: Hellblade II, będzie jedną z pierwszych gier, przygotowywanych z myślą o nowej konsoli Microsoftu, Xbox Series X. Zwiastun robi ogromne wrażenie, a twórcy deklarują, że każda scena została wyrenderowana przy użyciu silnika gry na egzemplarzu deweloperskim nowego Xboksa. Jak zwykle, atmosfera i ciężar emocjonalny, wgniatają w fotel, i zrobią to prawdopodobnie z jeszcze większą mocą, niż poprzedniczka. Aczkolwiek, największe wrażenie robi sfera technologiczna – takich animacji twarzy jeszcze w grach nie widzieliśmy.

Muszę przyznać, że każdy aspekt ujawnienia nowego Xboksa był dla mnie niespodzianką.

Po pierwsze – okazja. Któż by się spodziewał, że po raz pierwszy zobaczymy nową konsolę, i poznamy jej nazwę, właśnie na tym wydarzeniu, a nie na E3, Gamescomie, czy własnej konferencji Microsoftu? Oczywiście, nadal jest co ujawniać – nie znamy dokładnej specyfikacji, ceny, daty premiery, ani pełnej listy tytułów startowych. Te rzeczy najpewniej poznamy najpóźniej na E3 2020.

Po drugie – nazwa. Oczywistym było odejście od słowa „One”, które nadal wielu negatywnie się kojarzyło. Najbardziej logicznym krokiem było pójście w stronę prostoty – chociażby Xbox X. Ale nie, Microsoft znów musiał namieszać i mamy nazwę, która kojarzy się z produktami o nieco innym profilu.

Po trzecie – wygląd. Prościej się już nie da, ale jak to ustrojstwo zmieścić pod telewizorem? Widać, że Microsoft lubi rzucić wyzwanie swoim użytkownikom. Dla mnie wygląd i kształt ma drugorzędne znaczenie, chociaż nie ukrywam, że w mojej obecnej konfiguracji meblowej, będę miał pewien problem, bo tam, gdzie obecnie stoi mój Xbox One X, nowy Xbox Series X raczej się nie zmieści.

Tak czy owak, przyszłość zapowiada się ekscytująco – nowa generacja już naprawdę za pasem!