W zwykłych okolicznościach poczekałabym z opublikowaniem tego tekstu do Monthly, które przez cały miesiąc skrupulatnie zbieram, ale pomyślałam, że temat jest wdzięczny i warto przybliżyć Wam sprawę już teraz. W Dzień Kobiet, w gąszczu publikacji poświęconych kobietom, które swoją drogą były w większości błaganiem o klik użytkownika, The New York Times opublikował tekst o pertraktacjach na linii Obama-Netflix.

Z całkiem długiego artykułu, który błyskawicznie przeniósł się na inne portale, został przetłumaczony na inne języki, a potęga Międzynarodowego Dnia Kobiet sprawiła, że większości nam zniknął z pola widzenia, wynika, że Barack i Michelle Obama szykują się na stworzenie własnego formatu dla Netflixa. Informacja bardzo mnie ucieszyła i już mocno zaciskam kciuki, co uniemożliwia mi pisanie tego tekstu, żeby szybko podpisano umowę.

Cieszę się na myśl o programie Obamów z kilku powodów. Po pierwsze brakuje mi na Netflix ciekawych formatów. Wiem, powiecie, że jest tam tyle wszystkiego, że pewnie nie umiem szukać, że marudzę i chcę nie wiadomo czego. Tymczasem naprawdę uważam, że przydałoby się kilka merytorycznie dobrze poprowadzonych programów, które dotykałyby bieżących spraw i ukazywały się w odcinkach. Nie brakuje mi nowych seriali, nie brakuje mi filmów, brakuje mi programów, które mogłabym oglądać chcąc poznać punkt widzenia wpływowej, cenionej w jakiejś tematyce osoby.

Drugi powód jest taki, że Obama to marka, która zakładając, że zdecyduje się na kontrakt z Netflix, nie pozwoli sobie na fuszerkę i kiepskie odcinki. To będzie wysokobudżetowa produkcja, z każdym szczegółem dopiętym na ostatni guzik. I najprawdopodobniej kompletnie nie będzie związana z polityką Trumpa. Nie sądzę, żeby Obamowie czerpali przyjemność z kopania dołków. Nie mają się z resztą po co brudzić, choć znając życie nawet, gdyby prowadzili program o ogrodnictwie, i tak szukano by aluzji.

Trzeci powód to ten najbardziej oczywisty. Barack Obama, były prezydent Stanów Zjednoczonych z autorskim programem w serwisie dostępnym o każdej porze, na wyciągnięcie ręki! Charyzma, doświadczenie, ciekawe zainteresowania nie związane bezpośrednio z polityką. Niezależnie od tego, czy było się fanem jego politycznych decyzji, czy lubiło się go w roli prezydenta Stanów Zjednoczonych ten program ma prawo się nam spodobać, bo sygnuje go nie byle kto. Dla Amerykanów Obama to taki dobry znajomy, który przez lata, od czasu do czasu wpadał do ich domów spoglądając z odbiornika telewizyjnego bądź monitora komputera. Dla reszty świata to często tylko kolejny (w tym przypadku też były) prezydent USA, którego teraz będą mieli szansę lepiej poznać. Bardzo mi się ten pomysł podoba!

O samym formacie nie wiadomo nic. Zarówno The New York Times, jak i wszystkie inne redakcje próbujące dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat utrzymują, że przedstawiciele Netflix nie ujawniają tematyki. Nie mówią też o liczbie odcinków. Pojawia się za to informacja, ile małżeństwo miałoby zarobić na tej współpracy. Kwota jest zawrotna (The Guardian pisze, że 500 milionów funtów), ale biorąc pod uwagę zyski (finansowe i wizerunkowe) dla Netflix, ta kwota przestaje robić wrażenie. Podobno negocjacje są w zaawansowanym stadium. Jeśli macie ochotę poczytać na ten temat jeszcze więcej, polecam publikacje The New York Times i The Guardian.

Podobne Posty