Ileż to ja razy zabierałam się za napisanie o Big Little Lies! Już nawet sama nie wiem, ile razy planowałam, że napiszę o tym serialu, a ostatecznie pisałam o czymś zupełnie innym. Mówią, że co ma wisieć, nie utonie, więc przyjmijmy, że ten tekst był tylko kwestią czasu. Szukasz dobrego serialu na wakacje? Obejrzyj Big Little Lies! Zwłaszcza, że zgarnął 16 nominacji do nagród Emmy 2017.

Zachwycałam się tym serialem na długo przed jego premierą. Pamiętam, jak HBO zaprezentowało zwiastun, jak zakochałam się w malowniczych krajobrazach i zaskoczyłam świetnym doborem aktorów. W końcu nieczęsto zdarza się, żeby w jednym serialu grali obok siebie Nicole Kidman, Reese Witherspoon, Shailene Woodley, Alexander Skarsgård i Adam Scott. Skończyłam oglądać Big Little Lies na początku kwietnia, ale do teraz pamiętam, co mnie zaskoczyło, co mi się spodobało oraz co mnie irytowało.

Big Little Lies przedstawia pozornie klasyczne amerykańskie społeczeństwo

Takie klasyczne znane nam z setek tysięcy amerykańskich filmów i seriali, gdzie piękni, zamożni ludzie mieszkają w pięknych, wypasionych domach. Mają śliczne dzieci, śliczne zwierzątka, a jedynym ich problemem jest znalezienie najbardziej spektakularnego miejsca na wakacje, przyjęcie albo fakt, że nielubiana sąsiadka ubrała identyczną sukienkę. W tym serialu jest bardzo podobnie. Mamy te wszystkie piękne, zadbane kobiety. Mamy ich przystojnych, zadbanych mężów. Piękne, szczęśliwe dzieci. I… mamy poczucie, że coś wisi w powietrzu.

Ta napięta, nieprzyjemna atmosfera jest z nami przez cały serial. Powoli, małymi krokami odkrywamy karty, poznajemy każdą z bohaterek i każdą najgłębiej skrywaną historię. A te nie ograniczają się wyłącznie do kłótni sąsiedzkich, sporów o to, z kim mają przyjaźnić się ich dzieci. Moją ulubienicą jest grana przez Reese Madeline. Niebywale irytująca, pewna siebie kobieta. Pewna do tego stopnia, że aż czuje się, że jest uszczypliwa i wredna. Jednocześnie jest to bardzo oddana przyjaciółka, inteligentna babka, która stanie murem za tymi, których kocha i lubi. Z całej trójki przyjaciółek jest dla mnie też postacią najzabawniejszą, chociaż jej poczucie humoru jest na tyle specyficzne, że nie każdego będzie bawiło.

Pisząc o zapowiedzi serialu zastanawiałam się, jak zrobić z dramatu „czarny humor”? Reese Witherspoon sprawiła, że już znam odpowiedź na to pytanie. Podejście do życia prezentowane przez jej postać irytowało mnie wiele razy, ale ostatecznie to Madeline ogłosiłam moją ulubioną postacią z całego serialu. Przez moment myślałam, że będzie to Celeste, czyli postać grana przez Nicole Kidman, ale jednak nie. Oczywiście było mi żal życia, w które się wpakowała, wpływu, jaki rodzinna sytuacja wywarła na jej dzieci, ale jednocześnie czułam, że gdyby nie przyjaciółki, siedziałaby w tym swoim bagienku nadal.

Czy Big Little Lies to trudny serial?

Z pewnością nie jest serialem łatwym, przesłodzonym, a piękne i miłe dla oka obrazki wody, szum fal i zachody słońca, niezbyt łączą się z treścią scenariusza. Nie jest to jednak jeden z tych seriali, po których człowiek wpada w depresję, chce się rozpłakać albo przynajmniej wypić butelkę wina jednym tchem. Jest to serial wymagający, z drugim dnem. Taki, którego nie można oglądać jednocześnie przeglądając najnowszą ofertę internetową pobliskich dyskontów albo rozmawiając z przyjaciółką o najnowszych trendach w modzie. Wymaga skupienia, zwracania uwagi na szczegóły i obserwacji bohaterów.

Jego plusem, poza wspomnianymi już przeze mnie aktorami, jest liczba odcinków. Siedem to może wydawać się mało, ale nie miałam wrażenia, żeby wątki były popędzane, przeciągnięte albo pozostały niewyjaśnione. Drugim plusem jest zakończenie, a raczej główna sprawczyni całego zamieszania. Byłam zaskoczona, że to właśnie ta postać odegrała w tej historii, w zasadzie, najważniejszą rolę. A przynajmniej rolę ważną.

Poza tym dzieci głównych bohaterek słuchają zaskakująco dobrej, jak na swój wiek, muzyki, co stało się przedmiotem wielu internetowych dyskusji. Jest to pierdoła, prawdopodobnie najmniej istotny szczegół z całego serialu, ale ja wyłapałam to od razu, a jak się później okazało wyłapali to też inni widzowie.

Kilka dni temu Big Little Lies otrzymało 16 nominacji do nagród Emmy. Najważniejszych nagród telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych. Przywróciło to pytania o ewentualny drugi sezon, o którym m.in. Nicole Kidman, jedna z producentek wykonawczych, wspomniała zaraz po zakończeniu emisji.

Ogólnie cały kłopot polega na tym, że serial powstał na motywach książki Liane Moriarty. Scenariusz napisano tak, żeby skupić się na głównych bohaterkach książki, przekazać wszystko, co było w książce najistotniejsze. Zostawiono sobie jednak otwarte drzwi. W serialu nie pojawiły się opisane w książce wydarzenia mające miejsce rok po zdarzeniach kończących serial. Temat napisania drugiego sezonu, który miałby skupiać się na rozwinięciu wątków postaci drugoplanowych, o czym, jeśli dobrze pamiętam, wspomniała Moriarty pozostaje, więc otwarty. Zanim ruszą zdjęcia do drugiego sezonu, a myślę, że ruszą, macie czas na obejrzenie pierwszego!