Wielkie Głód na Ukrainie zasługuje na wielki film. Agnieszka Holland po raz kolejny podjęła się wyreżyserowania filmu o trudniej, niewygodnej dla wielu historii. Jej Obywatel Jones mógł być genialną produkcją, poruszającą i niewygodną. Po seansie uświadomiłam sobie, że chyba powinnam na kilka ładnych lat odstawić filmy o tematyce wojennej, hitlerowskiej i stalinowskiej.  Szłam do kina z nadzieją na obejrzenie świetnego kina. Wyszłam rozczarowana, choć nie zmienia to faktu, że to potrzebny film.

Pisałam o nim już w Monthly na maj w 2018 roku, gdy pojawił się pierwszy plakat zapowiadający produkcję, a w sieci krążyły dwa tytuły – Gareth Jones i Man Made. Wielki głód na Ukrainie był głównym tematem mojej pracy licealnej kończącej naukę historii. Zgłębiłam go więc naprawdę bardzo dobrze i bardzo dużo dowiedziałam się na temat metod działania Stalina, naczytałam się też polemik o tym, czy wiedział co tak naprawdę dzieje się na Ukrainie. Byłam szalenie ciekawa, co Obywatel Jones wniesie do rozważań na ten temat. Jak w jednym filmie uda się pokazać to, co najistotniejsze, nie pozostawiając niebezpiecznych niedomówień.

Młody dziennikarz Gareth Jones (James Norton) zyskał sławę, pisząc artykuł o swoim spotkaniu z Adolfem Hitlerem, zaraz po przejęciu przez niego władzy w 1933 roku. Teraz ambitny Walijczyk przymierza się do kolejnego wielkiego tematu – gwałtownej modernizacji Związku Radzieckiego. Chcąc gruntownie zbadać sprawę, reporter decyduje się na podróż do Moskwy, aby przeprowadzić wywiad ze Stalinem. Na miejscu poznaje młodą dziennikarkę Adę Brooks (Vanessa Kirby), pracującą dla Waltera Duranty’ego (Peter Sarsgaard), dzięki której odkrywa, że prawda o stalinowskim reżimie jest brutalnie tłumiona przez sowieckich cenzorów. Słysząc zatrważające plotki na temat wielkiej klęski głodowej w ZSRR, Jones udaje się w samotną podróż przez Ukrainę. Dziennikarz staje się naocznym świadkiem tragedii Hołodomoru – opis dystrybutora.

Jakie macie oczekiwania idąc na kina na film oparty na faktach, którego główną osią ma być opowiedzenie historii o tym, jak z głodu umierają ludzie? Ja oglądając taki film chcę się choć trochę bać. Chcę się przestraszyć, zaszokować. Tego typu filmy powinny takie być. Szeroko otwierać oczy, uświadamiać że człowiek jest zdolny wyrządzić drugiemu człowiekowi największa krzywdę z możliwych. W przypadku Wielkiego Głodu również uświadamiać, że szczęście jednego narodu i jego międzynarodowa sława (choć chyba prestiż jest tutaj odpowiedniejszym określeniem) w żadnym razie nie powinny oznacza krzywdy drugiego narodu. Obywatel Jones trochę o tym mówi, ale przede wszystkim pokazuje działania mechanizmów władzy, próby utrzymania dziennikarzy w ryzach, żeby nie zniszczyli starannie pokolorowanego wizerunku.

Spodziewałam się filmu mocniejszego, bardziej wbijającego w fotel i szokującego. Niestety Obywatel Jones to nie jest taki film, chociaż może to dobrze, bo dzięki temu obejrzy go więcej osób. Nie odstraszy ich realizm, brutalność ówczesnej rzeczywistości pokazana wprost. Z wyjątkiem jednej lub dwóch scen nie uważam, żeby ten film był szokujący. O wiele większe, naprawdę duże, wrażenie zrobił na mnie serial Czarnobyl HBO, który również pokazywał sposób działania propagandy sukcesu, trzymanie tych, którzy chcą głosić prawdę na uwięzi. Produkcja HBO, m.in. za sprawą realistycznych scen okazała się wielkim sukcesem. Nawiązuję do tego serialu nie bez powodu. Twórcy wspominają o katastrofie w Czarnobylu w zwiastunie, więc sami zmuszają do takich porównań.

Obywatel Jones to film, w którym wydarzenia na Ukrainie stają się tłem do pokazania, co może się stać, jeśli przy użyciu odpowiednich środków przymusu zaknebluje się dziennikarzy. Pokazuje też, że czasem wcale nie jest trudno to zrobić, bo dziennikarz to też człowiek, który chce żyć i chce aby żyli jego najbliżsi. Oczywiście Agnieszka Holland nie zawodzi jako reżyserka, ale trudno, żeby kobieta tak doświadczona w swoim fachu zawiodła. Nie zawodzą również aktorzy, choć ja nie mogę przestać widzieć w Vanessie Kirby księżniczki Małgorzaty z serialu The Crown. Jej uroda jest tak charakterystyczna, że cały czas widzę w niej Małgorzatę.

Była w tym filmie jedna rzecz, która pozytywnie mnie zaskoczyła i choć była dodatkiem, uważam ze fenomenalnie wprowadzonym i pokazującym dopracowanie filmu. Mam na myśli przewijającego się momentami w filmie George’a Orwella piszącego Folwark Zwierzęcy. Uwielbiam takie subtelne wtrącenia, których mogłoby nie być a historia opowiadana w filmie nie straciłaby swojej wartości, ale ich dodanie sprawia, że czuje się kunszt scenarzystów.

Jak zwykle w przypadku tego typu historycznie osadzonych produkcji powiem, że warto obejrzeć ten film choćby tylko po to, żeby zobaczyć, jak opowiada o Wielkim Głodzie. Na mnie, nad czym ubolewam, nie zrobił on wrażenia i nie zostanie w mojej pamięci na lata, ale myślę, że to temat, który zasługuje na większą uwagę.