Zapowiedź nowej samochodówki od Codemasters, zatytułowanej Onrush, potraktowałem z ożywionym zainteresowaniem. Jednak gdy zobaczyłem pierwsze screeny, coś mi nie grało. Wprawdzie firma posiada zróżnicowane portfolio, ale gra nie wyglądała jak nic, co do tej pory wydała (w ostatnich latach Codemasters znane jest przede wszystkim z kolejnych części serii DiRT czy F1). Okazało się, że nad Onrush pracuje wchłonięta przez Codemasters w 2016 roku ekipa byłego Evolution Studios i będzie to ich pierwsza gra wydana pod skrzydłami nowego wydawcy.

W skład Evolution Studios wchodzili weterani gatunku szeroko pojętych samochodówek. Firma zasłynęła serią WRC jeszcze w czasach Playstation 2, następnie serią Motorstorm na Playstation 3. Ich jedyną grą wydaną na Playstation 4 był Driveclub. W marcu 2016 Sony postanowiło zamknąć Evolution Studios. Niecały miesiąc później pracownicy studia dołączyli do Codemasters, które pozwoliło im pracować nad zupełnie nową grą, zachowując pełną twórczą swobodę i zachowanie unikalnego stylu. To dlatego w Onrush prędzej odnajdziemy elementy poprzednich gier Evolution, takich jak Motorstorm, niż pozostałych gier Codemasters.

Toż to (nie jest) nowy Motorstorm!

Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że Onrush będzie duchowym spadkobiercą serii Motorstorm. Nic bardziej mylnego. Na obecności pojazdów terenowych i adekwatnego krajobrazu podobieństwa się kończą. Przede wszystkim, gra w ogóle nie jest ścigałką w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Trasy nie mają linii startu ani mety i nie ma znaczenia, kto będzie pierwszy, a kto będzie ostatni. Tutaj o zwycięstwie decyduje, najprościej mówiąc, ilość punktów zdobyta w jednym z czterech różnych trybów. Naprzeciw siebie stają dwie sześcioosobowe drużyny, które pędzą w tym samym kierunku na złamanie karku, podobnie jak w tradycyjnych wyścigach. Zadaniem graczy nie jest jednak być jak najszybszym i wyprzedzić innych.

W zależności od trybu należy taranować przeciwników i inne, „cywilne” pojazdy znajdujące się na trasie (podobnie jak w serii Burnout), przejeżdżać przez kolorowe bramki, zastawiać pułapki na przeciwników, wykonywać akrobacje i inne tego typu spektakularne wyczyny. Nasze wysiłki nabijają nam pasek nitro, które potem z kolei można łączyć w kombosy i nabić sobie tytułową moc Rush, która daje jeszcze większe turbo i uaktywnia dodatkową umiejętność, zależną od klasy pojazdu. Różne tryby wymagają skupiania się na nieco innym elemencie rozgrywki, np. Countdown wymaga przejeżdżania przez bramki, które dodają czasu do tykającego zegara. Ale ogólnie rzecz biorąc forma rozgrywki jest zbliżona w każdym trybie.

Intensywne beta testy

Jak nowatorskie podejście do rozgrywki w Onrush sprawdza się w praktyce? W miniony weekend miały miejsce otwarte beta testy, postanowiłem więc sprawdzić to wszystko na własnej skórze. Pierwsze wrażenie jest takie, że gra jest niebywale chaotyczna i ciężko się w ogóle połapać, co się dzieje na ekranie. Tempo jest zabójcze od samego początku. Na ekranie ciągle coś lata we wszystkie strony, w tym pojazdy innych graczy, pojazdy „cywilne”, które bardziej adekwatnie zwać można tutaj „mięsem armatnim”, a także elementy dekoracji. Wszystko błyska na różne kolory i nie wiadomo tak naprawdę jaki jest ciąg przyczynowo-skutkowy zdarzeń, które obserwujemy na ekranie.

Gdy już zapoznamy się z zasadami zabawy i jej specyficzną dynamiką, okazuje się, że pod pozorem chaosu, kryje się w rzeczywistości rozgrywka prosta i dosyć płytka. Trasy są szerokie i zawierają wiele alternatywnych ścieżek, ale nie oferują zupełnie żadnego wyzwania. W efekcie ciśniemy na złamanie karku non stop, w ogóle nie zdejmując nogi z gazu i tylko w dziwnych, ekstremalnych okolicznościach posiłkujemy się hamulcem ręcznym. Nad chaosem panującym na polu bitwy nie mamy prawie żadnej kontroli.

Nawet, gdy „stracimy życie”, nasz pojazd pojawia się w samym środku pędzącej na złamanie karku grupy. A można by wprowadzić rodzaj „kary” dla gracza, który dał się rozwalić, w postaci konieczności dogonienia reszty zawodników, co wprowadziłoby naturalny dla konwencji element wyścigowy. Wszystko dzieje się dosyć przypadkowo i w sposób natychmiastowy. Nie da się zaplanować jakiegoś wymyślnego ruchu taktycznego, czy opracować strategii działania z kolegami z drużyny. W tej jeździe na złamanie karku ciężko w ogóle zidentyfikować pozycje kolegów z drużyny względem naszego własnego pojazdu. Na ogół gdy w zasięgu naszego wzroku, tuż przed nami pojawi się przypadkiem przeciwnik, wówczas mamy szansę go „stuknąć” i wyeliminować z zabawy na kilka sekund.

Chaos w Onrush potrafi być ładny

Wszystko to sprawia, że początkowe wrażenie skomplikowania i wielowymiarowości rozgrywki zastępuje nuda i świadomość, że na rozwój zdarzeń mamy tak naprawdę znikomy wpływ. Spore wrażenie za to zrobiła na mnie strona techniczna gry. Premiera Onrush już niebawem, więc mieliśmy do czynienia z kodem finalnym lub prawie finalnym. Na wielką pochwałę zasługuje fakt, że gra zdawała się działać w dosyć stabilnych 60 klatkach na sekundę (przynajmniej na Xbox One X). Przy wszystkim, co widać na ekranie: rozpiętości tras, ilości dekoracji, deformowalnym podłożu (te piękne koleiny, w których zakochałem się już 11 lat temu przy Sega Rally Revo!), ilości pojazdów na trasie oraz licznych efektach cząsteczkowych, jest to naprawdę imponujące.

Do tego oprawa jest zwyczajnie ładna, ale do wysokiego poziomu specjaliści z Evolution przyzwyczaili nas już dawno. Wprawdzie gra nie jest wizualnym majstersztykiem, którym był (i nadal jest, zwłaszcza w deszczu!) Driveclub, ale wygląda naprawdę przyzwoicie i każda trasa występuje w różnych wariantach oświetleniowych i pogodowych.

Niestety, beta nie sprawiła, że z niecierpliwością wyczekuję premiery, która będzie miała miejsce już 5 czerwca na Xbox One i Playstation 4. Cieszę się, że Codemasters dało szansę ludziom z Evolution i że próbują oni czegoś nowego, ale z drugiej strony mam wrażenie, że to próba przeszczepienia sukcesu popularnych ostatnio chaotycznych i w gruncie rzeczy prymitywnych gier sieciowych na poletko samochodówek. Wprawdzie taki eksperyment raz się już udał przy Rocket League, gdzie pomyślnie połączono konwencje gier sportowych i samochodówek, ale tutaj wielkiego sukcesu nie potrafię sobie wyobrazić. Mam nadzieję, że kolejną grą byłego Evolution będzie duchowy spadkobierca Drivecluba, w którego będę mógł tym razem zagrać na Xboksie. Może pod postacią GRID 3?

Podobne Posty