Produkcje kinowe Tima Burtona zawsze przenoszą w baśniowy świat, w którym rzeczywistość przeplata się z fantazją, a za rogiem czai się niebezpieczeństwo. Dokładnie tak zapowiada się ekranizacja bestsellerowej powieści Osobliwy dom Pani Peregrine, która na ekrany kin ma trafić z końcem września tego roku. Krótki zwiastun wystarczył, żeby obudzić zaspane dziecko i zaciekawić znudzonego dorosłego.

Zaprezentowany kilka dni temu, pierwszy oficjalny trailer przypomina wszystko to, co w filmach Burtona lubimy najbardziej, a jednocześnie daje namiastkę tego, czego w filmach dla dzieci brakuje dorosłemu widzowi. Humoru wynikającego z komizmu sytuacji, przejaskrawionych postaci i istot, bo ludźmi trochę jednak trudno ich nazwać, które dla dzieci mogą być delikatnie przerażające. Stąd też wniosek, raczej słuszny, że to jednak nie jest, choć pozory mogą mylić, bajeczka na niedzielny wypad do kina z gromadką przedszkolaków.

Właśnie tak zapowiada się Osobliwy dom Pani Peregrine w wizji Tima Burtona i właśnie takiego filmu, z jajem, brakowało w kinach.

Z dużą rezerwą oglądałam zwiastuny innych, ponoć podobnych do Alvina, produkcji, jakie wyświetlono przed pokazem nowej części przygód Wiewiórek. Zupełnie nic mnie w nich nie zachwycało, nawet wojownicza Panda. Wszystko wydawało się ograne, znane, czasami przesadnie brutalne, zbyt magiczne i udziwnione. Z pomocą przybył Tim i jego pokręcone wizje rzeczywistości, które też są udziwnione, ale przynajmniej wszystko trzyma się, przysłowiowej, kupy.