Ostatni komers. Love tasting z polskiego podwórka

Nie sposób przejść obojętnie obok filmu, który nie tylko zbiera pozytywne recenzje, ale chyba co ważniejsze, w co drugiej pojawia się opinia, że jest niezwykle szczerą i nieprzesadzoną opowieścią. Ostatni komers to rzeczywiście opowieść o młodych napisana i pokazana w sposób dla polskiego kina nieoczywisty. W swoim pełnometrażowym debiucie Dawid Nickel przede wszystkim nie ocenia, nie grozi palcem, nie przyklaskuje. Nie komentuje zachwiań bohaterów, nie piętnuje. Obserwuje i zarazem wie, co chce zobaczyć i jak chce, żeby zobaczył to widz. Po seansie mam tylko jedno pytanie – dlaczego Ostatni komers nie nazywa się Love tasting. Ostatni komers? W tej kolejności te tytuły idealnie oddawałyby całokształt filmu.

W filmie można spotkać wiele znanych twarzy – od będącej teraz na fali Sandry Drzymalskiej, po Nel Kaczmarek i Agnieszkę Żulewską, Jakuba Wróblewskiego i Adama Zdrójkowskiego. Momentami trochę przeszkadza, że aktorzy grający 15 latków dawno ten wiek przekroczyli, ale dobra charakteryzacja Sandry, która jest dziewczyną-kameleonem potrafiącym wpasować się w każdą rolę, pozwala o tym zapomnieć. Zawsze mnie zastanawia, jak to możliwe, że nie mamy w Polsce liczniejszej grupy dziecięcych i nastoletnich aktorów, a jednocześnie pozytywnie zaskakuje, że potrafimy – od czasu do czasu – wpuścić na duży ekran nowe twarze, które jak widać są i czekają na szansę.

Akcja „Ostatniego Komersu” rozgrywa się w ostatnim tygodniu szkoły w gimnazjum w małym polskim miasteczku. W oczekiwaniu na imprezę (komers) grupa uczniów spędza czas na miejskim basenie. W ciągu kilku dni zasmakują zauroczeń, odrzucenia i pierwszych zawiedzionych nadziei. Zapis ich doświadczeń jest zwieńczeniem okresu gimnazjalnego i portretem współczesnej młodzieży poszukującej tożsamości, przynależności i więzi.

Film oparty na motywach fragmentów powieści „Ma być czysto” Anny Cieplak to pełnometrażowy debiut fabularny Dawida Nickela, zarazem współautora scenariusza do filmu. Twórcy, jako cel postawili sobie opowiedzieć o kawałku świata młodych ludzi bez moralizowania i oceniania.

Opis dystrybutora

Ostatni komers nie ma wartkiej akcji, dramaty nie wylewają się strumieniami. To mimo wyzwań i problemów stawianych przed głównymi bohaterami film dający ciekawe spojrzenie na dojrzewanie, dorastanie i życie współczesnych nastolatków. Nie jest to też mroczna opowieść o tym, jak dzieci mieszkające w blokach z wielkiej płyty wchodzą w dorosłość z dużym bagażem doświadczeń. Nie znamy ich rodziców, niemalże nie wiemy nic o wynikach w nauce i planach na przyszłość. Poznajemy ich pod koniec gimnazjum, na chwilę przed odebraniem świadectw, w momencie w którym każde z nich jest w samym środku przechodzenia przemiany z zafascynowanego większą wolnością nastolatka w nastolatka, który musi ponosić konsekwencje swoich działań i wyciągać wnioski.

Dwie rzeczy ujmując mnie w tym filmie najbardziej. Po pierwsze to ładne, artystyczne kadry pokazujące głównych bohaterów w różnych scenach w ciepły, subtelny, czasami intymny sposób. Mnóstwo jest w tej produkcji naturalności. Po drugie to duża uniwersalność scenariusza dająca widzowi mnóstwo przestrzeni – to my, na podstawie własnych doświadczeń, sprzęgania świata, wiedzy możemy ocenić bohaterów i ich działania. Jeden widz uzna pewne sceny za żartobliwe, inny zupełnie tego żartu nie wychwyci, a jeszcze inna osoba nie utożsami się z problemami Tomka.

Ostatni komers jest bardzo małomiasteczkowy. To nie jest jeden z tych polskich filmów, które zapraszają nas na imprezy do wielkiego miasta i pokazują życie przez pryzmat przebitek na Pałac Kultury i Nauki. W swojej małomiasteczkowość Ostatni komers jest mocno uniwersalny, bardzo kolorowy i nie rozgrywa się w butikowych wnętrzach. Z tego filmu bije prawda, czasem wstydliwa, czasem zabawna, ale nikt nie zarzuci Nickelowi, że nie rozumie swoich bohaterów. On rozumie ich na tyle, żeby pozwolić widzowi wyciągnąć wnioski, podsumować.

Historii nie zamyka, co nie jest moim ulubionym zabiegiem, bo Ostatni komers pozostawia duży znak zapytania o ciąg dalszy, tak samo, jak nie wyjaśnia przeszłości bohaterów. Liczy się tu, teraz, te kilka dni z życia, kilka promieni słońca nad pobliskim basenem.