Już z powodu kontrowersyjnego tytułu Ch…owa Pani Domu to książka, która może zwrócić na siebie uwagę czytelnika. A ponieważ zbliżają się święta i szukacie ciekawych pomysłów na prezenty, idealnym przy którym obdarowana osoba spędzi wiele przyjemnych chwil, będzie właśnie ta książka.

Bardzo lubię czytać książki, które sposobem narracji dalekie są od podręcznikowego ogółu, a autor przekazując treści i wykorzystując pełną dozę ekspresji, bez pardonu opisuje towarzyszące akcji emocje. Taki był ubiegłoroczny debiut Małgorzaty Halber, Najgorszy człowiek na świecie i taki jest również tegoroczny debiut Magdaleny Kostyszyn, Ch…owa Pani Domu.

Książka, która jak określa sama autorka – „powstała z tęsknoty za normalnością” pokazuje prawdziwy obraz życia współczesnej kobiety. Daleko mu do tego znanego ze stron kolorowych magazynów, gdzie z okładek dumnie patrzą „wyfotoszopowane” twarze, a tytuły pełne są wyimaginowanych problemów.

Sporo jest tu o walce ze stereotypami, a raczej więcej odnoszenia się do nich. Sporo o tym, że nie ma kobiet idealnych, zresztą mężczyzn również. Sporo marzeń o idealnym życiu oraz bolesnej konfrontacji z rzeczywistością. A z tematów na czasie możemy się dowiedzieć „dlaczego święta są chujowe?”.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jak najlepiej opisać tę książkę?

Wybrać kilka cytatów, które nie tyle są radami samymi w sobie, ale bardziej drogowskazem pokazującym, że inni mają tak samo, albo nawet i gorzej, a to może skutecznie rozjaśnić nawet najciemniejszy mrok tej zimy.

Jeśli macie zły dzień i wszystko idzie po prostu nie tak jak trzeba należy pamiętać o złotej zasadzie – zawsze może być gorzej, co umiejętnie obrazuje bohaterka powieści:

 „Po tym jak jednego dnia złamałam jedynkę jedząc sezamki, i nie zdałam egzaminu praktycznego na prawo jazdy, a także przekreśliłam szansę na zdobycie serca wymarzonego faceta, nie śmiem w to nawet wątpić. Choć wolałabym aby moje możliwości zapewniały coś więcej niż porażkę. Bo żeby tak od razu cały czas upadać”.

Jeżeli Was też męczy ta szaruga za oknem, a jesienna chandra wydaje się przy Waszej codzienności pestką, to wiedzcie, że nie jesteście w tym sami:

„Znacie to uczucie, kiedy przed zaśnięciem dokładnie zaplanowaliście kolejny dzień pełen radości i sukcesów, tymczasem wstajecie rano i czujecie się jak gówno? Ostatnią rzeczą, o jakiej wtedy marzycie, jest postawienie stopy na zimnej podłodze i stawienie czoła światu”.

Albo gdy każdego ranka macie ten wielu z nas znany problem i mimo że szafa pełna, to wciąż nie ma co na siebie co włożyć, bohaterka ma kilka złotych rad:

„Jeśli chcesz osiągnąć niewymuszony look, zestawiaj ubrania, które dostałaś w spadku po ciotce Eugenii, z tymi, które znalazłaś zeszłej jesieni w kontenerze Caritasu. Pożądane printy to: pantera, wąż, zebra. Zasadniczo im dalej w sawannę, tym więcej splendoru”.

Całość książki wieńczy „List do Świętego Mikołaja”, w którym autorka odważnie rozlicza się z mijającym rokiem mówiąc o nim w kontekście porażki. I pewnie nawet nie przypuszczała, że w kolejne święta jej książka będzie księgarnianym bestsellerem. A może przypuszczała?

Ch…owa Pani Domu to świetny pomysł na prezent nie tylko dla „nieudolnej kury domowej”, ale również świetna odskocznia od ułożonego życia, pewnej siebie idealistki. Mężczyźni też znajdą tam dla siebie coś, co pozwoli im nie tylko lepiej poznać interesujące ich kobiety, ale też zrozumieć, jak są przez nie odbierani.

Książkę „Ch…owa Pani Domu” można kupić tutaj.