Gierszał i Chyra w rolach głównych to dwa wystarczające powody, żeby wydać 10 zł na bilet na seans kinowy. Na jednego można popatrzeć, a drugiego grę aktorską pooglądać. A mówiąc zupełnie serio Pomiędzy słowami wcale nie jest takim złym filmem, jak o nim mówią. Nie rozumiem większości opinii, które przeczytałam. Cieszę się, że przeczytałam je już po obejrzeniu filmu, bo gdybym zrobiła to wcześniej możliwe, że zmieniłabym plany.

Film trafił na ekrany kin na początku tego roku i zdaje się, że nie zagościł tam na długo. W moim przypadku, najczęściej z powodów czasowych, chodzenie do kina w pierwszych miesiącach roku się nie udaje, więc Pomiędzy słowami obejrzałam dopiero teraz. Co może zniechęcać ludzi do tego filmu? Mam trzy typy – język niemiecki, który dominuje w większości scen, fakt, że film Urszuli Antoniak jest czarno-biały, a także to, że faktycznie najwięcej dzieje się w nim… pomiędzy słowami. (W dalszej części tekstu mogą znajdować się spoilery)

W czwartek Michael, młody niemiecki prawnik skupiony na swojej karierze, odmawia wzięcia sprawy afrykańskiego uchodźcy. Chce wiedzieć dlaczego jego szef i przyjaciel Franz przekazuje tę sprawę właśnie jemu. W piątek Michael, polski imigrant, wita po polsku swojego ojca Stanisława. To ich pierwsze spotkanie. Michael został wychowany przez matkę w Polsce w przekonaniu, że jego ojciec nie żyje. Teraz Michael, człowiek który do wszystkiego doszedł sam, ma jeden weekend na poznanie swojego stwórcy – obcego, zmęczonego życiem, dalekiego od symbolicznej postaci Ojca. Weekend, który miał zamknąć przeszłość, otworzył traumę bycia niekochanym. Po wyjeździe Stanisława w poniedziałek, Michael zaczyna inaczej widzieć swoje życie w Berlinie. Jest tu tolerowany. Czy czuje się kochany?

Pierwsza refleksja, jaka nasunęła mi się po obejrzeniu Pomiędzy słowami dotyczyła Jakuba Gierszała. Czy też macie wrażenie, że chłopak ma nie do końca szczęście do ról? Niby gra w głośnych tytułach ostatnich miesięcy, mam tutaj na myśli film Najlepszy, ale jednocześnie te role nie do końca zachwycają. W Pomiędzy słowami ten trend trudno jest mu odwrócić choćby dlatego, że gra u boku Andrzeja Chyry. Aktora tak charakterystycznego, że dla jednych jest to jeden z najlepszych polskich aktorów, dla drugich jeden z tych, na których nie mogą patrzeć. Aktorsko nie mamy tutaj do czynienia z najlepszą kreacją w dorobku Gierszała, ale ta za pewne dopiero przed nim!

Historia natomiast została opowiedziana dobrze.

Plusem i minusem Pomiędzy słowami może być próba zrobienia z tego filmu kina artystycznego. Nie wiem, czy był to zbieg celowy, czy wyszło tak mimochodem. Zabawa ujęciami, zabawa kolorami, sceny, których włączenie do filmu można kwestionować, np. nagi Gierszał przechadzający się po mieszkaniu. Jest też coś na kształt klamry kompozycyjnej, choć mocno przeciągniętej i zabawa czasem.

Początkowo nie do końca wiadomo, w jakich latach się znajdujemy. Później czas wydaje się nie mieć większego znaczenia, ale finalnie okazuje się, że bardzo istotne jest to, że akcja zamyka się w tygodniu. Dla zrozumienia Pomiędzy słowami, zachowań Michała i zmian w jego postępowaniu jest to wręcz kluczowe. Co ciekawe, mimo że w filmie nie jest to bardzo podkreślane (dni można samodzielnie liczyć wieczorami i porankami), w opisie dystrybutora można znaleźć jasną informację, że akcja toczy się od czwartku do poniedziałku. Gdybym przeczytała ten opis przed obejrzeniem filmu nie musiałabym liczyć…

Dlaczego nie przeczytałam? Takie opisy często ujawniają zbyt dużo z fabuły, kierunkują myślenie na temat filmu w konkretną stronę, a tego wolę unikać. Odbierają też przez to możliwość indywidualnej interpretacji historii. Z tego powodu bardzo rzadko czytam opisy przygotowywane przez dystrybutorów.

Pomiędzy słowami to nie jest film zły, ale nie jest to film łatwy.

Antoniak oddaje nam film, w którym tytułowe pomiędzy słowami najtrafniej opisuje to, co dzieje się w filmie. Jego główną osią są emocje, a dopiero w drugiej kolejności znaczenie mają czyny bohaterów. One wynikają z doświadczeń z przeszłości i emocjonalnego podejścia do teraźniejszości. Muszę jednak podkreślić, że ta emocjonalność również nie jest bezpośrednia i wprost – zarówno Michał jak i jego ojciec są bardzo oszczędni w okazywaniu emocji. Zachowują się względem siebie, jak obcy ludzie, którymi w gruncie rzeczy przecież są, ale miewają momenty, w których widać, że potrzebują bliskości.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze problem emigracji, przynależności i tożsamości narodowej – wszystkie trzy są w tej historii bardzo istotne. Już od pierwszych scen filmu wiadomo, że Michał jest osobą, która próbuje zrobić wszystko, żeby wpasować się w otaczający go świat i robi wszystko, żeby Niemcy nie mieli najmniejszego powodu, żeby kwestionować jego pochodzenie.

I tak naprawdę właśnie wokół tej chęci przynależenia, nie bycia postrzeganym, jako przybysz kręci się ta cała historia. Misternie wypracowany przez Michała plan, w którym wszystko szło dokładnie tak, jak sobie wymarzył i jak tego oczekiwał psuje nagłe pojawienie się ojca. A ten, poza faktem, że nigdy go w życiu Michała nie było, przypomina mu o Polsce, o pochodzeniu, o języku, o tym kim jest tak naprawdę. Kilka dni zmienia perspektywę Michała. Obserwowanie tej zmiany jest interesujące, ale też wyczerpujące – zarówno dla widza, jak i głównego bohatera.

Film nie jest więc łatwy już od samej strony psychologicznej. Trzeba lubić tego rodzaju kino, żeby nie wyjść z sensu potwornie zmęczonym. Zdarzają się jednak momenty zabawne, ironiczne, humorystyczne, które trochę rozładowują atmosferę. Ja bardzo lubię tego rodzaju trudne, zamotane, psychologiczne kino, ale w przypadku Pomiędzy słowami czuję pewien niedosyt. Jest wiele rzeczy, które mi się w tym filmie kłócą, które mi nie pasują, których nie rozumiem – począwszy od tego, że film ma w oryginale tytuł anglojęzyczny, ale spora część scen mówiona jest w języku niemieckim, po to wszystko, o czym wspomniałam w tekście.

Podoba mi się pomysł na scenariusz. Podoba mi się połączenie tematu migracji, emigracji z zagubieniem tożsamościowym, usilną wręcz próbą wpasowania się w środowisko nie dlatego, że ono tego wymaga, ale dlatego, że sami bardzo tego chcemy. Podoba mi się wprowadzenie postaci ojca, jako swego rodzaju czynnika drastycznie wpływającego na zmianę perspektywy, na przebudzenie się wszystkiego tego, co główny bohater chciał uśpić czy tego, o czym nie chciał pamiętać. Brakuje mi tego czegoś, tego czegoś trudnego do opisania, a co występuje w tych filmach, o których pisze się z ekscytacją i radością, a wspomina się je latami.

Podobne Posty