W czasach, gdy ulubionym przysmakiem były gumy kulki za 10 groszy, odcinane nożyczkami z listwy, w której mieściło się ich kilka. W czasach radosnych zabaw na trzepaku z jedyną przerwą, którą wyznaczały ugotowane na obiad ziemniaki. I wreszcie w czasach, gdy czekanie na nowy odcinek ulubionego serialu przez weekend stanowiło prawdziwą katorgę, bo przecież nikt z nas nie znał takiego pojęcia jak „torrenty”, a internet stał się popularny i rozpowszechniony dopiero kilka lat później. Powstało coś, co na stałe zapisało się w życiu wspomnianego pokolenia, jeden z symboli młodzieży dorastającej wraz z końcem lat 90.

Wojowniczki w marynarskich mundurkach; walczące o miłość i sprawiedliwość

Sailor Moon – anime stworzone na podstawie hitowej mangi, znane w Polsce jako Czarodziejka z Księżyca. Stało się pod koniec ubiegłego wieku prawdziwym fenomenem w naszym kraju. Usagi czyli tytułowa „czarodziejka”, wraz ze swoimi przyjaciółkami broni mieszkańców ziemi przed Królestwem Ciemności.

Co sprawiło, że (początkowo) piątka, na co dzień zwykłych dziewcząt, uczących się w jednej z japońskich szkół, a o zmierzchu przeszukujących przedmieścia Tokio w poszukiwaniu demonów, zostało tak pokochanych przez widzów nie tylko w Polsce, ale i również w ponad 23 innych krajach? Z pewnością świetnie zarysowanie charakterystyki poszczególnych postaci, które mogliśmy stopniowo poznawać w poświęconych im odcinkach i tym samym się z nimi identyfikować, bo przecież nic tak nas nie zbliża do wykreowanej postaci (nawet w anime) niż wspólne cechy.
Ich codzienne życiowe perypetie, oscylujące w charakterystycznym japońskim poczuciu humoru, pierwsze miłości czy wreszcie walka ze złem.

Nie od dziś również wiadomo, że każdy chciałby móc się czasem poczuć superbohaterem na czym zresztą w ogromnym stopniu bazuje amerykański rynek postaci animowanych. Jednak bliscy naszemu sercu bohaterowie to nie wszystko, jest również cała strona techniczna, bez której Czarodziejka z Księżyca na zawsze pozostałaby postacią znaną tylko z kartek czarno-białej mangi.

Świetna animacja, piękny obraz oraz wpadająca w ucho muzyka

Przed erą Czarodziejki z Księżyca, japońska animacja nie była w Polsce jakoś specjalnie popularna. Właściwie jedynym anime jakie osiągnęło w naszym kraju jakiś większy rozgłos były „Muminki” (wiedzieliście w ogóle, że pochodzą z Japonii?). Dlatego premierowe odcinki Sailor Moon były czymś nowym, powiewem świeżości i niczym wzbudzający ekscytację amerykańscy superbohaterowie byli nowością importowaną z zachodu, tak „Czarodziejkę…” można było nazwać powiewem japońskiej egzotyki.

Świetnie zresztą wpisała się do wielkiego bumu na wszystko co importowane. Może nie aż takiego jak w szalonych latach osiemdziesiątych; bazarków ze słodyczami z zagranicy czy okupowanych przez tłumy Pewexów, ale jednak. Żaden ze wspomnianych wcześniej superbohaterów nie miał jednak tak pięknej i kolorowej oprawy. Wijące się kolorowe wstęgi, fale oceanu czy błyskawice otaczające bohaterki w trakcie przemiany, robiły wrażenie. Nie mówiąc o niesamowicie zaminowanych scenach walki. Wielu osobom wtedy szczytem animacji wydawał się skok na płot kota Filemona. A tu popatrz!

W świecie animacji istnieje też coś więcej

Jednak doskonała animacja, wartka akcja, czy przepięknie narysowane postacie to nie wszystko! Każdej z serii Czarodziejki z Księżyca towarzyszyła niesamowita ścieżka dźwiękowa. Na tyle charakterystyczna, że w oczekiwaniu na kolejny odcinek, wielu z nas nuciło sobie piosenki z ulubionego anime, czy odtwarzało nagrane na kasecie dźwięki.

This slideshow requires JavaScript.

Dobrze prosperujący biznes

Anime oglądane przez nastoletnie dziewczyny, które marzyły aby być niczym ich idolki ze szklanego ekranu oraz chłopaków z zapartym tchem czekających na moment transformacji, choć nie tylko, bo w serialu występowało również sporo postaci męskich – szybko stało się również świetnym biznesem.

Komiksy, magazyny gumy do żucia, lalki, figurki czy artykuły szkolne – to tylko niektóre z gadżetów związanych z serialem, dostępnych w latach 90. na naszym rynku. Do dzisiaj wiele z nich osiąga zawrotne kwoty na aukcjach internetowych, podbijane przez kolekcjonerów oraz fanów pragnących choć na chwile przenieść się do okresu lat swojego dzieciństwa.

Kontynuacja – Sailor Moon Crystal

Latem 2014 roku, po ponad 20. latach od premiery pieszego sezonu Sailor Moon w ojczystej Japonii, Toi Animation – twórcy anime, nieoczekiwanie zaskoczyli wszystkich informacją o powrocie Czarodziejki z Księżyca. Sailor Moon Crystal to zanimowana od nowa historia, której tym razem bliżej mandze (pierwsze anime w wielu miejscach znacząco od niej odbiegało).

Obecnie w Japonii trwają prace już nad czwartą jej serią. Prawa do emisji „nowej Czarodziejki” wykupiły już między innymi niemieckie i włoskie stacje telewizyjne. Telewizja Polsat, która niegdyś emitowała odcinki tego anime, w odpowiedzi na moją wiadomość z pytaniem o emisję Crystal’a odpisała, iż powtórki serii nadawane po niemalże 15 latach od pierwszej emisji nie osiągnęły satysfakcjonujących dla nich wyników.

Mimo wszystko uważam, że nadal wszystko leży w naszych rękach, dlatego gorąco zachęcam do męczenia w tym temacie naszych rodzimych stacji telewizyjnych. Byś może dla tych wszystkich, którzy marzą o powrocie do lat dziewięćdziesiątych, istnieje nadzieja aby powróciła chociaż namiastka tego, za czym tak bardzo tęskną. Zresztą Sailor Moon to po prostu bardzo dobre anime i fajnie gdyby nowe pokolenie również mogło się o tym na własne oczy przekonać.