Myśląc o moich ulubionych grach 2016 roku nie miałem wątpliwości, którą okrzyknąć tą najważniejszą. Forza Horizon 3 w zaledwie 3 miesiące skradła ponad 60 godzin z mojego napiętego grafiku i nic nie wskazuje na to, by na tym miało się skończyć. Oprócz tego były jeszcze dwie, które zatrzymały mnie przy konsoli na dłużej.

Doom

Nie miałem wielkich oczekiwań wobec tej gry. Pierwsze zapowiedzi, screenshoty i gameplay’e pozostawiały we mnie przykre uczucie obojętności, a nawet lekkiego rozczarowania. Przykre, bo to w końcu Doom, najważniejszy shooter wszech czasów, w dodatku do dziś grywalny. Jaką przyjemną niespodzianką było zatem, gdy okazało się, że nowy Doom to gra na miarę naszych czasów i na miarę swojego tytułu.

If Software dokonało czegoś, co wydawało się niemożliwe. Wzięli główną ideę gameplay’ową oryginału sprzed ponad 20 lat i zaadaptowali ją do naszych realiów. Aby przeżyć, musimy być w ciągłym ruchu, opanować bezbłędnie reguły walki polegające na ciągłej żonglerce broniami i specjalnymi atakami. To nie jest gra dla chowających się za osłonami maminsynków. Dodajmy do tego fantastyczny system rozbudowy poszczególnych broni oraz naszej postaci, a otrzymamy naprawdę satysfakcjonujący szkielet rozgrywki.

Ta, podobnie jak w oryginale, jest cholernie szybka, ale w inny sposób, niż w 1993 roku. Mimo to grając, czujemy, że to nadal Doom, ale na miarę 2016 roku. Spotkamy stare znajome potworki, których modele nie tylko zaprojektowano z niesamowitym wyczuciem stylu, przede wszystkim będziemy dokonywać przesmacznych dekapitacji i innych metod unicestwienia okraszonych soczystymi animacjami i efektami dźwiękami.

Ten cudowny, groteskowy, makabryczny spektakl jest dokładnie tym, czego oczekuję od pierwszoosobowego shootera. Dawno przejadły mi się już te wszystkie Call od Duty i Battlefieldy. Z tą grą id Software wróciło do developerskiej czołówki, a mi się marzy remake Blooda zrobiony w tak genialny sposób.

DiRT Rally

Drugą grą przy której spędziłem mnóstwo czasu był DiRT Rally – pierwszy prawdziwy powrót Codemasters do rajdów. Każdy, kto po premierze Colin McRae Rally 2.0 rozczarowany był stopniowym odchodzeniem w stronę prostych zręcznościówek poczuje, że oto dostał prawdziwy sequel do tamtej nieśmiertelnej rajdówki. Zadowoleni powinni być nawet fani prawdziwie hardkorowego Richard Burns Rally.

DiRT Rally bowiem nie wybacza. To okrutna gra, która każdy nasz błąd surowo ukaże, zamiast poklepać po główce i zaproponować możliwość przewinięcia czasu. Tak tak – Codemasters, które rozpopularyzowało tę przydatną funkcję w samochodówkach, teraz się jej zupełnie pozbyło. Owszem, bywa to szalenie frustrujące, ale także przywraca coraz rzadziej obecne we współczesnych grach uczucie prawdziwiej satysfakcji, gdy dojedziemy na metę nie tylko w jednym kawałku, ale także z czasem, który ulokuje nas na pierwszym miejscu.

Nie ma tu pseudo-fabuły, otoczki z balonami i cutscenkami, gymkhany, ciężarówek i innych głupot, które prawdziwemu rajdowcowi do szczęścia nie są potrzebne. Są za to wszystkie klasyczne i współczesne samochody rajdowe oraz cyfrowe rekonstrukcje prawdziwych odcinków specjalnych z rajdów Grecji, Monte Carlo, Szwecji, Niemiec, Walii, a do tego Pikes Peak w USA i kilka tras crossowych.

Fizyka jazdy nie ma sobie równych wśród współczesnych gier rajdowych (a trochę ich jest: WRC 6, Sébastien Loeb Rally Evo). Poziom trudności także i na samym początku ciężko jest w ogóle dojechać do mety. Ale nic tak nie smakuje jak pierwsze wygrane mistrzostwa w samochodzie który udało się naprawić w dostępnym czasie serwisowym.

…tylko tyle?

Lista moich ulubionych gier, które ukazały się w 2016 roku prawdopodobnie byłaby nieco dłuższa, gdyby nie to, że nie wszystkie tytuły zdążyłem ograć. Nie chcę tu umieszczać żadnych tytułów w ciemno, ale sądząc po recenzjach i impresjach osób, z których zdaniem się liczę, istnieje spora szansa, że na liście znalazłoby się także Inside – nowa gra twórców Limbo. Z oceną wstrzymam się jednak do czasu, aż tę pozycję ogram.