Palcem po mapie, ludzikiem po mapach Google można nawet kilka razy dziennie zwiedzać Stany Zjednoczone. Ba, każdy kraj można zwiedzić. Skupmy się jednak na Ameryce, kolebce popkultury, która rok w rok dostarcza nam nowych świetnych seriali, filmów, albumów, piosenek i trendów… Autor książki Przez stany POPświadomości wpadł na genialny pomysł wybrania się do Stanów i odwiedzania tych miejsc, z którymi kojarzą mu się ulubione popkulturowe produkcje.

Studia filmowe, charakterystyczne ulice, miasta znane z seriali. Tak powstał nietypowy, kompletnie wyrwany z założeń przewodnika, przewodnik po kultowych miejscach w Ameryce.

Pewnie myślicie, że to nic oryginalnego, że sami byście na to wpadli. Ja pomyślałam natomiast: dlaczego ja na to nie wpadłam? Dlaczego te najprostsze pomysły są takie trudne do pomyślenia?

Zanim zaczęłam czytać Przez stany POPświadomości zastanawiałam się, jak w ciekawy, niebanalny, ale też prosty sposób poprowadzić narrację w takiej książce. Chciałam chodzić z nimi po tych ulicach, serialowych lokacjach i czuć, że tam jestem. Nie chciałam czytać o tym, co pokaże mi ludzik w Google, ani o tym, o czym opowie mi aktor biegający po planie. Zapomniałam przy tym, że Kuba Ćwiek, aktor książki, wie co robi.

Do moich rąk trafiła książka przepełniona anegdotami, napisana w taki sposób, jakby kumpel relacjonował mi na Facebooku (albo innej platformie) swoją właśnie trwającą wycieczkę.

Opowiadając śmieszne i czasami niebezpieczne historie, wtrącając niezliczone dygresje o filmach i serialach, które są dla niego ważne, a mi nieznane, obojętne. Zahaczając przy tym o wszystkie te miejsca, które chciałabym zobaczyć, te o których nie pomyślałabym, że mogłabym chcieć i wywołując niesamowicie duże uczucie… zazdrości. Też chce tam, tak i najlepiej już, zaraz.

Zwróćcie uwagę na tę książkę. W POPvencie, choćby już z powodu samej nazwy, nie mogło jej zabraknąć.