W czasie szalejącego w kinach Botoksu, na który mam wrażenie idą nawet ci, którzy nigdy w życiu nie oglądali podobnych filmów, wybranie się na coś innego to szczyt outsiderstwa. Ptaki śpiewają w Kigali były na mojej liście filmów, jakie chcę obejrzeć jesienią z dwóch powodów – tematyki i bardzo rozbieżnych recenzji, jakie otrzymał.

Z jednej strony wyróżnienia na festiwalu, z drugiej powoli urastające do rangi ogólnego, przekonanie, że ten film byłby lepszy, gdyby dokończył go Krauze. Rzeczywiście bardzo trudno mówić o Ptakach śpiewających w Kigali zapominając, że miało być to kolejne dzieło Krzysztofa Krauze. Reżyser zmarł jednak na tak wczesnym etapie prac, że w zasadzie cała rola przy nadawaniu kształtu i formy produkcji przypadła jego żonie, Joannie Kos-Krauze. Jedni piszą, że udźwignęła sprawę, inni że zupełnie nie i powinna się dwa razy zastanowić, czy dobrze zrobiła kończąc ten film i pokazując go szerokiej publiczności.

Wychodząc z kina miałam w głowie jedną myśl. To naprawdę nie jest łatwy film. Wydawało mi się, że posiadłam tę magiczną wiedzę, która pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego jedni uważają Ptaki śpiewają w Kigali za film udany, albo przynajmniej nie krytykują Kos-Krauze za jego ukończenie, a inni robią wręcz odwrotnie.

Rwanda. Rok 1994. Ludobójstwo. Polska ornitolog Anna ucieka z Rwandy do Polski. W samochodzie transportuje ukrytą pomiędzy klatkami ze zmarłymi ptakami Claudine, córkę przyjaciela. Kobiety zamieszkują razem, uczą się życia po traumatycznych przeżyciach. Wracają po latach do Rwandy.

To film stworzony z połączenia urwanych, niedopowiedzianych scen złączonych przerywnikami w postaci ujęć ptaków, zwierząt, natury. Te ujęcia nie są przypadkowe, jak twierdzą niektórzy. Dla mnie były metaforą, dawały chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co zobaczyło się minutę wcześniej. Nie są sztucznym wydłużeniem filmu, a jego integralną częścią.

To nie jest film, w którym bohater wykrzykuje swoje uczucia, wyrzuca z siebie złe doświadczenia, epatuje nieszczęściem i odbija od ścian. W tym filmie mnóstwo jest milczenia, urwanych spojrzeń, przemilczanych zachowań, niedokończonych wątków biograficznych. Bardzo dużo w nim walki z duchami, prób stanięcia na nogach i trzymania się ziemi tłumiąc w sobie uczucia, które tylko czasami, niezwykle rzadko, wybuchają – zarówno w postaci Anny granej przez Jowitę Budnik, jak i Claudine, w którą wcieliła się Eliane Umuhire. I właśnie dlatego jest to film trudny. Nic nie jest w nim powiedziane wprost.

Komercyjne kino, współczesne kino, już niezwykle rzadko ma odwagę wypuszczać produkcje, które nie mówią dosłownie, o co w nich chodzi, a przez to my, widzowie, staliśmy się leniwi.

To nie jest film łatwy z powodu tematyki jaką porusza. Ptaki śpiewają w Kigali to film opowiadający o śmierci. Obraz opowiadający o tym, jak człowiek radzi sobie z życiem po stracie bliskiej mu osoby. Jest to też film o kobietach, które doświadczyły ludobójstwa i będą te dramatyczne obrazy nosić w pamięci do końca życia. Gdzieś w dalszej kolejności to też produkcja o tym, jak trudno jest przystosować się do życia w nowych, w teorii lepszych warunkach oraz jak społeczeństwo nie zna znaczenia słowa takt.

Słowem, Rwanda to główny temat, który pociąga za sobą kolejne.

Naprawdę trudno jest znaleźć informację o tym filmie bez czytania, że Krauze zmarł po zaledwie kilku dniach zdjęciowych. Przyznaję, że przez to nie mogę pozbyć się wrażenia, że próbując wypromować ten film, jako ostatnie wspólne dzieło małżeństwa Krauze zrobiono mu wielką krzywdę. Mamy do czynienia z filmem, który od dość wczesnej fazy realizacji przejęła Joanna Kos-Krauze i w takiej sytuacji można jedynie przypuszczać, zakładać i domniemywać, że starała się ukończyć go uwzględniając pomysły, wskazówki męża. Nigdy nie dowiemy się, jak Ptaki śpiewają w Kigali wyglądałyby, jaki miałyby wydźwięk, gdyby powstały pod okiem Krzysztofa Krauze.

Być może okazałyby się filmem lepszym, dla wielu widzów ciekawszym i przystępniejszym. A może nie? Może to wszystko, czego doświadczyła Kos-Krauze miało znaczący wpływ na wydźwięk i kształt produkcji? Może bez tego Ptaki śpiewają w Kigali nie byłyby lepszym obrazem? Myślę, że lepiej byłoby podkreślać, że to ostatni film, do którego Joanna i Krzysztof napisali scenariusz.